Dyrektywa ma wejść w życie w 2006 roku. Jej najważniejszym osiągnięciem jest zniesienie obowiązku uzyskania karty stałego pobytu. Kraje unijne, które będą jednak nadal chciały w jakiś sposób kontrolować napływ osób z innych państw członkowskich, mogą utrzymać obowiązek meldunku. Przy tym władze będą zobowiązane automatycznie zameldować każdego przybysza z innego państwa Unii.
Po trzech miesiącach władze będą mogły też sprawdzić, z czego utrzymuje się przybysz. Nowa dyrektywa wprowadzi bardziej elastyczne kryteria w tym względzie.
"Nie wystarczy ograniczyć się do sprawdzenia, czy dana osoba uzyskuje oficjalnie minimalny dochód. Władze będą zobowiązane zbadać każdy indywidualny przypadek i uwzględnić takie okoliczności, jak ta, że ktoś jest na częściowym utrzymaniu innej osoby mieszkającej legalnie w danym kraju" - powiedziała Angela Martini, ekspert Komisji Europejskiej w tej dziedzinie.
Zatem dyrektywa poprawi sytuację Polaków przebywających w innych państwach członkowskich bez oczywistego źródła dochodu (bo nielegalnie pracują). Nadal będzie można ich wydalić, ale nie natychmiast i automatycznie, jak dotychczas. Dyrektywa nie dotyczy jednak prawa pracy obywateli nowych państw UE. Obecne państwa członkowskie mogą je ograniczać nawet jeszcze przez siedem lat.
Zgodnie z nową dyrektywą, jedyną podstawą natychmiastowego wydalenia może być tylko to, że obywatel innego państwa UE stanowi "zagrożenie dla porządku publicznego" w goszczącym go kraju. Dyrektywa nie zawiera szczegółowej definicji takich zagrożeń, ale musi ono godzić w "fundamentalne interesy społeczeństwa" - podkreśliła Martini.
Przytoczyła przy tym orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE, który przyznał rację prostytutkom z innych państw członkowskich, które zaskarżyły decyzję o wydaleniu ich z Belgii. Trybunał orzekł, że władze belgijskie nie miały do tego prawa, skoro tolerują uprawianie prostytucji przez własne obywatelki.
Nowa dyrektywa zapewni więc lepszą ochronę przed nieuzasadnionym wydalaniem, zwłaszcza nieletnich i osób przebywających od wielu lat w danym państwie. Przyznaje ona automatyczne prawo do stałego pobytu po pięciu latach przebywania w danym kraju.
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych problemów, których nie rozstrzygnięto do końca w dyrektywie, jest definicja członka rodziny. Rodzinom przysługuje bowiem prawo osiedlania się razem z osobą, która ma do tego prawo jako obywatel Unii.
Kilka obecnych państw członkowskich i przystępujących do Unii, w tym Polska, nie chciały się zgodzić na propozycję, żeby przyznać prawa członków rodzin osobom pozostającym w związku partnerskim, zwłaszcza że w niektórych państwach UE można zawrzeć taki związek z osobą tej samej płci.
Kompromis polegał na tym, że obowiązek uznania prawa partnera dotyczy tylko tych państw członkowskich, które mają u siebie takie związki (na przykład para żyjąca w konkubinacie z Francji osiedla się w Danii lub małżeństwo homoseksualne z Belgii przeprowadza się do Holandii).
Natomiast kraje nie uznające takich związków mają jedynie obowiązek rozpatrzyć sytuację osób powołujących się na związek zawarty w innym państwie i starać się ułatwić osiedlenie partnerowi pozostającemu w trwałym związku. Ale nie muszą tego zrobić, jeżeli uznają, że ani ich własne ustawodawstwo, ani sytuacja pary tego nie uzasadniają.
"Pod tym względem dyrektywa nie jest stuprocentowo jasna" - przyznała Martini. Dała do zrozumienia, że sytuacja wyjaśni się zapewne dopiero, kiedy ktoś poskarży się w Trybunale Sprawiedliwości UE w Luksemburgu i kiedy wyda on orzeczenie interpretujące niejasne zapisy dyrektywy.
sg, pap