Muzeum multikulti

Muzeum multikulti

Jeszcze 30 lat temu Sarajewo szczyciło się swoją wielokulturowością. Dziś w zdominowanym przez muzułmanów mieście brzmi to jak kiepski dowcip.

Mieszkańcy Sarajewa z rozrzewnieniem wspominają czasy olimpiady zimowej w 1984 r., gdy ich miasto odkrył cały świat. Wszyscy zachwycali się jego pięknem i wielokulturowością. Kto z pokolenia 40+ nie pamięta maskotki – wilka Vučko, który krzyczał: „Sarajewooo!”. Olimpiada była sukcesem nie tylko wizerunkowym, ale i finansowym. Były to pierwsze opłacalne igrzyska od 1932 r. Jedynym zgrzytem była afera z Kirkiem Douglasem, którego kelnerzy uraczyli rachunkiem na 443 dolary za osiem porcji ćevapčići – około dziesięć razy za dużo. Aktor wyjechał obrażony, a restaurację zamknięto na pięć miesięcy.

RUINY ATRAKCJI

Wtedy, 30 lat temu, wydawało się, że może być już tylko lepiej. Chwilę potem rozpoczął się kryzys, a następnie ruchy tektoniczne wewnątrz samej Jugosławii. W latach 1992-95 miasto było oblężone przez armię bośniackich Serbów, ostrzeliwane i bombardowane z okalających je gór. Jednym ze stanowisk ogniowych była owa restauracja usytuowana na wzniesieniu. Dziś, mimo że jest w ruinie, przyjeżdżają tu wycieczki. Atrakcją turystyczną jest również zniszczony tor bobslejowy pokryty graffiti.

Koniecznie trzeba także zobaczyć muzeum oblężenia. Schodzi się w nim do autentycznego tunelu, który wykopano w 1993 r. – to przez niego z miasta mogli wydostać się uchodźcy, tędy przechodziła pomoc humanitarna, to tu powstawały fortuny nowych książąt biznesu. Kilogram kawy z przemytu kosztował nawet 50 marek niemieckich. Obok Muzeum Tunelu Nadziei stoi sklep z pamiątkami, które prowadzi żywy świadek epoki: za opłatą opowie, jak żyło się podczas oblężenia. Twierdzi, że w jego rodzinie zginęło podczas wojny ponad 120 osób. To podobno możliwe, bo tu za rodzinę uważa się rozgałęzione klany.

Po drodze w dobrym tonie jest zwiedzić jakiś cmentarz z czasów wojny. Najlepiej stary żydowski, gdzie przez pewien czas przechodziła linia frontu między wojskami bośniackich Serbów i obrońcami Sarajewa. Albo muzułmański cmentarz męczenników Kovači, gdzie obok zasłużonych obywateli miasta leżą gangsterzy, którzy w czasie wojny zostali dowódcami wojskowymi i w oczach boszniackiego ludu – bohaterami. To mało znana strona tamtego konfliktu, bo Boszniacy (mieszkańcy Bośni wyznający islam) byli portretowani jako ofiary, szczególnie po masakrze w Srebrenicy. Po wybuchu wojny otworzono więzienia i ich lokatorzy poszli na pierwszą linię frontu. Weźmy na przykład takiego Jusufa Prazinę, ps. Juka. Z podobnym zaangażowaniem bronił Sarajewa i wymuszał haracze od mieszkańców – pracowało dla niego 300 rekietierów. Zachodni dziennikarze przez jakiś czas opisywali go jako nowe wcielenie Robin Hooda, który odbiera bogatym i daje biednym. „Juka” zginął w 1993 r., ale niektórzy watażkowie boszniaccy przeżyli wojnę i cieszyli się szacunkiem jako bohaterowie wojenni.

ROMEO I JULIA Z SARAJEWA

Zakochane pary koniecznie muszą się udać na most Olgi i Sauda. Zginęli tam kochankowie – 19 maja 1993 r. Admira Ismić, muzułmanka, ze swoim chłopakiem Boško Brkiciem, Serbem, chcieli tędy uciec z oblężonego miasta. Do dziś nie wiadomo, kto ich zastrzelił: Boszniacy zwalają to na Serbów, a Serbowie na Boszniaków. To zresztą drugi popularny wśród turystów most. Pierwszy był ten, na którym Gavrilo Princip zastrzelił arcyksięcia Franciszka Ferdynanda i księżniczkę Zofię. Od lat 60. XX w. na chodniku, w miejscu, gdzie stał zamachowiec, odciśnięto ślady jego stóp, ale po ostatniej wojnie nietypowy pomnik zlikwidowano.

