W niedzielę mieszkańcy hiszpańskiego regionu, mimo sprzeciwu władz centralnych, wzięli udział w organizowanym przez rząd Katalonii referendum secesyjnym. Według tamtejszych władz regionalnych, w głosowaniu udział wzięło około 42,3 procent z uprawnionych do głosowania 5,34 mln osób. Przytłaczająca większość z nich miała się opowiedzieć za odłączeniem od Hiszpanii. Referendum odbywało się w cieniu starć z policją, wskutek których - według informacji katalońskiego rządu - rannych zostało około 800 osób. Madryt już wcześniej zapowiadał, że wynik plebiscytu nie będzie wiążący, podobny sygnał wysłała Unia Europejska.
Galeria:
Referendum w Katalonii. Starcia z policją i kilkuset rannych
Zryw Katalończyków wywołał reakcję m.in. w Brazylii. Bloomberg donosi, że trzy najbogatsze stany - Rio Grande do Sul, Santa Catarina i Parana chcą się odłączyć od zmagającego się z kryzysem ekonomicznym kraju. Nieformalne głosowanie w tej sprawie zaplanowano na 7 października. Separatyści namawiają też mieszkańców do składania podpisów pod petycją o przeprowadzenie formalnego, wiążącego referendum. Ruch „O Sul É o Meu País” (Południe jest moim krajem - red.) zamierza zmobilizować miliony głosujących z 900 spośród 1191 miast regionu. Zryw Katalończyków sprawił, że członkowie organizacji podwoili starania o niepodległość trzech stanów.
