Polka udawała dentystkę. W końcu ją zdemaskowano

Polka udawała dentystkę. W końcu ją zdemaskowano

Gabinet stomatologiczny, zdj. ilustracyjne
Gabinet stomatologiczny, zdj. ilustracyjne / Źródło: Fotolia / Chekunov Alexandr
W jednej z dzielnic Londynu funkcjonował salon piękności. Klienci lokalu mogli skorzystać m.in. z usług dentystycznych zapewnianych przez Polkę. Okazało się jednak, że kobieta jest tancerką, a zawód dentysty wykonuje nielegalnie.

Jak podaje portal romfordrecorder.co.uk, Anita K.S. przyjechała do Wielkiej Brytanii w ubiegłym roku. Polka rozpoczęła pracę w salonie piękności w Hornchurch, czyli w jednej z dzielnic Londynu. Kobieta reklamowała swoje usługi na Facebooku. Trzy miesiące później wyszło na jaw, że wykonuje zawód nielegalnie.

Wizyta incognito

W październiku ubiegłego roku w salonie pojawili się incognito dwaj funkcjonariusze z General Dentistry Council. Urząd wcześniej otrzymał trzy skargi o tym, że salon oferuje nielegalne leczenie dentystyczne. Polka wzięła urzędników za swoich klientów i podsunęła do wypełnienia formularz medyczny. Następnie zaprowadziła ich do gabinetu lekarskiego, gdzie znajdowało się wyposażenie dentystyczne, w tym laser do wybielania zębów.

Funkcjonariusze zapytali Polkę, czy jest dentystką. Ta po angielsku odpowiedziała, że owszem. Wówczas urzędnicy ujawnili swoją tożsamość. Okazało się, że Polka jest wykwalifikowaną tancerką i praktykowała zawód bez zarejestrowania działalności w sądzie. Oprócz tego kobiecie postawiono także zarzut bezprawnego używania chronionego terminu „dentysta”, który wprowadzał w błąd klientów.

Podczas rozprawy oskarżona korzystała z pomocy polskiego tłumacza twierdząc, że nie rozumie języka angielskiego i nie wie, co wydarzyło się podczas wizyty dwóch funkcjonariuszy w jej gabinecie. Polka argumentowała, że w salonie piękności przebywała z krótką wizytą, ponieważ odwiedzała tam przyjaciółkę. Zeznała, że nie rozmawiała z urzędnikami, z wyjątkiem wypowiedzenia w ich kierunku krótkiej kwestii o właścicielce salonu.

„Odpowiadała na każde pytanie”

Jedna z urzędniczek zeznała, że Anita K.S. dobrze mówiła po angielsku. – W żadnym momencie nie widziałam, żeby miała problem ze zrozumieniem tego, co mówię. Gdyby tak było, to z kolegą przerwalibyśmy rozmowę i skorzystalibyśmy z usługi tłumacza przez telefon – powiedziała funkcjonariuszka. – Odpowiadała na każde zadane jej pytanie bez wahania – dodała.

Prokurator zapytał Polkę, dlaczego nie poprosiła o tłumacza, skoro, jak twierdzi, nie rozumiała co urzędnicy do niej mówią. – Nie znam angielskiego prawa – powiedziała kobieta. Sąd nie uwierzył w zapewnienia Anity K.S. i nałożył na nią karę grzywny o łącznej wartości 3486 funtów.

Czytaj także:
Wielka Brytania. Nie żyje 100-letnia Polka. Została brutalnie zaatakowana na ulicy

Czytaj także

 0