Lekarze zmuszani do strajkowania

Lekarze zmuszani do strajkowania

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nazwiska "opornych" trafią na publiczną czarną listę, a oni sami będą pomijani przy awansach - takie traktowanie lekarzy, którzy nie przyłączyli się do strajku uchwała łódzkiej Okręgowej Izby Lekarskiej wywołała burzę - pisze "Dziennik". "Nikt nie może mnie zmuszać do strajku!" - protestuje jeden z medyków.

Łódzki samorząd lekarski straszy medyków represjami, jeśli nie będą solidaryzowali się ze zbuntowanymi kolegami. Za karę mogą zostać niedopuszczeni do konkursów na stanowiska ordynatorów, ich nazwiska trafią na czarną listę w branżowym piśmie, a odpowiednia notka może zostać zapisana w aktach personalnych.

W środowisku natychmiast zawrzało. "Nikt nie może mnie zmuszać do strajku! Poza tym w jaki sposób Izba będzie wiedziała, że ja popieram protest albo nie? Mam biegać po mieście i rozwieszać plakaty, żeby coś udowodnić?" pyta ironicznie w "Dzienniku" jeden z lekarzy w szpitalu im. Barlickiego.

W słowach nie przebiera też Wojciech Antoniewski ze Szpitala Klinicznego nr 3 w Łodzi: "Samorząd przekroczył swoje kompetencje. Ma reprezentować całe środowisko, a nie dzielić lekarzy na tych, co strajkują i nie" - mówi "Dziennikowi".

Profesor Wojciech Gaszyński , ordynator oddziału anestezjologii i intensywnej terapii w szpitalu im. Barlickiego w Łodzi przyznaje, że zapisy są niefortunne: "Intencje Izba miała dobre, ale sformułowania są niezręczne. Lepiej byłoby wezwać lekarzy do solidaryzmu, a nie straszyć ich sankcjami" - ocenia. Z kolei Adrianna Sikora, rzecznik prasowy łódzkiej OIL, broni uchwały. "To wolą lekarzy było ustanowienie tego prawa. Nie można mówić o żadnych represjach czy szantażu".

Krzysztof Wójcikiewicz, szef OIL w Gdańsku, unika raczej krytyki poczynań samorządu z Łodzi. Przyznaje jednak, że na Pomorzu nikt nawet nie pomyślał, by straszyć medyków. "Oczywiście popieramy żądania związków zawodowych, ale o żadnych przymusach nie było u nas mowy" - stwierdza.