Solidarność z Izraelem

Solidarność z Izraelem

Dodano:   /  Zmieniono: 
Około 30 tys. ludzi demonstrowało w poniedziałek swą solidarność z Izraelem na londyńskim Trafalgar Square. Wiec skrytykowały organizacje muzułmańskie.
Na wiecu wzywano do położenia kresu samobójczym atakom palestyńskim. Był to największy w historii brytyjskiej metropolii wiec poparcia dla Izraela.

Wśród organizatorów nie było jasności, czy solidarność z Izraelem oznacza poparcie dla polityki rządu Ariela Szarona, czy też poparcie dla prawa do istnienia i pokojowej egzystencji.

Podczas gdy część uczestników wiecu pod szyldem grupy "Israeli Solidarity" (Solidarność z Izraelem) demonstrowała na Placu Trafalgaru pod hasłami "+Tak+ dla pokoju i +nie+ dla terroru", inni - z ruchu "Żydzi dla Sprawiedliwości i Pokoju" - zebrali się na milczącym czuwaniu w pobliskim kościele św. Marcina.

Około 400 muzułmanów zorganizowało kontrdemonstrację, ale policji udało się rozdzielić obie strony i zapobiec starciom.

Wiec skrytykowały organizacje muzułmańskie. Według Massouda Shadjareha, przewodniczącego Islamskiej Komisji Praw Człowieka, "organizowanie wiecu poparcia dla Izraela w obecnym newralgicznym momencie, w świetle niedawnej masakry w Dżeninie, jest obraźliwe dla ofiar (niedawnej akcji wojskowej Izraela na terenach palestyńskich)".

Reakcję tę z kolei skrytykowała rzeczniczka grupy Solidarność z Izraelem Karen Pollock, oświadczając, żepowinny one przyłączyć się do wspólnego apelu o pokój, którego wyrazem jest wiec.

"Odpowiedzialność za konflikt spada na obie strony. (...) Jeżeli Izrael ma wykazać umiar w  zwalczaniu terroryzmu, to inni muszą zademonstrować, że mogą i będą kontrolować terroryzm" - podkreślił rzecznik opozycyjnej partii konserwatywnej ds. polityki zagranicznej.

"Nie można utożsamiać uzasadnionego prawa do oporu z zabijaniem niewinnych ludzi pod szyldem męczeństwa" - powiedział też Peter Mandelson, były minister ds. Irlandii Płn.

"Izrael jest zdecydowany walczyć. Jedyną kwestią jest to, czy będzie musiał walczyć sam. Droga do pokoju nie prowadzi przez Arafata, nie prowadzi obok Arafata, ale ponad Arafatem" - mówił wśród gromkich wiwatów tłumu obecny na wiecu były premier Izraela Benjamin Netanjahu.

Słowa te odebrano jako przekreślenie lidera Palestyńczyków jako partnera rozmów pokojowych z Izraelem i apel o zastąpienie go kimś innym. O poparcie USA dla takiego stanowiska stara się również przebywający w Waszyngtonie obecny premier Izraela Ariel Szaron.

em, pap