Bałkańska choroba Skopje

Bałkańska choroba Skopje

Oskarżany o autorytaryzm i korupcję premier Macedonii Nikoła Grujewski straszy albańskim nacjonalizmem. Ale na jego rodaków to już nie działa.

Wytłumaczenie, jak 9 i 10 maja doszło do walk w macedońskim Kumanowie, gdzie zginęło 26 osób – w tym ośmiu policjantów – nie jest proste. To prawda, że miejscowi Macedończycy i Albańczycy miewali ze sobą na pieńku, a w 2001 r. doszło tam nawet do buntu albańskiej mniejszości, ale ostatnio panował tam względny spokój, zaś krwawa, dwudniowa bitwa sił bezpieczeństwa z oddziałem albańskich terrorystów to jednak coś, co wykracza poza utarczki etniczne. Tym bardziej że tym razem starcia nie poprzedziły żadne demonstracje i kłótnie. Walki wybuchły nagle. Jak twierdzą władze, zostały sprowokowane przez oddział ekstremistów, którzy mieli przeniknąć z Kosowa.

Mieszkańcy Kumanowa, którzy podkreślają, że obie narodowości żyją tam we względnej zgodzie, zgadują, że „to na pewno prowokacja”. Tyle że do końca nie wiadomo czyja. Macedończycy podejrzewają, że to znowu albańscy ekstremiści, którzy tylko czyhają, by oderwać północno-wschodnią część dawnej jugosłowiańskiej republiki. Z kolei Albańczycy i opozycja macedońska są pewni, że to rząd w Skopje szuka tematu zastępczego, by odwrócić uwagę obywateli od złego stanu państwa, a zwłaszcza wielkiego skandalu podsłuchowego, który odsłonił machinacje władzy i zaczął już grozić upadkiem rządu premiera Nikoły Grujewskiego.

ALBAŃSKI STRASZAK

Konflikt macedońsko-albański nie jest wymysłem polityków. To z jednej strony część odwiecznego sporu Albańczyków ze Słowianami, z drugiej zaś konsekwencja polityki europejskich mocarstw w XIX i XX w. Kolejne traktaty podpisywane pod dyktando Anglii, Francji, Niemiec, Austro-Węgier i Rosji podzieliły ziemie zamieszkane przez Albańczyków między kilka państw. Ostatecznie traktat londyński z 1913 r. ustanowił granice, które sprawiły, że w Albanii żyje tylko około połowy rdzennych Albańczyków. Drugim państwem albańskim stało się wykrojone w 1999 r. z Serbii Kosowo. Reszta narodu stanowi mniejszość w Czarnogórze, Grecji, Serbii i Macedonii. W tej ostatniej to aż ćwierć ludności. Skonfliktowani z Albańczykami Serbowie i Macedończycy twierdzą, że czekają oni tylko na okazję, by pod hasłem utworzenia Wielkiej Albanii zjednoczyć wszystkie ziemie albańskie – oczywiście głównie kosztem sąsiednich państw słowiańskich, a powstanie Kosowa uważają jedynie za uwerturę takiego scenariusza. W Albanii prawie wszyscy liczący się politycy odrzucają (przynajmniej oficjalnie) taki rewizjonizm. Czasami jednak komuś wyrwie się coś, co wywołuje nerwowe reakcje w Belgradzie i Skopje.

Tak było, gdy albański premier Edi Rama powiedział na początku roku: „Kiedyś być może wszyscy Albańczycy będą żyli pod jednym sztandarem”. – W oficjalnej wykładni chodzi o to, że wszyscy będą kiedyś obywatelami Unii Europejskiej, partie otwarcie panalbańskie są zaś na politycznym marginesie – tłumaczy Marta Szpala, ekspertka ds. Bałkanów z Ośrodka Studiów Wschodnich. Irytujące okazują się jednak deklaracje nawet tych z marginesu – jak choćby stwierdzenie Koćo Danaja, szefa działającej w Albanii „Listy na rzecz naturalnej Albanii”, który po strzelaninie w Kumanowie oświadczył: „Oto nadszedł czas zjednoczenia narodu”. Sąsiadów nie uspokajają nastroje panujące wśród Albańczyków. Według sondażu Gallupa z 2010 r. 62 proc. mieszkańców Albanii, 81 proc. Kosowian i 52 proc. Albańczyków z Macedonii opowiedziało się za powstaniem w przyszłości Wielkiej Albanii. Wątpliwe, by te przekonania uległy większej zmianie.

