To złożona historia. Federacja nie była w stanie utworzyć rządu od wyborów w październiku zeszłego roku. Zgodnie z zapisami porozumienia z Dayton, które zakończyło wojnę w 1995 roku, brak rządu w Federacji oznacza brak rządu na szczeblu państwowym. W wyniku październikowych wyborów Zlatko Lagumdzija z SDP znalazł się na czele Federacji. Jego partia twierdzi, że jest wieloetniczna i szczyci się obecnością Serbów i Chorwatów wśród swoich członków i wyborców, jednak ogólnie jest postrzegana jako ugrupowanie Bośniaków. Lagumdzija nie był w stanie wypracować koalicji z żadną ze stron, choć udało mu się wyciągnąć w porozumienie kilka mniejszych ugrupowań.
W końcu partia SDP z sojusznikami ukonstytuowała parlament, lecz Centralna Komisja Wyborcza uznała, że wybór nowego prezydenta i wiceprezydentów był nielegalny. Sprawa trafiła do sądu. Valentin Inzko - wysoki przedstawiciel społeczności międzynarodowej w Bośni - cofnął decyzję komisji wyborczej do czasu orzeczenia sądu. Lagumdzija stanowczo odrzuca sugestie, że zrobił cokolwiek nielegalnego. Na razie rząd Federacji działa, uchwalił budżet.
Przywódcy Republiki Serbskiej ogłosili w Mostarze, że łączą siły w celu utworzenia rządu, pomimo formalnego istnienia rządu Federacji. Jeśli więc sąd podtrzyma decyzję komisji wyborczej, to Bośnię mogą czekać kolejne wybory. Z kolei Martin Raguz, czołowy polityk chorwacki twierdzi, że jeśli sąd rozstrzygnie na korzyść SDP "oznacza to koniec państwa prawnego".
Nikt w Bośni nie chce nowego konfliktu, ale nikt też nie chciał wojny w 1990 r. Serbia i Chorwacja deklarują chęć przystąpienia do Unii Europejskiej, jednak w razie wybuchu konfliktu w Bośni te plany mogą skończyć się niczym. Jednak, jak przyznaje Srecko Latal, analityk zajmujący się kryzysami na świecie, "na obecnym etapie przejawy przemocy w Bośni są mało prawdopodobne".
Bośniacy są zmęczeni dysfunkcjonalnością państwa, ale nie mają ochoty na konflikt zbrojny. Ludzie chcą wiedzieć, kiedy - 16 lat po zakończeniu walk – nastanie koniec ery powojennej.
jc