Szatański spryt

Dodano:   /  Zmieniono: 
40 - 50 terrorystów i kilkuset zakładników w jednym gmachu: plan szatański, przewrotny i zaskakujący. Wymagający wsparcia organizacji o sprawności porównywalnej z komórkami Al-Kaidy.
To - w opinii pragnącego zachować anonimowość polskiego eksperta z policji - sytuacja niespotykana w  historii terroryzmu i walki z nim.

"Nie ma standardów, modeli, schematów postępowania w takiej sytuacji. Jeśli przestępców jest tylu, to zdecydowawszy się na  atak nie można nawet zakładać, że uda się zabić czy unieszkodliwić wszystkich" - powiedział w nocy ze środy na czwartek jeden z  polskich policjantów, ekspert z oddziału antyterrorystycznego proszony o komentarz do informacji z Moskwy, gdzie 40-50 terrorystów wzięło kilkuset zakładników w jednym z tamtejszych teatrów.

"Sytuacja jest ekstremalnie trudna z punktu widzenia antyterrorysty. Planując każdą akcję zakłada się unieszkodliwienie wszystkich terrorystów na tyle szybko, żeby oni nie zdążyli zabić zakładników. Tutaj zrobić się tego praktycznie nie da. A przecież wystarczy jeden niedobity terrorysta z pistoletem maszynowym, żeby zabić czy zranić dziesiątki ludzi" - stwierdził informator. A co dopiero, gdy ma na sobie pas wypchany ładunkami wybuchowymi.

Najgorszą sytuacją, którą można sobie wyobrazić, jeśli Rosjanie zdecydowaliby się użyć siły, byłaby "otwarta wymiana ognia pomiędzy terrorystami a oddziałami specjalnymi". "Terroryści z pewnością nie siedzą w grupie, podobnie nie trzymają w grupie zakładników. Jeśli rozmieścili się po całym gmachu, zajęli swoiście strategiczne pozycje, i jeśli naprawdę jest ich tylu, to długa strzelanina musiałaby się zdarzyć. A wtedy prawdopodobieństwo, że zginą niewinni ludzie jest olbrzymie" -  dodał.

Podkreślił, że terroryści mogą również próbować "wtopić się" w  grupę zakładników.

"To znane terrorystyczne działanie. Własna +wtyczka+ w grupie zakładników pozwala na przeciwdziałania ewentualnej akcji samoobronnej porwanych. W razie ataku sił specjalnych, terrorysta taki pozostaje śmiertelnym zagrożeniem dla zakładników, a w  pierwszych minutach jest praktycznie nie do wykrycia - a co tu mówić o zastrzeleniu - dla policjantów" - dodał.

Według polskiego specjalisty "olbrzymią rolę" mają w obecnej sytuacji w Moskwie do spełnienia negocjatorzy. "To, że w czasie pierwszych godzin nikt nie zginął, to bardzo dobry znak. Później zwykle przestępcy zaczynają +racjonalizować+ swoje działania, opadają ich emocje, stygną nerwy. Miejmy nadzieję, że negocjatorzy w Moskwie zakończą ten kryzys bez strzału" - powiedział policjant.

les, pap