Bunt policji w Ekwadorze. Prezydent: jeżeli chcecie mnie zabić - zróbcie to

Bunt policji w Ekwadorze. Prezydent: jeżeli chcecie mnie zabić - zróbcie to

Dodano:   /  Zmieniono: 
Fot. FORUM 
Prezydent Ekwadoru Rafael Correa zwrócił się z dramatycznym apelem do zbuntowanych pułków policji zmilitaryzowanej w stolicy i innych miastach. Protestujący zajęli stołeczne lotnisko. W Quito i w Guayaquil zaczęło się plądrowanie miasta. Bunt policji zmilitaryzowanej nastąpił w bardzo delikatnym momencie - nazajutrz po tym, jak Correia oświadczył, że zastanawia się nad rozwiązaniem Kongresu, który zwleka z zatwierdzeniem projektów ustaw redukujących wydatki państwa. W związku z zamieszkami rząd ogłosił wprowadzenie stanu wyjątkowego.
Stan wyjątkowy został proklamowany bezpośrednio po tym, gdy uczestnicy buntu policji zajęli wczesnym popołudniem czasu miejscowego siedzibę ekwadorskiego parlamentu. Uczestnicy buntu przeciwko uchwalonemu w środę przez Zgromadzenie Narodowe przedłużeniu w policji stażu wymaganego do uzyskania awansu oraz zniesieniu niektórych nagród pieniężnych "okupowali budynek Kongresu na znak protestu przeciwko nowej ustawie" - oświadczyła rzeczniczka Kongresu Julia Ortega. Parlament był okupowany przez 130 członków policji należących do jednostki, której zadaniem jest jego ochrona. Dołączyli do nich inni uczestnicy buntu policji. Demonstranci nie wpuszczają parlamentarzystów do gmachu.

Wcześniej policja zmilitaryzowana na znak protestu przeciwko zlikwidowaniu dodatków, m.in. premii wypłacanych z okazji awansu, zajęła od rana jeden z pasów lotniska międzynarodowego w Quito. W związku z blokadą lotniska połączenia lotnicze z Quito zostały czasowo wstrzymane. Do policjantów przyłączyło się na lotnisku 120 żołnierzy. W Quito pracodawcy odesłali do domów pracowników wielu zakładów, zamykane są sklepy, a młodzież odsyłana ze szkół do domów. Policja zbuntowała się także w stolicy gospodarczej Ekwadoru, portowym Guayaquil, i w innych miastach. Policjanci palą opony samochodowe i detonują granaty z gazem łzawiącym.

- Jeśli chcecie zabić prezydenta, jest tutaj do waszej dyspozycji - wołał do zbuntowanych policjantów wyraźnie przejęty i poruszony prezydent Correa. Prezydent próbował rozmawiać z policjantami, spotkał się jednak z wrogimi okrzykami z ich strony. Przemówił do nich z okna koszar.

- Jeśli chcecie zająć koszary - zajmujcie, jeśli chcecie zostawić obywateli bez ochrony, jeśli chcenie zdradzić swą misję policjantów, swą przysięgę - zdradzajcie, ale ten prezydent i ten rząd będą nadal wypełniali swój obowiązek - zapewnił Correa. Policjanci odpowiedzieli, rzucając w kierunku prezydenta granatami z gazem łzawiącym. Według źródeł rządowych, prezydentowi trzeba było udzielić pomocy w szpitalu z powodu podrażnienia dróg oddechowych.

Protest policji zmilitaryzowanej i jego bezpośrednie konsekwencje w Quito, Guayaquil i innych miastach Ekwadoru sprawiają, że sytuacja w kraju stała się "delikatna", ponieważ powoduje "destabilizację rządu i demokracji" - oświadczył minister koordynator bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego Miguel Carvajal.  Połączone Dowództwo Sił Zbrojnych Ekwadoru skierowało do szefa państwa list, w którym wyraża "poparcie dla prezydenta i demokracji" oraz ogłasza "fiasko" niespodziewanego protestu setek policjantów. Informację tę podał szef rządowego ruchu Sojusz-Kraj, Orlando Perez.

Rząd Hiszpanii zapewnił, że zmobilizuje "cały swój arsenał dyplomatyczny" w obronie porządku konstytucyjnego w Ekwadorze. Szef hiszpańskiej dyplomacji Miguel Angel Moratinos oświadczył po rozmowie telefonicznej z hiszpańskim ambasadorem w Quito, że sytuacja jest tam "bardzo skomplikowana i niepokojąca". "Absolutne poparcie dla prezydenta Ekwadoru i jego konstytucyjnego, demokratycznego rządu" wyraził prezydent Chile, konserwatysta Sebastian Pinera. Z kolei prezydent Peru Alan Garcia ogłosił, że jeszcze w czwartek ministrowie spraw zagranicznych krajów Ameryki Południowej udadzą się do Ekwadoru, "aby bronić demokracji". Wylądują oni w stolicy gospodarczej tego kraju, Guayaquil.

PAP, arb