Czy Bośnia znów zapłonie?

Czy Bośnia znów zapłonie?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Świat arabski płonie, nic więc dziwnego, że panujący w Bośni kryzys nie wzbudza zainteresowania zachodnich mediów. To jednak nie oznacza, że kryzysu nie ma. I choć nowa wojna raczej nam nie grozi, to nikt nie wyklucza możliwości, że konflikt polityczny ostatecznie przerodzi się w przemoc – pisze brytyjski tygodnik „The Economist”.
Do 2006 r. Bośnia czyniła duże postępy. Jednak od tamtej pory kraj wszedł na równię pochyłą. Milorad Dodik, prezydent Republiki Serbskiej, zdominowanej przez Serbów części kraju, otwarcie mówi o secesji. Ale obecny kryzys skupia się w innej części Bośni – w Federacji, zdominowanej przez Bośniaków i Chorwatów.

To złożona historia. Federacja nie była w stanie utworzyć rządu od wyborów w październiku zeszłego roku. Zgodnie z zapisami porozumienia z Dayton, które zakończyło wojnę w 1995 roku, brak rządu w Federacji oznacza brak rządu na szczeblu państwowym. W wyniku październikowych wyborów Zlatko Lagumdzija z SDP znalazł się na czele Federacji. Jego partia twierdzi, że jest wieloetniczna i szczyci się obecnością Serbów i Chorwatów wśród swoich członków i wyborców, jednak ogólnie jest postrzegana jako ugrupowanie Bośniaków. Lagumdzija nie był w stanie wypracować koalicji z żadną ze stron, choć udało mu się wyciągnąć w porozumienie kilka mniejszych ugrupowań.

W końcu partia SDP z sojusznikami ukonstytuowała parlament, lecz Centralna Komisja Wyborcza uznała, że wybór nowego prezydenta i wiceprezydentów był nielegalny. Sprawa trafiła do sądu. Valentin Inzko - wysoki przedstawiciel społeczności międzynarodowej w Bośni - cofnął decyzję komisji wyborczej do czasu orzeczenia sądu. Lagumdzija stanowczo odrzuca sugestie, że zrobił cokolwiek nielegalnego. Na razie rząd Federacji działa, uchwalił budżet.

Przywódcy Republiki Serbskiej ogłosili w Mostarze, że łączą siły w celu utworzenia rządu, pomimo formalnego istnienia rządu Federacji. Jeśli więc sąd podtrzyma decyzję komisji wyborczej, to Bośnię mogą czekać kolejne wybory. Z kolei Martin Raguz, czołowy polityk chorwacki twierdzi, że jeśli sąd rozstrzygnie na korzyść SDP "oznacza to koniec państwa prawnego".

Nikt w Bośni nie chce nowego konfliktu, ale nikt też nie chciał wojny w 1990 r. Serbia i Chorwacja deklarują chęć przystąpienia do Unii Europejskiej, jednak w razie wybuchu konfliktu w Bośni te plany mogą skończyć się niczym. Jednak, jak przyznaje Srecko Latal, analityk zajmujący się kryzysami na świecie, "na obecnym etapie przejawy przemocy w Bośni są mało prawdopodobne".

Bośniacy są zmęczeni dysfunkcjonalnością państwa, ale nie mają ochoty na konflikt zbrojny. Ludzie chcą wiedzieć, kiedy - 16 lat po zakończeniu walk – nastanie koniec ery powojennej.

jc