"Udział ponad 80 procent wyborców i 24 miliony głosów oddanych na wybranego prezydenta to prawdziwe święto, które może zagwarantować postęp kraju, bezpieczeństwo narodowe i trwałą radość" - powiedział najwyższy autorytet kraju.
Na ultrakonserwatywnego Ahmadineżada głosowało według irańskiego MSW, któremu podlega organizacja wyborów, 24,5 mln wyborców (62,63 proc.) z 39 mln, którzy uczestniczyli w głosowaniu.
Kilka tysięcy zwolenników byłego premiera, na którego w pierwszej turze wyborów oddało w piątek głosy 33,75 procent wyborców, zgromadziło się spontanicznie w centrum stolicy, zarzucając "nieprawidłowości" w głosowaniu. Część protestujących niosła zielone symbole opozycji.
Wznosili okrzyki: "Dyktatura, dyktatura!". Niesiono zdjęcia Musawiego, który zaraz po ogłoszeniu w piątek wyników zarzucił nieprawidłowości w liczeniu głosów i sam ogłosił się zwycięzcą wyborów.
Kilkuset protestujących zablokowało jedną z głównych arterii miasta, aleję Vali-e Asr.
Nieco później zwolennicy 67-letniego Musawiego zebrani pod biurem swego kandydata krzyczeli "Tu zostaniemy, tu umrzemy!". W innych punktach miasta, wykrzykując: "Śmierć dyktatorowi", obrzucali kamieniami policję i podpalali kosze na śmieci.
W swoim wystąpieniu Chamenei zaznaczył, że "wybrany prezydent jest prezydentem wszystkich Irańczyków i wszyscy powinni popierać go i mu pomagać".
Konserwatywny następca Ruhollaha Chomeiniego, założyciela Islamskiej Republiki Iranu, sprawujący swoją funkcję od 20 lat Chamenei ocenił, że piątkowe wybory to "dowód na to, że po 30 latach Iran jest uodporniony i niezłomny wobec agresji politycznej i psychologicznej".
Do głosowania w piątkowych wyborach uprawnionych było 46 mln spośród 70 mln obywateli. Frekwencja wyniosła 85 proc.
Pozostali dwaj kandydaci to reformator, były przewodniczący parlamentu, Mehdi Karubi i konserwatysta, chcący jednak przyjąć bardziej umiarkowany kurs w polityce zagranicznej niż Ahmadineżad, Mohsen Rezai. Na Rezaia oddano 1,73 procent głosów, a na Karubiego - 0,85 procent.
Karubi ocenił w sobotę, że rezultaty ogłoszone przez MSW są "nielegalne" i "nie do przyjęcia".
ND, PAP
