W czasie lotu bombowce Tu-95 pozostawały w międzynarodowej przestrzeni powietrznej, między szkockim Aberdeen a norweskim Stavanger - centrami przemysłu naftowego w rejonie Morza Północnego.
"Już dawno (rosyjskie bombowce) nie były tak daleko na południe. Powiedziałbym, że to dość niezwykłe" - zauważył rzecznik sił zbrojnych Norwegii John Inge Oegland.
To kolejny incydent z rosyjskimi Tu-95 w ciągu ostatnich kilku dni. Brytyjskie Ministerstwo Obrony o podobnym zdarzeniu informowało w środę.
Incydenty wywołują skojarzenia z podobnymi zdarzeniami z czasów zimnej wojny. Zbiegają się w czasie z wydaleniem z Wielkiej Brytanii czterech rosyjskich dyplomatów w związku z odmową Moskwy ekstradycji głównego podejrzanego w sprawie zabójstwa w Londynie byłego rosyjskiego agenta Aleksandra Litwinienki.
Bombowiec Tu-95, określany przez NATO kryptonimem "Bear", to rosyjski odpowiednik amerykańskiego bombowca dalekiego zasięgu B- 52 i jeden z symboli zimnej wojny. Początkowo samolot zaprojektowano do zrzucania ładunków nuklearnych, jednak później przystosowano go do innych zadań, w tym do obserwacji i patrolowania morza.
pap, ss