Sarajewo wylizało się z ran, straszą już tylko pojedyncze ruiny. Miasto dorobiło się kilku imponujących szklanych wieżowców. Może Bośnia miała kompleksy wobec reszty Jugosławii i Europy, ale jej stolica nigdy. Każdy wykształcony mieszkaniec Sarajewa poinformuje przybysza, że to właśnie tu kursował pierwszy na świecie tramwaj elektryczny, to tu otworzono pierwszą publiczną toaletę na Bałkanach. A przybysza z krajów islamskich pouczy, że tutejszy meczet był pierwszym zelektryfikowanym muzułmańskim domem modlitwy. Miasto dzisiaj tętni życiem, obok tradycyjnych kafan z sziszą i kawą po turecku do późna w nocy otwarte są typowe europejskie puby. Meczety i niska osmańska zabudowa sąsiadują z miejską architekturą z czasów Austro-Węgier. Zbocza doliny szczelnie wypełniają wielkie domy bośniackie – wyróżniają się kubaturą nawet tu, na Bałkanach, bo rodzina to jest siła i cała musi się zmieścić.

ALLAH I BUTY

Na co dzień nie ma tu wielkich konfliktów etnicznych, ale jest jasne, że coś się skończyło. W latach 80. muzułmańscy Boszniacy stanowili połowę mieszkańców miasta, Serbowie 30 proc., a Chorwaci 7 proc. (poza tym mieszkali tu Żydzi, Romowie i Albańczycy). Dziś trzy czwarte populacji miasta to muzułmanie. Serbowie zamieszkują zaś Sarajewo Wschodnie, które jest osobną jednostką administracyjną. Przed wojną co trzecie małżeństwo było multietniczne, dzisiaj to margines. Coraz więcej na ulicach dziewczyn i kobiet z zasłoniętymi twarzami. W jednym z muzeów pokazywany jest film „Miss Sarajevo” – w oblężonym mieście zorganizowano konkurs na najpiękniejszą dziewczynę.

W jednej ze scen piękności w bikini stoją na scenie z banerem, na którym widnieje napis: „Nie pozwólcie nas pozabijać”. Dzisiaj sarajewianie żartują, że nowo nawróceni islamiści pozabijaliby półnagie dziewczyny od razu. Nowi nauczyciele islamu uczą młodzież, że ich rodzice żyli w grzechu fałszywej tolerancji, twierdzenia, że każdy Bóg jest dobry. We wspomnianym filmie małe dziewczynki mówią, że jeszcze wtedy, w latach 90., istniał obyczaj wśród młodych sarajewian, że zachodzili do różnych świątyń – chrześcijanie zaglądali do meczetów, aby się pomodlić, muzułmanie do cerkwi, a prawosławni do kościołów. Dzisiaj to nie do pomyślenia. Kraje islamskie prześcigają się w zaznaczaniu swojej obecności w Bośni. Kiedyś najważniejsi byli Saudyjczycy, bo dostarczali bośniackiej armii broń, szkolili, a nawet wysyłali bojowników, poza tym wynajęli renomowaną zachodnią agencję PR, która przygotowywała materiały na temat zbrodni Serbów (nie zawsze w stu procentach zgodne z faktami). Dziś naftowe królestwo funduje odbudowę domów i razem z Kuwejtczykami inwestuje w ziemię oraz firmy. Największe ambicje w sferze kultury i edukacji ma Turcja, która zafundowała w mieście dwie wyższe uczelnie. W sferze edukacyjnej chciałaby wrócić do tradycji imperium osmańskiego, do którego Sarajewo należało przez kilkaset lat. Właściwie tym, co zostało po całej wielokulturowości, jest specyficzne poczucie humoru, dystans do siebie i świata. Słynna była historia napisu na murze poczty głównej, jaki pojawił się zaraz na początku lat 90. „Tu jest Serbia” – napisała czyjaś dłoń. Po czym ktoś dopisał: „Durniu, tu jest poczta!”. Pewnego razu podczas wojny boszniaccy żołnierze poszli się pomodlić do meczetu. Po modłach nie zastali już swoich butów zostawionych przed wejściem. Kiedy zwrócili się z pretensjami do imama, ten im rzekł: „Allah daje, Allah zabiera”.

JUGONOSTALGIA

Tym, co jednoczy dzisiejszych sarajewian bez względu na religię i narodowość, jest niechęć do współczesnej elity. Miasto wystawiło pomnik Janowi Pawłowi II za kategoryczny sprzeciw wobec wojny, ale serca mieszkańców podbił dziś papież Franciszek, który na płycie lotniska ominął podstawioną mu limuzynę i wszedł do zwykłego forda focusa. Pokazał rozpasanym nuworyszom, gdzie ich miejsce.

Główna aleja nadal nosi imię marsz. Josipa Broz Tito, ciągle stoi jego pomnik, na bazarach sprzedaje się koszulki z jego podobizną. Kraj jest skorumpowany, a administracja (trzech prezydentów, po jednym na każdą nację – jedyny taki kraj na świecie) często sabotuje nawzajem swoje rozporządzenia. Oficjalna stopa bezrobocia wynosi 46 proc.! Średnia pensja to ok. 400 euro. Stworzono kraj podzielony na dwie części – Republikę Serbską i Federację Muzułmańsko-Chorwacką – z historycznymi, ale nienaturalnymi granicami i małym rynkiem zbytu. O ile Chorwacja i Słowenia celebrują uzyskanie niepodległości, to Bośnia coraz bardziej pogrąża się w jugonostalgii – kraj, który ma niepewną przyszłość, żyje wspaniałą przeszłością. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 37/2015
Więcej możesz przeczytać w 37/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0