Amerykańskie i brytyjskie samoloty zaatakowały międzynarodowy port lotniczy w Basrze, na południu Iraku, niszcząc jego stację radarową.
W wyniku nalotu - jak podała strona iracka - zniszczona została cywilna stacja radarowa. Ucierpiały też terminale pasażerskie.
USA utrzymują, że celem ataku był radar irackiej obrony przeciwlotniczej i że nalot stanowił odpowiedź na ostrzelanie z ziemi maszyn, które patrolowały ten rejon.
Był to już trzeci w ciągu miesiąca nalot amerykańsko-brytyjski na lotnisko w Basrze.
Samoloty amerykańskie i brytyjskie patrolują strefy zakazane dla lotnictwa irackiego na północy i południu Iraku od wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku.
Bagdad zaprosił przedstawicieli administracji USA, żeby przekonali się na miejscu, że Irak nie produkuje broni masowej zagłady. Biały Dom odrzucił tę ofertę.
W Izbie Reprezentantów Kongresu USA dobiega końca debata nad rezolucją, upoważniająca prezydenta do działań przeciwko Irakowi.
Konferencja Episkopatu USA uważa, że nie ma obecnie podstaw do rozpoczynania działań wojennych przeciwko Irakowi.
Z zaproszeniem wystąpił iracki wicepremier i jednocześnie minister ds. przemysłu zbrojeniowego Abd at-Tawab Mullah Hwejsz. Wicepremier ostrzegł jednocześnie, że gdyby Amerykanie pokusili się o podjęcie akcji militarnej, mającej na celu obalenie Saddama Husajna, Irak "udzieli Stanom Zjednoczonym dotkliwej nauczki".
Biały Dom odrzucił iracką ofertę inspekcji; rzecznik Ari Fleischer powiedział, że Saddam Husajn musi zastosować się do rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ i przerwać realizację programów zbrojeniowych.
Izba niższa amerykańskiego Kongresu kończy debatę nad rezolucją, upoważniającą prezydenta USA do działań przeciwko Irakowi. Głosowanie nad tym dokumentem odbędzie się w czwartek po południu (czasu miejscowego); zdaniem obserwatorów, mimo pewnych obiekcji, wysuwanych przez Demokratów, rezolucja zostanie przyjęta.
Podobna debata odbędzie się w Senacie USA, który być może będzie głosować nad dokumentem już w czwartek bądź w piątek.
Dyskusja dotyczy przedstawionego przez administrację projektu rezolucji w sprawie Iraku, która ma upoważnić prezydenta Busha do inwazji na ten kraj, jeśli Saddam Husajn nie wyzbędzie się broni masowego rażenia.
W senacie przeciwko stanowczej rezolucji, jakiej domaga się Bush, jest na razie przywódca demokratycznej większości w Senacie Tom Daschle. Solidaryzuje się z nim kilku wpływowych senatorów. Spośród nich Demokrata z Zachodniej Wirginii Robert Byrd zapowiedział tworzenie "proceduralnych blokad" w toku debaty i głosowania.
Część senatorów, przeciwnych wcześniej przyjęciu dokumentu, zapowiedziała jednak w środę poparcie rezolucji.
Niemałe znaczenie dla takiej zmiany miało wtorkowe spotkanie senatorów z sekretarzem stanu Colinem Powellem, prowadzącym negocjacje w ONZ w sprawie projektu rezolucji na temat Iraku, przedstawionej przez USA na forum Rady Bezpieczeństwa.
W tej chwili nie ma wystarczających podstaw do rozpoczęcia działań wojennych przeciwko Irakowi - oświadczył rzecznik Konferencji Episkopatu USA, ksiądz John Mance.
Amerykański duchowny powiedział w San-Cristobal de las Casas w meksykańskim stanie Chiapas, że prezydent Bush popełniłby błąd, gdyby zaatakował Irak bez międzynarodowego poparcia i aprobaty ONZ.
"Nikt na świecie, rzecz jasna, nie może pozostać obojętny wobec problemu irackiego. Jednak wielu, w tym Kościół katolicki w USA, nie uważa, że istnieją wystarczające podstawy do rozpoczęcia ataku na Irak" - oświadczył.
