Na niedzielne posiedzenie nie wpuszczono obecnych w sobotę na sali zagranicznych dyplomatów, w tym przedstawicieli Kanady i Unii Europejskiej, oraz dziennikarzy. Po półtorej godzinie oczekiwania przed salą sądową na "specjalne zezwolenie" sądu zirytowani dyplomaci opuścili budynek. Przed gmachem sądu cierpliwie czekał jedynie ambasador Kanady, Philip Mackinnon.
Rodzinę kanadyjskiej dziennikarki irańskiego pochodzenia, Zahry Kazemi, reprezentowała w sądzie laureatka pokojowej nagrody Nobla, irańska prawniczka Szirin Ebadi. Po wyjściu z sali rozpraw oskarżyła ona aparat sprawiedliwości o postawienie przed sądem nie tego człowieka - jej zdaniem oskarżony agent jest kozłem ofiarnym, a celem takiej machinacji jest ochrona faktycznie winnych urzędników wyższej rangi. "Jestem tak wściekła, że trudno mi nawet mówić. Nie zwrócili żadnej uwagi na przedstawiony przez nas materiał dowodowy i ogłosili zakończenie postępowania. To nie był uczciwy proces" - powiedziała noblistka.
Zamieszkała w Montrealu 54-letnia dziennikarka irańskiego pochodzenia zmarła w ubiegłym roku 10 dni po aresztowaniu. Zatrzymano ją, gdy robiła zdjęcia przed teherańskim więzieniem. Przez 72 godziny była brutalnie przesłuchiwana przez policję, prokuraturę i agentów wywiadu. Później, z urazem czaszki, nieprzytomną dziennikarkę przewieziono do szpitala w Teheranie, gdzie zmarła nie odzyskawszy przytomności. Wstępne oficjalne śledztwo nie ustaliło jednak, w jaki sposób Kazemi doznała obrażeń czaszki, jakie stwierdzono w czasie sekcji zwłok.
Władze irańskie odrzuciły żądanie rodziny domagającej się przewiezienia ciała do Kanady. Kazemi została pochowana w miejscu swego urodzenia w południowym Iranie.
Gdy sprawa śmierci Kazemi stała się głośna, rząd Iranu nakazał przeprowadzenie śledztwa. Zdaniem zagranicznych obserwatorów, główny oskarżony Mohammad Reza Akdam jest tylko kozłem ofiarnym. Trzy departamenty, które przesłuchiwały Kazemi wzajemnie zrzucają na siebie odpowiedzialność za jej śmierć.