Zaczęto od rozpracowania skomplikowanego drzewa genealogicznego 250 domniemanych dowódców różnego szczebla z owych pięciu klanów, sporządzonego przez amerykański wywiad wojskowy. Przez kilka miesięcy wywiad gromadził informacje o strukturze i ludziach pięciu klanów złączonych więzami pokrewieństwa z rodziną Saddama Husajna. Klany te, za Saddama stanowiące elitę reżimowej władzy, kierują partyzantką wokół Tikritu, rodzinnego miasta byłego dyktatora, i w innych miastach na północ i na zachód od Bagdadu, leżących w obrębie trójkąta sunnickiego.
Pierwsze informacje uzyskano po aresztowaniu funkcjonariuszy zewnętrznego kręgu ochrony Saddama. W czerwcu, gdy schwytano osobistego sekretarza Saddama, Abida Hamida Mahmuda, człowieka numer cztery na liście 55 ściganych funkcjonariuszy reżimowych, zrobiono kolejny krok naprzód. Udało się ustalić, że funkcje pełnione w podziemiu przez Mahmuda zostały rozdzielone między pięciu-sześciu krewnych z owych pięciu wielkich rodzin.
Jak podała w poniedziałek za Russellem agencja Associated Press, jeden z tych krewnych, którego tożsamości nie ujawniono, wpadł w ręce amerykańskie i po przesłuchaniach wskazał miejsce pobytu Saddama. Amerykanie znaleźli byłego dyktatora 13 grudnia w podziemnej kryjówce kilkanaście kilometrów pod Tikritem.
Jak twierdzi Russell, obławy i akcje wywiadu "zdziesiątkowały kilka z tych rodzin". "Wielu ich członków schwytano, niektórzy nie żyją".
Po kilku dniach gwałtownych protestów ulicznych, jakimi w Tikricie przyjęto schwytanie Saddama, nasilenie ataków w tym mieście gwałtownie spadło - twierdzi podpułkownik. Ostrzegł jednak, że chociaż aresztowanie dowódców najwyższego i średniego szczebla pozbawiło bojowców ważnego wsparcia i doprowadziło do spadku liczby ataków, nie spowoduje to wygaśnięcia partyzantki. Amerykańskie źródła oficjalne wskazują, że w walkach z siłami koalicyjnymi uczestniczą także komórki i grupy działające samodzielnie, niezależne od jakiejkolwiek struktury dowódczej. Najnowszym tego dowodem były sobotnie ataki na bazy sił koalicyjnych i siedzibę lokalnych władz irackich w Karbali, w których zginęło 19 osób, w tym siedmiu żołnierzy koalicyjnych (pięciu bułgarskich i dwóch tajlandzkich), a prawie 200, w tym dwóch Polaków, odniosło rany.
Wojsko amerykańskie nadal poluje na Izzata Ibrahima al-Duriego, jednego z zastępców Saddama i obecnie najwyższego rangą funkcjonariusza reżimowego pozostającego jeszcze na wolności. Nagroda za jego głowę wynosi 10 mln dolarów, choć niektórzy iraccy szejkowie (przywódcy) mówią, że nie jest on teraz najważniejszy, a inni twierdzą, że ciężko choruje.
Inną oznaką, że niedawne amerykańskie operacje zbrojne przeciwko partyzantom przynoszą skutek, są doniesienia, iż bojowcy rozporządzają coraz gorszą bronią. "Skończył się czas fabrycznie nowych, dobrze naoliwionych karabinków AK-47 i ręcznych granatników przeciwpancernych - powiedział Russell. - Od czasu do czasu znajdujemy je nadal, ale nie tak wiele jak kiedyś. Przeważa broń starsza, brudniejsza i mniej sprawna".
Amerykański dowódca podał, że z informacji przenikających do sił koalicyjnych wynika, iż wzrosła też cena, jaką dowódcy partyzantki muszą płacić najemnym bojowcom za przeprowadzenie ataku. Kiedyś wystarczało około 250 dolarów, a teraz stawka sięga nawet 1000 dolarów.
em, pap