Tusk w Berlinie. "Nie ma pewności, że nie będzie więcej ofiar"

Tusk w Berlinie. "Nie ma pewności, że nie będzie więcej ofiar"

Dodano:   /  Zmieniono: 6
Donald Tusk, fot. Wprost
- Nadal cztery osoby - poszkodowane w wyniku wypadku polskiego autokaru w Niemczech - są w bardzo poważnym stanie - poinformował w niedzielę wieczorem w Berlinie premier Donald Tusk. Dodał, że nie może zapewnić, iż liczba ofiar śmiertelnych nie wzrośnie.

- W tej chwili nie chciałbym dawać stuprocentowej nadziei, że już nie będzie więcej ofiar. Niektóre osoby są w ciężkim stanie - powiedział premier Donald Tusk. Podkreślił, że stan czterech osób jest bardzo poważny. - W tej chwili możemy tylko powiedzieć, że mamy nadzieję, że nikt więcej życia nie straci - dodał.

Premier Donald Tusk spotkał się w niedzielę z trojgiem lżej rannych w wypadku polskiego autobusu w Brandenburgii, którzy trafili do szpitala Hedwigshoehe w berlińskiej dzielnicy Gruenau. Premier podziękował wszystkim służbom zaangażowanym w akcję ratowniczą i opiekę nad poszkodowanymi. Jak dodał, osoby, które odwiedził, bardzo wysoko oceniły opiekę lekarską, jaką im zapewniono.

"To była grupa przyjaciół, więc przeżywają bardzo"

Tusk powiedział, że polskie władze i służby dyplomatyczne udzielą poszkodowanym i krewnym ofiar wszelkiej pomocy. - Chcemy zadbać, by wszyscy mieli poczucie bezpieczeństwa - zapewnił. - Po pierwszym raporcie od premiera Brandenburgii i służb mogę powiedzieć, że jeśli chodzi o kwestie pomocy, ratunku - to jest bez zarzutu - dodał.

Pytany o poszkodowanych, mówił, że "są w szoku, są załamani ilością ofiar". - To była jedna grupa przyjaciół, znajomych z jednego środowiska, więc przeżywają bardzo - dodał. - Ci pacjenci, których miałem okazję obejrzeć, nie są w złym stanie, opuszczą szpital po kilku godzinach. Sami uważają opiekę w tym szpitalu za bardzo przyjazną i fachową - mówił.

Kolizja przyczyną wypadku?

Premier oświadczył, że nie ma "nic do zakomunikowania oficjalnie na temat przyczyn wypadku". - Pasażerowie, z którymi rozmawiałem, mówią, że i kierowcy i autokar byli w dobrej formie. Było dwóch kierowców zgodnie z przepisami. Wiele wskazuje na to, że przyczyną była kolizja z drugim pojazdem, a nie błąd polskiego kierowcy czy usterki techniczne. Ale to nie jest żadne definitywne rozpoznanie. Polskie i niemieckie służby będą oczywiście prowadziły dochodzenie - oświadczył premier.

Ranni w 15 szpitalach

Szefowi polskiego rządu towarzyszyła minister zdrowia Ewa Kopacz, a także premier Brandenburgii Matthias Platzeck. - Umówiliśmy się z panem Platzeckiem, ordynatorem tego szpitala, ambasadorem, że wszyscy, którzy są w szpitalu, a także ci, którzy zostaną dzisiaj zwolnieni, będą pod stałą opieką. Zapewnimy im oczywiście powrót i pomoc rodzinom, na razie przede wszystkim chcemy dostarczyć maksymalnie szybko informację - mówił Tusk. Jak poinformował Platzeck, ranni w katastrofie polskiego autobusu trafili do 15 szpitali.

Kopacz: decydują procedury w danym kraju

Minister zdrowia Ewa Kopacz pytana o to, czy - ewentualnie, ze względu na barierę językową - polscy lekarze będą musieli przyjechać do Niemiec, odparła: "Nie, w tym wszystkim będą uczestniczyć pracownicy konsulatu - tak jak w przypadku tej trójki, którą przed chwilą odwiedziliśmy". - Niezależnie od tego, każda decyzja lekarska dotycząca wypisu naszych polskich pacjentów będzie ustalana poprzez konsulaty i dalsza droga powrotu również jest w rękach pracowników konsulatu - podkreśliła. Jak dodała nawet pacjenci w lżejszym stanie "są zaopatrzeni prawidłowo, są monitorowani, tak jak gdyby byli na salach intensywnej opieki, mają pełną, profesjonalną opiekę".

Pytana o to, czy ciała ofiar będą identyfikowane przez rodziny zmarłych na miejscu, powiedziała, że zależy to od "procedury, która obowiązuje w danym kraju". - Wiemy tylko, że w zakładzie medycyny sądowej te ciała zostały złożone - powiedziała.

Liczba ofiar śmiertelnych niedzielnego wypadku wzrosła do 13 - jedna osoba zmarła w szpitalu. Jak poinformował rzecznik polskiego MSZ Marcin Bosacki, w wypadku rannych zostało 29 osób, w tym 15 ciężko i 14 lekko. Według Bosackiego, siedem osób nie odniosło w wypadku większych obrażeń.

zew, PAP


 6

Czytaj także