Rano dowódca amerykańskiej piechoty morskiej, major Francis Piccoli oznajmił, że oddziały armii i marines w nocy posunęły się główną arterią Faludży w południowym kierunku, do dzielnicy Dżolan, ku centrum miasta. W Dżolan stacjonują główne siły - szacowane na około trzy tysiące ludzi - irackich rebeliantów. Poza kontrolą USA w Faludży pozostaje teren, położony wzdłuż przebiegającej przez środek miasta autostrady wschód- zachód.
Środa jest trzecim dniem amerykańsko-irackiej ofensywy na Faludżę, będącą bastionem sunnickiego oporu i schronieniem dla wielu grup terrorystycznych, w tym najgroźniejszego terrorysty w Iraku Jordańczyka Abu Musaby al-Zarkawiego, odpowiedzialnego za wiele porwań i okrutnych egzekucji zakładników, a także ataków na siły koalicji i irackie służby bezpieczeństwa.
Od poniedziałku, kiedy zaczęła się obecna ofensywa, w walkach w Faludży zginęło dziesięciu amerykańskich i dwu irackich żołnierzy. Nie jest znana liczba ofiar cywilnych w samej Faludży - miejscowe źródła mówią o kilkuset zabitych. Liczba ta jest jednak trudna do zweryfikowania. Uciekający z miasta mieszkańcy opowiadają o ciałach, leżących na ulicach - podaje brytyjska stacja BBC.
Na jednej z islamskich stron internetowych ukazało się tymczasem wezwanie do mieszkańców Bagdadu i innych miast irackich aby w środę nie wychodzili z domów. W przeciwnym razie "ich życie znajdzie się w niebezpieczeństwie". Wezwanie, podpisane przez osiem ugrupowań partyzanckich, zapowiada wzmożone operacje przeciwko "amerykańskiemu wrogowi" w odwecie za zaatakowanie Faludży.
W Tikricie - rodzinnym mieście Saddama Husajna - islamscy bojownicy wręczali ulotki wzywające właścicieli sklepów do ich do bezterminowego zamknięcia.
Amerykański atak na Faludżę skłonił też wpływowych sunnickich duchownych do zaapelowania o bojkot wyborów zapowiedzianych na styczeń przyszłego roku.
em, pap