Niezależnie od zadawnionego konfliktu etnicznego w ostatnich latach Albańczycy – w większości muzułmanie – traktowani są w sąsiednich państwach z podejrzliwością także jako potencjalni krzewiciele radykalnego islamizmu. Według danych zachodnich wywiadów spośród ok. 500- 600 ochotników, którzy zostali zwerbowani przez emisariuszy Państwa Islamskiego na Bałkanach, większość stanowią Albańczycy. Głównie z Kosowa, ale także z Macedonii. Wpływy radykałów – zwłaszcza wśród młodych, bezrobotnych i pozbawionych szans życiowych Albańczyków – rzeczywiście rosną. W samym Skopje sześć meczetów odmówiło podporządkowania się oficjalnie uznanej wspólnocie islamskiej (IVZ), a imamowie flirtują z ortodoksyjnym wahabityzmem. Pożywką dla nastrojów radykalnych jest zwykle kiepska sytuacja ekonomiczna. – To bieda i bezrobocie stanowią prawdziwą mieszankę wybuchową – tłumaczy Marta Szpala. Spośród obszarów zamieszkanych przez Albańczyków poprawa gospodarcza zauważalna jest w samej Albanii, nieco gorzej jest na północnym zachodzie Macedonii, natomiast za bałkańską czarną dziurę z olbrzymim bezrobociem, przestępczością i korupcją uważane jest wciąż Kosowo. W istocie to porażka Unii Europejskiej, która od czasu oderwania się byłej serbskiej prowincji sprawowała kuratelę nad Kosowem (a także nad będącą w równie kiepskiej sytuacji Bośnią).

Nic dziwnego, że to stamtąd mieli pochodzić napastnicy z Kumanowa. Podobnie zresztą jak i inni sprawcy ataków w ostatnich miesiącach – np. najazdu na posterunek na granicy kosowsko-macedońskiej 21 kwietnia albo eksplozji przy dwóch komisariatach policji w grudniu zeszłego roku. Kosowska gazeta „Koha Ditore” podała, że mogła to być robota radykalnej organizacji – Armii Wyzwolenia Narodowego pod wodzą samozwańczego komendanta Kushtrima. To głównie dawni uczestnicy ruchów partyzanckich z lat 90., którzy w odróżnieniu od takich polityków jak Hashim Thaći w Kosowie oraz Ali Ahmeti w Macedonii nie odnaleźli się w nowej rzeczywistości i kontestują wszystko, zasłaniając się hasłami walki o interes narodowy.

ZASŁONA DYMNA

Trudno zaprzeczyć, że walczący w Kumanowie z policją bojownicy to albańscy radykałowie, jednak wiele wskazuje na to, że tym razem zostali oni wykorzystani do osiągnięcia korzyści politycznych przez rząd premiera Grujewskiego. W Macedonii coraz szersze kręgi zatacza skandal zapoczątkowany ujawnieniem ogromnej skali inwigilacji praktycznie całej elity politycznej i intelektualnej państwa, a nawet duchownych i zagranicznych dyplomatów: w zaledwie dwumilionowym kraju podsłuchiwano 20 tys. osób. Aferę ujawnił Zoran Zajew, szef opozycyjnego lewicowego Socjaldemokratycznego Związku Macedonii (SDSM), który od tego czasu stał się celem ataków polityków i prokuratury oskarżającej go o spiskowanie z obcymi wywiadami. Inwigilowanie elit to zresztą tylko jeden z zarzutów stawianych rządowi i premierowi. Opozycja oskarża go o ograniczenie swobód, betonowanie trwającej od 2006 r. władzy i uleganie pokusie autorytaryzmu. – W Macedonii zrobiono to samo co w innych miejscach na Bałkanach. Jeśli władza nie daje sobie rady z kryzysem społecznym i gospodarczym, to zaczyna głosić, że wrogie siły atakują naród i prowadzą atak na jedność państwa – tłumaczy Rigels Halili z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. – Tym razem jednak wszystko wymknęło się spod kontroli.

Oczywiście trudno zarzucać władzom w Skopje, że zorganizowały zamach, jednak wiele wskazuje na to, że służby specjalne, a nawet członkowie lokalnych władz w Kumanowie wiedzieli o ruchach terrorystów z Kosowa, którzy mieli zostać sprowokowani w dogodnym momencie. O tym, że coś jest na rzeczy, świadczy pospieszna dymisja szefa służb specjalnych Sašo Mijalkowa i minister spraw wewnętrznych Gordany Jankuloskiej po kumanowskiej bitwie, która okazała się znacznie tragiczniejsza w skutkach, niż ktokolwiek mógł się spodziewać.

– To rozpaczliwa próba ratowania władzy, ale spóźniona – mówi Rigels Halili. – Tłumaczenie ludziom, że to ekstremiści podważają fundamenty państwa, nie działa w sytuacji, gdy blisko 80 proc. młodych ludzi nie ma pracy i co rusz ujawniane są afery korupcyjne na szczycie władzy. Ludzie czują, że konflikt etniczny to tylko temat zastępczy – dodaje. Zdają się to potwierdzać hasła demonstracji politycznych, których sceną w ostatnich tygodniach regularnie była stolica Macedonii. Ludzie wychodzący na ulice Skopje domagają się wyjaśnienia afer, zaprzestania uciszania mediów i rozliczenia winnych korupcji. Lewicowa opozycja dorzuca do tego oskarżenia sfałszowania rok temu wyborów, których wyników do dziś nie uznaje. Najmłodsi demonstranci żądają po prostu przewietrzenia zatęchłej sceny politycznej i popchnięcia Macedonii na drodze rozwoju. Mają dość stagnacji, życia w biedzie i oddalającej się perspektywy wstąpienia do UE. Pod tym względem podział na Macedończyków i Albańczyków nie ma już znaczenia. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 21/2015
Więcej możesz przeczytać w 21/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0