- Jesteśmy świadkami zbrodni dokonanej na bezbronnym narodzie syryjskim. Naród syryjski wyszedł na ulice, maszerując pokojowo, skandując hasła: "wolność, godność i demokracja". Naprzeciw stanęła siła militarna, której zadaniem jest tłumić powstanie syryjskie, używając śmiercionośnej broni po to, żeby zabijać słowa o wolności i godności. Krew, która się dzisiaj polała, dla nas, dla wszystkich Syryjczyków, to droga ku wolności, demokracji, jedności - mówił jeden z organizatorów demonstracji, Jalal Falah. Falah odczytał sześć postulatów skierowanych do władz Syrii, rządu polskiego i ONZ. - Żądamy bezwarunkowego uwolnienia wszystkich więźniów politycznych wraz z uwięzionymi podczas pokojowych demonstracji w Syrii. Wzywamy ONZ oraz Radę Bezpieczeństwa do podjęcia odpowiednich kroków w celu ochrony ludności cywilnej w Syrii - mówił działacz.
"Polski naród i polski rząd" Falah wezwał do "otwartego popierania dążeń narodu syryjskiego do wolności i demokracji". Zaapelował też do władz polskich, aby "na znak protestu przeciwko dokonanym masakrom na ludności cywilnej w Syrii" uznali ambasadora tego kraju za "osobę niepożądaną w wolnej Polce"
Maciej Wieczorkowski z Inicjatywy Stop Wojnie przypomniał, że 1 maja to "dzień solidarności ludzi pracy". - I my wyrażamy tę solidarność z bohaterami, którzy dzisiaj, mimo zagrożenia życia, na syryjskich ulicach demonstrują lub będą demonstrować. Jesteśmy z bohaterskim narodem syryjskim - podkreślił Wieczorkowski.
Demonstranci mieli ze sobą flagi syryjskie i polskie oraz transparenty wypisanymi po polsku i arabsku hasłami: "wolność dla Syryjczyków" i "precz z dyktaturą". Niektórzy z nich prezentowali kartonowe tablice, gdzie również w dwóch językach, widniało m.in.: "rewolucja aż do zwycięstwa powstania syryjskiego" oraz "wolność albo śmierć". Demonstranci minutą ciszy uczcili ofiary zamieszek w Syrii. Pod budynkiem ambasady zapalili kilkadziesiąt zniczy.Od wybuchu zamieszek w Syrii w połowie marca zginęło - według syryjskich organizacji praw człowieka - ponad 500 osób. Rzecznik armii zdementował te informacje, twierdząc, że zginęło 148 osób - 78 żołnierzy i policjantów oraz 70 cywilów.
PAP, arb
