Doktor Jaime Guevara- Aguirre przez 24 lata obserwował 99 mieszkańców małej wioski w Ekwadorze. Odnalazł ich podczas swojej podróży po odciętych od świata rejonach kraju, głównie zamieszkanych przez Indian. Okazało się jednak, że ci niezwykli ludzie są potomkami europejskich kolonizatorów. Lekarz stwierdził u mieszkańców wioski syndrom Larona, który polega na mutacji genu odpowiedzialnego za wzrost ciała. Normalny receptor hormonu wzrostu generuje powstanie insulinopodobnego hormonu (IGF-1) odpowiedzialnego bezpośrednio za wzrost ciała dziecka.
Jak wykazały badania laboratoryjne i obserwacje w Ekwadorze, brak hormonu IGF-1 skutkuje o wiele dłuższym życiem organizmu. Doktor Jaime Guevara- Aguirre i doktor Valter Longo przeprowadzili eksperyment - do zwykłych komórek ludzkich dodali serum pochodzące od pacjentów z syndromem Larona, a następnie poddali je niszczącym działaniom chemicznym. Okazało się, że serum chroni komórki od genetycznych uszkodzeń i - co najważniejsze - chroni je przed zmianami nowotworowymi. Po dodaniu do nich IGF-1 komórki natychmiast ulegają zniszczeniu i stają się rakotwórczymi. Doktor Longo twierdzi, że minimalna obecność IGF-1 w organizmie jest konieczna przy obronie przed chorobami serca, jednak im mniej tego hormonu, tym lepiej. Lek obniżający ilość IGF-1 może być, jak stwierdził doktor Longo, lekiem na długowieczność.
Obecnie jednak lekarze skupiają się na opracowaniu leku dla największej znanej dotąd społeczności z syndromem Larona. Chcą podać odpowiednią dawkę IGF-1 przed osiągnięciem stanu dojrzewania, ponieważ tylko w ten sposób mogą ochronić pacjentów przed karłowatością. Koncerny farmaceutyczne nie chcą jednak współpracować mimo bezcennych danych jakie dostarczyły im badania z Ekwadoru. Lekarze i naukowcy jednoznacznie potępiają zwlekanie z wprowadzeniem niezbędnego leku dla tych pacjentów.mk