Dwoje czołowych polityków australijskich: premier Julię Gillard oraz lidera opozycyjnej partii liberalnej Tony'ego Abbota "Independent" nazywa hipokrytami, zauważając, że w kampanii wyborczej przed sobotnimi wyborami licytowali się o to, kto jest twardszy w stosunku do nielegalnych imigrantów, podczas gdy sami są imigrantami urodzonymi w Londynie i Walii. Za hipokrytę został uznany też Sarkozy, którego ojciec - węgierski arystokrata - zbiegł do Francji w przededniu II wojny światowej. "Kondycja globalnej gospodarki jest wątła i zanosi się na to, że ksenofobia utrzyma się jako potężna siła w demokracjach różnych państw świata. Odpowiedzialni przywódcy polityczni muszą się zdobyć na odwagę i wyjaśnić obywatelom, że imigranci nie są powodem ich trudności" - podkreśla dziennik.
Dziennik przypomina, że hipokryzja nie ogranicza się do polityków, ma szeroki zasięg. Od uprzedzeń nie jest wolna szeroko rozumiana opinia publiczna, także w państwach, które powstały i rozwinęły się dzięki imigrantom. W USA np. niechęć do dzieci nielegalnych imigrantów urodzonych w USA stała się podłożem do dyskusji o uchyleniu postanowienia konstytucji gwarantującego obywatelstwo wszystkim urodzonym w Ameryce. "Emigranci wzbogacili najbardziej rozwinięte gospodarczo państwa: Australię i USA. Sytuacja, w której ich obywatele obracają się przeciwko imigrantom, chcących pójść ich śladem rodzi przygnębienie" - ubolewa "Independent". Stąd, oprócz działań prowadzących do poprawy ogólnej sytuacji gospodarczej, politycy powinni dać odpór antyimigracyjnym uprzedzeniom.
PAP