Ksiądz Mance zaznaczył, że w Stanach Zjednoczonych wszyscy wiedzą, iż Saddam Husajn nie jest "świętoszkiem". Niemniej podejmowanie działań wojennych przeciwko niemu byłoby błędem - ocenił.
nat, pap
USA utrzymują, że celem ataku był radar irackiej obrony przeciwlotniczej i że nalot stanowił odpowiedź na ostrzelanie z ziemi maszyn, które patrolowały ten rejon.
Był to już trzeci w ciągu miesiąca nalot amerykańsko-brytyjski na lotnisko w Basrze.
Samoloty amerykańskie i brytyjskie patrolują strefy zakazane dla lotnictwa irackiego na północy i południu Iraku od wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku.
Bagdad zaprosił przedstawicieli administracji USA, żeby przekonali się na miejscu, że Irak nie produkuje broni masowej zagłady. Biały Dom odrzucił tę ofertę.
W Izbie Reprezentantów Kongresu USA dobiega końca debata nad rezolucją, upoważniająca prezydenta do działań przeciwko Irakowi.
Konferencja Episkopatu USA uważa, że nie ma obecnie podstaw do rozpoczynania działań wojennych przeciwko Irakowi.
Z zaproszeniem wystąpił iracki wicepremier i jednocześnie minister ds. przemysłu zbrojeniowego Abd at-Tawab Mullah Hwejsz. Wicepremier ostrzegł jednocześnie, że gdyby Amerykanie pokusili się o podjęcie akcji militarnej, mającej na celu obalenie Saddama Husajna, Irak "udzieli Stanom Zjednoczonym dotkliwej nauczki".
Biały Dom odrzucił iracką ofertę inspekcji; rzecznik Ari Fleischer powiedział, że Saddam Husajn musi zastosować się do rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ i przerwać realizację programów zbrojeniowych.
Izba niższa amerykańskiego Kongresu kończy debatę nad rezolucją, upoważniającą prezydenta USA do działań przeciwko Irakowi. Głosowanie nad tym dokumentem odbędzie się w czwartek po południu (czasu miejscowego); zdaniem obserwatorów, mimo pewnych obiekcji, wysuwanych przez Demokratów, rezolucja zostanie przyjęta.
Podobna debata odbędzie się w Senacie USA, który być może będzie głosować nad dokumentem już w czwartek bądź w piątek.
Dyskusja dotyczy przedstawionego przez administrację projektu rezolucji w sprawie Iraku, która ma upoważnić prezydenta Busha do inwazji na ten kraj, jeśli Saddam Husajn nie wyzbędzie się broni masowego rażenia.
W senacie przeciwko stanowczej rezolucji, jakiej domaga się Bush, jest na razie przywódca demokratycznej większości w Senacie Tom Daschle. Solidaryzuje się z nim kilku wpływowych senatorów. Spośród nich Demokrata z Zachodniej Wirginii Robert Byrd zapowiedział tworzenie "proceduralnych blokad" w toku debaty i głosowania.
Część senatorów, przeciwnych wcześniej przyjęciu dokumentu, zapowiedziała jednak w środę poparcie rezolucji.
Niemałe znaczenie dla takiej zmiany miało wtorkowe spotkanie senatorów z sekretarzem stanu Colinem Powellem, prowadzącym negocjacje w ONZ w sprawie projektu rezolucji na temat Iraku, przedstawionej przez USA na forum Rady Bezpieczeństwa.
W tej chwili nie ma wystarczających podstaw do rozpoczęcia działań wojennych przeciwko Irakowi - oświadczył rzecznik Konferencji Episkopatu USA, ksiądz John Mance.
Amerykański duchowny powiedział w San-Cristobal de las Casas w meksykańskim stanie Chiapas, że prezydent Bush popełniłby błąd, gdyby zaatakował Irak bez międzynarodowego poparcia i aprobaty ONZ.
"Nikt na świecie, rzecz jasna, nie może pozostać obojętny wobec problemu irackiego. Jednak wielu, w tym Kościół katolicki w USA, nie uważa, że istnieją wystarczające podstawy do rozpoczęcia ataku na Irak" - oświadczył.
Ksiądz Mance zaznaczył, że w Stanach Zjednoczonych wszyscy wiedzą, iż Saddam Husajn nie jest "świętoszkiem". Niemniej podejmowanie działań wojennych przeciwko niemu byłoby błędem - ocenił.
nat, pap