Najpierw rząd, potem Kabul (aktl.)

Najpierw rząd, potem Kabul (aktl.)

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wojska Sojuszu Północnego, wspierane amerykańskimi bombardowaniami, zbliżają się do Kabulu. Coraz pilniejsza staje się potrzeba stworzenia rządu reprezentującego wszystkie plemiona.
Opozycyjne siły w ostatnich dniach przeszły do błyskawicznej kontrofensywy, zajmując szereg północnych prowincji kraju oraz ważne miasta i szlaki komunikacyjne.

Jak twierdzi rzecznik Sojuszu, Aszraf Nadim, w niedzielę zajęte zostało miasto Puli Khmuri na północy kraju, położone na strategicznym szlaku prowadzącym w kierunku Kabulu, zaś ddziały pod dowództwem weterana wojny afgańskiej, Ismaila Chana zajęły stolicę prowincji Badżis, miasto Kala-i-Nau na zachodzie Afganistanu. Chan twierdzi też, że jego oddziały zmierzają w kierunku Heratu, stolicy prowincji o tej samej nazwie.

Ostatnią zdobyczą Sojuszu jest północnoafgańska prowincja Tachar wraz z jej stolicą miastem Talokan, z którego talibowie przed rokiem wyparli siły opozycji.

Tachar leży na pograniczu afgańsko-tadżyckim, pomiędzy pozostającymi już pod kontrolą opozycji północnymi prowincjami Badakszan i Baghlan. W tym rejonie talibowie utrzymali się jeszcze w graniczącej z Tachar prowincji Kunduz.

W niedzielę rano amerykańskie samoloty bombardowały Kabul i pozycje talibańskie na północ od miasta. Naoczni świadkowie, cytowani przez agencję France Presse, mówią o kilkunastu silnych eksplozjach, jakie wstrząsnęły rano przedmieściami Kabulu. Na linii frontu, oddzielającej pozycje talibów od opozycyjnych sił na północ od miasta, nie odnotowano natomiast poważniejszych ruchów wojsk.

Nie są bombardowane natomiast miejsca (co najmniej dwa), gdzie zdaniem wywiadu amerykańskiego, mogą znajdować się bazy Al-Kaidy, w których podejmowano próby produkcji broni chemicznej i biologicznej, twierdzi "New York Times".
Jednym z tych punktów jest baza binladenowskiej Al-Kaidy w miejscowości Derunta pod miastem Dżalalabad we wschodnim Afganistanie, gdzie w założonym tu laboratorium - jak się podejrzewa - terrorystom udało się wyprodukować proste gazy bojowe. Drugie laboratorium znajduje się na terenie fabryki nawozów sztucznych w rejonie miasta Mazar-i-Szarif, które zostało w piątek zdobyte przez opozycyjny Sojusz Północny.

Sojusz Północny, któremu udało się dokonać przełomu w działaniach wojennych i zaczyna odnosić sukcesy, zapowiadał, ze niebawem wkroczy do stolicy Afganistanu - Kabulu. W sobotę jeden z dowódców Sojuszu Północnego Alim Chan zapowiedział ofensywę antytalibańską "w ciągu trzech dni". W Bagram - dawnej bazie lotniczej w odległości kilkudziesięciu kilometrów od Kabulu, w niedzielę miało się zebrać się ponad tysiąc żołnierzy opozycji, którzy następnie wezmą udział w uderzeniu na stolicę. W niedzielę rano opozycja zastrzegła jednak, że wkroczy do miasta tylko wówczas, gdy powstanie tu "polityczna próżnia".

Była to reakcja na wypowiedź prezydenta USA George'a W. Busha, który oświadczył, że wojska Sojuszu Północnego nie powinny wkraczać do Kabulu.

"Będziemy zachęcali naszych przyjaciół, aby kierowali się na południe, lecz by nie wkraczali do samego Kabulu" - powiedział amerykański prezydent. W ten sposób chciałby uniknąć sytuacji, w której władzę obejmie Sojusz Północny, reprezentujący afgańskie mniejszości etniczne. Według niego, w przyszłym rządzie powinny być reprezentowane wszystkie plemiona. W podobnym duchu wypowiedział się też pakistański prezydent Musharraf.

Tymczasem w Kabulu uzbrojeni talibowie zatrzymują i szczegółowo przeszukują samochody, rewidują też pasażerów i przechodniów. Jak powiedział dziennikarzowi agencji Reutersa jeden z talibów, szukają przede wszystkim broni i telefonów komórkowych. "Nie pozwolimy, by do miasta wkradli się agenci opozycji" - mówił.

em, pap