„Dzienniki wojenne”. Olga z Łucka: ucieczka z miasta, którego już nie ma

„Dzienniki wojenne”. Olga z Łucka: ucieczka z miasta, którego już nie ma

Pożar w centrum Charkowa po rosyjskim ostrzale
Pożar w centrum Charkowa po rosyjskim ostrzale Źródło: Newspix.pl / ABACA
Pochodzą z jednego z najbardziej niebezpiecznych miejsc w czasie tej wojny. Charków – miasto oddalone o 40 km od granicy z Rosją, jedno z pierwszych, na które spadły bomby – wciąż płonie. Trzy pokolenia charkowskich kobiet: 60-letnia, 40-letnia i 11-letnia, uciekły przed ostrzałem i wybuchami.
Olga Matvieieva urodziła się i mieszka w Łucku. Studiuje dziennikarstwo na Lwowskim Uniwersytecie Narodowym im. Iwana Franki. Interesuje się życiem i historią Wołynia: jego ekonomią, polityka, nauką i lubi opowiadać o regionie. Chętnie podróżuje i fotografuje, szukając niezwykłości w prostych rzeczach. Wśród jej prac pojawia się wiele historii o zwyczajnych ludziach.

Tę historię usłyszałam w Łucku, gdy panował tam spokój. Moje rozmówczynie nie nazywają swojej ewakuacji szczęśliwą szansą. Długo wahały się, czy wyjechać z Charkowa. Przed ucieczką przez pięć dni mieszkały we trójkę w piwnicy, do której zeszły 24 lutego o 5.00 rano, kiedy rozległy się pierwsze wybuchy.

Drugiego dnia, gdy odważyły się wyjść, zobaczyły, że na ulicach ich miasta leżą zwłoki i poszarpane części ludzkiego ciała. Dlatego też kolejne dwa dni ponownie spędziły w piwnicy, przez co jedenastoletnia Nastya zachorowała. Piątego dnia kobiety pożegnały się z bliskimi, a szóstego z Charkowa zaczęły kursować pociągi ewakuacyjne. Była to jedyna szansa na ratunek, z której postanowiły skorzystać. Tym bardziej, że Rosjanie zaczęli strzelać do ludności cywilnej.

Źródło: Wprost