Także konserwatywny dziennik "Le Figaro" skrytykował we wtorek początek węgierskiej prezydencji w UE m.in. za łamanie wolności prasy. "Nieudane wejście Budapesztu na scenę" - tytułuje swój artykuł "Le Figaro". "W ciągu zaledwie 72 godzin rząd Viktora Orbana zdołał nastawić niechętnie przeciw sobie obrońców wolności prasy i dużą część środowiska biznesu, zwłaszcza w Niemczech" - pisze gazeta. Przypomina, że Komisja Europejska ma za złe Węgrom nie tylko nową ustawę medialną, ale także inne wprowadzone niedawno przepisy, które ustanawiają na okres trzech lat tzw. podatek kryzysowy, uderzający przede wszystkim w zachodnich inwestorów. W następstwie tej ustawy wielkie europejskie firmy zagroziły już wycofaniem z rynku węgierskiego części swoich udziałów.
Lewicowy dziennik "Liberation" pisze natomiast, że "Orban pogrąża Unię w zakłopotaniu". W opinii gazety, państwa zachodniej Europy oczekiwały już od wielu miesięcy z obawą węgierskiej prezydencji, wiedząc, że partia Orbana, Fidesz, "nie ukrywa zamiaru wyzwolenia się spod zobowiązań państwa prawa". "Kneblując dziennikarzy, Orban uczynił jeden krok za daleko. Porwał się bowiem na wartości unijne, a w szczególności na gwarancje przewidziane przez Kartę Praw Podstawowych, która ma wiążącą siłę prawną od momentu wejścia w życie Traktatu z Lizbony" - twierdzi "Liberation".
Nowa węgierska ustawa medialna, która weszła w życie 1 stycznia br., powołuje m.in. wpływową Radę ds. Mediów, wybieraną przez parlament. Rada ma prawo karać media za "niezrównoważone politycznie" publikacje, ma też prawo kontrolować wszystkie dokumenty mediów jeszcze przed stwierdzeniem wykroczenia. Węgierską ustawę medialną ostro skrytykowały już m.in. rządy Niemiec, Czech i Luksemburga, organizacje obrońców praw człowieka i organizacje dziennikarskie. Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie ostrzegła, że ustawa - jeśli będzie niewłaściwie stosowana - "może uciszyć krytyczne media oraz debatę publiczną w kraju". Budapeszt odpiera te zarzuty, twierdząc, że pozostaje oddany wolności prasy i że zagraniczna krytyka wynika ze złego poinformowania.
zew, PAP