Mimo tego pojednawczego tonu Sarkozy podtrzymał zdecydowanie wolę kontynuowania swojej polityki, gdyż - jak to ujął - "nic nie byłoby gorsze od zmiany kursu". Dodał, że wstrzymanie reform "zrujnowałoby już dokonane przez obecne władze wysiłki". Szef państwa wyliczył listę reform, które zamierza w najbliższym czasie przeprowadzić centroprawica. Zatrzymał się dłużej przy szczególnie zapalnej reformie systemu emerytalnego, która przypuszczalnie wydłuży okres płacenia składek. Sarkozy przyznał, że reforma wzbudza "niepokój" Francuzów, ale że trzeba ją przeprowadzić, gdyż inaczej kasa ubezpieczeń emerytalnych będzie pusta. Zapowiedział, że "za sześć miesięcy zostaną przyjęte stosowne rozwiązania w tej sprawie".
Wiele miejsca zajmował w przemówieniu prezydenta problem wzmocnienia bezpieczeństwa i walki z przestępczością na stadionach, w szkołach czy w środkach transportu. Sarkozy obiecał, że zaangażuje się w powstrzymanie "brutalnej przemocy". - Ci, którzy oczekują z mojej strony stanowczej reakcji, nie będą rozczarowani - podkreślił. Szef państwa powtórzył po raz kolejny, że jest zwolennikiem prawnego zakazu noszenia islamskiej burki we Francji, gdyż - według niego - ubiór ten jest "sprzeczny z godnością kobiety". Projekt ustawy w tej sprawie ma być wiosną złożony we francuskim parlamencie.
W swoim przemówieniu prezydent zwrócił się też do różnych grup społecznych, w tym rolników i lekarzy, zapewniając ich, że będzie bronił ich interesów.
PAP, arb