- Dziś krymski scenariusz jest jak najbardziej możliwy, ponieważ Kreml już dawno przekroczył czerwoną linię. Mamy informacje, że z rosyjskiej strony wielokrotnie padały strzały w kierunku ukraińskich punktów granicznych. Rosjanie oczywiście twierdzą, że nie mają z tym nic wspólnego. A tymczasem z tamtej strony terroryści otrzymują nie tylko czołgi, lecz także katiusze i najnowsze przenośne wyrzutnie rakiet przeciwlotniczych Werba, które dopiero kilka tygodni temu znalazły się w wyposażeniu rosyjskich sił zbrojnych -powiedział w rozmowie z "Rzeczpospolitą" ppłk Dmytro Tymczuk, szef Centrum Oporu Informacyjnego w Kijowie.
Pytany o pokojowy plan prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki, Tymczuk powiedział, że jego realizacja nie jest możliwa bez całkowitej blokady granicy. - Ukraińska Straż Graniczna nie kontroluje wszystkich przejść i miejscami robią się dziury, przez które Rosjanie przerzucają czołgi i wyrzutnie rakietowe. Gdy terroryści zrozumieją, że są otoczeni i odcięci od rosyjskiej pomocy, dopiero wtedy jest sens zawieszenia broni. Na razie separatyści nie idą na kompromis i ciągle atakują siły operacji antyterrorystycznej - powiedział Tymczuk.
- Ukraińskim siłom zbrojnym udało się otoczyć kilka głównych miast okupowanych przez terrorystów. Po ogłoszeniu zawieszenia broni ukraińskie samoloty rozrzuciły ulotki z apelem o pokój do mieszkańców Donbasu. Jest to szansa dla tych, którzy nie dopuścili się przestępstw i nie zabijali ukraińskich żołnierzy. Wśród separatystów jest wielu przypadkowych ludzi, który dołączyli do tych bojówek wyłącznie dla pieniędzy i dlatego nie chcą walczyć do końca. Przy pierwszym ataku ukraińskiego wojska tacy „żołnierze" rzucają broń i przechodzą na drugą stronę. Plan Poroszenki jest przede wszystkim adresowany do nich - dodał podczas wywiadu z "Rzeczpospolitą".
Według Tymczuka ukraińskie władze powinny, jak najszybciej wprowadzić stan wojenny w Donbasie. - Inicjatywę tę blokują politycy ze wschodu, którzy grają na dwie strony. Współpracując z terrorystami w Kijowie, udają ukraińskich polityków. Wprowadzenie stanu wojennego ograniczyłoby ich możliwości, co oznaczałoby przejęcie władzy w tych regionach przez wojskowych. Nie rozumiem, dlaczego dotychczas operacją dowodzą służby specjalne, a nie wojskowi. Gdy na czele operacji stanie generał armii, a granica zostanie całkowicie zablokowana, w ciągu dwóch–trzech tygodni na wschodzie Ukrainy nie zostanie ani jeden terrorysta - powiedział Dmytro Tymczuk.
"Rzeczpospolita"
- Ukraińskim siłom zbrojnym udało się otoczyć kilka głównych miast okupowanych przez terrorystów. Po ogłoszeniu zawieszenia broni ukraińskie samoloty rozrzuciły ulotki z apelem o pokój do mieszkańców Donbasu. Jest to szansa dla tych, którzy nie dopuścili się przestępstw i nie zabijali ukraińskich żołnierzy. Wśród separatystów jest wielu przypadkowych ludzi, który dołączyli do tych bojówek wyłącznie dla pieniędzy i dlatego nie chcą walczyć do końca. Przy pierwszym ataku ukraińskiego wojska tacy „żołnierze" rzucają broń i przechodzą na drugą stronę. Plan Poroszenki jest przede wszystkim adresowany do nich - dodał podczas wywiadu z "Rzeczpospolitą".
Według Tymczuka ukraińskie władze powinny, jak najszybciej wprowadzić stan wojenny w Donbasie. - Inicjatywę tę blokują politycy ze wschodu, którzy grają na dwie strony. Współpracując z terrorystami w Kijowie, udają ukraińskich polityków. Wprowadzenie stanu wojennego ograniczyłoby ich możliwości, co oznaczałoby przejęcie władzy w tych regionach przez wojskowych. Nie rozumiem, dlaczego dotychczas operacją dowodzą służby specjalne, a nie wojskowi. Gdy na czele operacji stanie generał armii, a granica zostanie całkowicie zablokowana, w ciągu dwóch–trzech tygodni na wschodzie Ukrainy nie zostanie ani jeden terrorysta - powiedział Dmytro Tymczuk.
"Rzeczpospolita"
