Pewien Norweg przerwał zakład i w ramach dżentelmeńskich rozliczeń rozstał postawiony przez kolegów przed nie lada dylematem. Musiał wybrać dla siebie wyjątkowy tatuaż.
Do wyboru był rachunek z restauracji na przedramieniu albo lalka Barbie na pośladku. Słowo się rzekło, więc mężczyzna honorowo przyjął karę. Padło na rachunek i tym samym Norweg z poczuciem humoru trafił do elitarnego grona posiadaczy najdziwniejszych tatuaży.
CNN Newsource/x-news
CNN Newsource/x-news
