Miał być „kanclerzem przejściowym”, stał się „ojcem zjednoczenia”. Historia Helmuta Kohla

Miał być „kanclerzem przejściowym”, stał się „ojcem zjednoczenia”. Historia Helmuta Kohla

Helmut Kohl w 1987 roku
Helmut Kohl w 1987 roku / Źródło: Wikimedia Commons / Bundesarchiv, B 145 Bild-F075760-0020 / Arne Schambeck
16 czerwca, w wieku 87 lat, zmarł Helmut Kohl, wieloletni kanclerz Niemiec. Przypominamy archiwalny tekst z tygodnika „Wprost” z 1998 roku autorstwa Piotra Cywińskiego o człowieku, który pobił rekord Konrada Adenauera, a podczas kariery politycznej doprowadził do zjednoczenia Niemiec.

„Pan Kohl nigdy nie będzie kanclerzem. Jest kompletnie niezdolny, brakuje mu charakterologicznych, duchowych i politycznych predyspozycji” – przepowiadał Franz Josef Strauss w listopadzie 1976 r. Sześć lat później, gdy rozpadł się socjaldemokratyczno-liberalny rząd, a Helmut Kohl zastąpił Helmuta Schmidta, nazywany był „kanclerzem przejściowym”. Kohl udowadniał jednak, że jest politykiem najwyższej klasy: zrealizował niemal wszystkie swoje zamierzenia i pobił rekord Konrada Adenauera, który na czele rządu RFN stał 14 lat i 31 dni. Nie spełnił swego ostatniego życzenia – wprowadzenia Niemiec w trzecie tysiąclecie. 27 września 1998 r. wolą wyborców został odwołany ze stanowiska.

„Myliliśmy się, Kohl nie jest gruszką” – przyznał w 1994 r. Michael Rutz, szef gazety „Rheinischer Merkur”. To jeden z łagodniejszych epitetów, jakimi obdarzano lidera CDU. W oczach antagonistów Kohl był „gamoniem” („Gimpel Kohl”), „słoniem w składzie porcelany”, „wyborczym kłamcą”. Prawdą jest jednak, że nie uniknął kilku niezręczności – od kontrowersyjnego złożenia wieńców z Ronaldem Reaganem na cmentarzu w Bitburgu, przez krytykę odprężeniowej polityki wschodniej kanclerza Willy?ego Brandta, po wizytę w chińskich koszarach, gdy świat nie ochłonął jeszcze po masakrze na placu Niebiańskiego Spokoju. Kohl przyznał się do niektórych faux pas, innych broni do dziś jako niezbędnej „taktyki”.

Kanclerzem Niemiec Helmut Kohl został w wieku 52 lat. Jego przedzjednoczeniowa polityka gospodarcza doprowadziła do rozkwitu RFN, ale fundamenty pod te sukcesy położył Konrad Adenauer. Gospodarczy kolos ciągle był jednak „politycznym karłem”. Historyczna szansa zmiany tego statusu spadła na Kohla niespodziewanie. Jeszcze w 1989 r. z jednej strony Łaby stało 220 tys. żołnierzy amerykańskich, z drugiej – większy o kilkadziesiąt tysięcy kontyngent Armii Czerwonej i Narodowa Armia Obrony NRD. Po klęsce komunizmu w Polsce i budapeszteńskim przecieku „enerdowskich” uciekinierów zbliżenie RFN i NRD stało się oczywiste, choć jego jedynymi protagonistami byli Amerykanie. Francuzi tak kochali Niemców, że „najchętniej widzieliby aż dwa państwa niemieckie”. Opór wyrażali również Anglicy, o postawie Rosjan nie mówiąc. W przełamywaniu nieufności tych ostatnich Kohl zabłysnął finezją polityczną najwyższej próby, choć początek tego epokowego dzieła nie był efektowny – gdy 9 listopada 1989 r. Helmut Kohl przerwał wizytę w Polsce i dotarł do Berlina, tłum wiwatujący obalenie muru przywitał go gwizdem. Kilka miesięcy później, gdy kanclerz wracał z Kaukazu, był już „ojcem zjednoczenia”.

Po zjednoczeniu Niemiec, na którym „nikt nie miał stracić, a niejeden zyskać”, w odbudowę nowych landów wpompowano ponad bilion marek. Z czasem Kohl musiał przyznać, że zrujnowanie gospodarki po drugiej stronie Łaby przeszło jego wyobrażenia. Długotrwały wysiłek, który na Niemcach wymusiło jednoczenie kraju i Europy, obrócił się przeciw „ojcu zjednoczenia”.

W 1997 roku do bońskiego Domu Historii przywieziono niecodzienny prezent: rzeźbę kanclerza Helmuta Kohla autorstwa polskiej artystki Zofii Wolskiej. Dla jednych jego era skończyła się za wcześnie, dla innych - zbyt późno. 12 czerwca minęło 25 lat przywództwa Kohla w CDU. 1 października minęłoby 16 lat pełnienia przez niego funkcji kanclerza. Wielka przegrana Helmuta Kohla bynajmniej nie oznacza jednak wyniesienia go na tarczy - wpisał się on bowiem w poczet największych polityków nie tylko w historii Niemiec.

Czytaj także

 1

Czytaj także