Według sondażu, 16 proc. Węgrów zamierza głosować przeciwko wstąpieniu do UE, a 20 proc. jest wciąż niezdecydowanych. Nawet jeśli ci ostatni nie zasilą prounijnych szeregów w dniu referendum, i tak wynik głosowania jest raczej przesądzony.
Władze są o tym przekonane. Na niedzielę - dzień po referendum - zaplanowały całodzienny festiwal w Budapeszcie pod hasłem "Euforia".
Minister spraw zagranicznych w obecnym rządzie - tworzonym przez Węgierską Partię Socjalistyczną (MSzP) i Związek Wolnych Demokratów (SzDSz) - Laszlo Kovacs twierdzi, że uzna za sukces 70-procentowe poparcie przy frekwencji podobnego rzędu. Jego poprzednik, reprezentujący dziś opozycję Janos Martonyi szacuje, że za członkostwem w Unii opowie się trzy czwarte głosujących.
Za wejściem do Unii Europejskiej są wszystkie cztery partie parlamentarne, czyli także opozycyjny Związek Młodych Demokratów-Węgierska Partia Obywatelska (Fidesz-MPP) oraz Węgierskie Forum Demokratyczne (MDF).
Były premier Viktor Orban (Fidesz) zwraca co prawda uwagę na ryzyko wzrostu inflacji po wejściu do UE oraz konieczność zadbania o interesy rolników i drobnych przedsiębiorców w warunkach unijnej konkurencji, ale także wezwał do poparcia członkostwa w Unii.
Zarówno przedstawiciele rządu, jak i opozycji podkreślają, że ich kraj łączy z Europą unijną historia, tradycja, kultura, a także interesy gospodarcze i względy bezpieczeństwa.
Specyficznie węgierskim argumentem na rzecz przystąpienia do UE jest troska o rodaków, którzy w wyniku Traktatu w Trianon w 1920 roku trafili wraz z 70 proc. węgierskiego terytorium do państw sąsiednich - głównie Rumunii, Słowacji i obecnej Serbii. Nie jest to bagatelna społeczność - w momencie podpisywania traktatu stanowiła 30 proc. ludności Węgier. Ich los jest od lat stałym wątkiem w węgierskim życiu publicznym. Klęska referendum oznaczałaby - zdaniem Kovacsa - jednocześnie klęskę idei transgranicznej współpracy z węgierskimi rodakami po drugiej stronie granicy. "W Unii Europejskiej będziemy już razem" - podkreśla Martonyi. "Wszyscy Węgrzy będą obywatelami Europy" - wtóruje mu Orban.
Do chóru prounijnych głosów dołączyli nawet przedstawiciele romskiej społeczności, bardzo licznej na Węgrzech (ok. 500 tys. na 10 mln mieszkańców kraju) i od wielu lat uskarżającej się na dyskryminację. "Po raz pierwszy Romowie będą zwycięzcami, nie zaś ofiarami modernizacji" - twierdzi przewodniczący Krajowego Samorządu Cygańskiego Aladar Horvath.
Jedynie przedstawiciele skrajnie prawicowych opcji politycznych zapowiadają, że zagłosują przeciwko wejściu do Unii, lecz nawet oni twierdzą, że zrobią to nie ze względu na samą ideę, tylko by zademonstrować sprzeciw wobec obecnego rządu.
Nieliczni przeciwnicy wejścia Węgier do UE oskarżają Unię o stosowanie "podwójnych standardów" (bo obecni kandydaci wchodzą do UE na innych warunkach niż poprzedni) i argumentują, że Węgry jako niewielkie państwo będą miały w poszerzonej Unii zbyt małą siłę przebicia, by skutecznie walczyć o swoje interesy.
Należy się więc spodziewać, że zarówno "europejskie atrakcje" po obu budapeszteńskich brzegach Dunaju w sobotni wieczór po zamknięciu lokali wyborczych, jak i niedzielny festiwal "Euforia", którego kulminacją będzie bal uliczny, okażą się adekwatnym zwieńczeniem głosowania.
em, pap