W irchowych rękawiczkach

W irchowych rękawiczkach

Radiowóz Milicji Obywatelskiej
Radiowóz Milicji Obywatelskiej / Źródło: Wikipedia / Alina Zienowicz / Wprost
Adwokat mordercy Mazurkiewicza bagatelizował śmierć sześciu ofiar jako że były szkodnikami socjalistycznego państwa.

Niech pan tu odpocznie i się pożywi, nim wrócę od Niemca. To już niedaleko. Proszę kanapkę – mówi do Tadeusza Bommera mężczyzna, z którym w marcu 1943 r. idzie z Krakowa do folwarku w Myślenicach. Kupią od zawiadującego tym gospodarstwem Niemca złoto, płacąc dolarami. Bommer handluje zagraniczną walutą. Mężczyzna nazywa się Władysław Mazurkiewicz i jest w tych niedozwolonych transakcjach pośrednikiem. Kiedy znajomy znika, Bommer sięga po kanapkę. Już po pierwszym kęsie czuje dziwną gorycz i jakby zapach migdałów. Wypluwa to. Kręci mu się w głowie, czuje drętwienie ciała. Ostatkiem sił dociera do pobliskiego domu. Gospodarz daje mu mleka i odwozi do lekarza w Krakowie. Kiedy zbadano bułkę, okazało się, że pod wędliną był cyjanek. Bommer w obawie, aby nie rozpoznano w nim Żyda, nie zgłasza sprawy na gestapo.

Kropla krwi na butach

Dwa lata później, już po okupacji. Do podkrakowskiej wsi Brody wjeżdża luksusowy zagraniczny samochód. Kieruje się w stronę lasu i tam znika na kwadrans. W powrotnej drodze kierowca wyrzuca do rowu spory pakunek. Auto szybko odjeżdża, ale wkrótce zakopuje się w grzęzawisku za wsią. Koła buksują, kierowca prosi przejeżdżającego furmanką chłopa, aby pomógł wyciągnąć samochód z bagna. Schodzą się gapie; jeden z nich widzi na eleganckich wiśniowych butach kierowcy krople krwi. Nic nie mówi, ale zapamiętuje numer rejestracyjny wozu. Po odjeździe samochodu chłopi idą do lasu. Tam znajdują nagie zwłoki mężczyzny z przestrzeloną głową. A w wyrzuconym do rowu pakunku męskie ubranie i kawałki podartych dokumentów. Można z nich odczytać nazwisko Józef Tomaszewski. Zawiadamiają posterunek MO. Zamordowany pracował w krakowskim banku i dorabiał handlem złotem. W powojennym Krakowie sporo osiadłej tu wydziedziczonej arystokracji wyprzedaje się z resztek swych majętności. Tomaszewski w dniu zaginięcia wyjął ze schowka 200 tys. zł. Żonie powiedział, że jest umówiony z znajomym, szykuje się świetny interes. Władysław Mazurkiewicz spotyka siostrzeńca Tomaszewskiego, który w randze majora pracuje w milicji. Pyta go, czy może są już wieści o zaginionym bankowcu. – Niestety, nie żyje, zamordowany – odpowiada major – ale jest świadek z Brodów, który zapisał numer auta prawdopodobnego zabójcy. I odczytuje rejestracyjne dane z kartki. Mazurkiewicz spieszy do znajomego adwokata W. – Co za straszliwy zbieg okoliczności! – krzyczy od progu kancelarii. W dniu, gdy zginął Tomaszewski, akurat jechał przez Brody do zakonu bernardynów w Alwerni. Przy drodze stali chłopi, zapewne pomyłkowo zapisali numer jego samochodu. – Niech pan zmieni tablice rejestracyjne i na jakiś czas wyjedzie z Krakowa – radzi mecenas. Mazurkiewicz ucieka do Zakopanego. Trzy miesiące później W. telefonuje do niego, że pora wracać. Sprawa trafiła do znajomego prokuratora, przesłucha się dwóch świadków: zakonnika i Agnieszkę R. Oboje potwierdzą obecność Mazurkiewicza w Alwerni. 22-letnia R. zeznaje, że krytycznego dnia poprosiła Mazurkiewicza, aby podrzucił ją do bernardynów swoim autem. Kiedy wracali przez Brody, samochód zarył się w piachu. Prokurator nie docieka, dlaczego chłopi nie widzieli tam kobiety. Śledztwo zostaje umorzone.

To pana rozgrzeje

Maj 1946 r. Jerzy de Laveaux, przedwojenny oficer, potomek znanego szlacheckiego rodu, wychodzi ze swojego mieszkania w Krakowie z 2 tys. dolarów, za które kupi na czarnym rynku duże ilości skóry na podeszwy do butów. Ma na nią kupca. De Laveaux nie wraca. Brat zaginionego prosi prokuratora, aby przeszukał areszty. Zaglądanie do przepełnionych cel niczego nie wyjaśnia. Grudzień 1946 r. W utajnionym salonie gry hazardowej, gdzie spotykają się krakowscy waluciarze, Mazurkiewicz podchodzi do Wiktora Zarzeckiego, tonącego w karcianych długach. – Można dużo zarobić – szepcze hazardziście na ucho. – Właściciel wapiennikaw Piechowicach potrzebuje natychmiast 1,2 tys. dolarów. Załatwi pan? Następnego dnia wyjeżdżają do Piechowic. Kiedy na horyzoncie pojawia się komin wapiennika, Mazurkiewicz zabiera od wspólnika opakowane w gazetę dolary i sam udaje się do klienta. Po kilku minutach jednak wraca, wyjmuje z torby termos. – Przypomniałem sobie, że mam herbatę, niech się pan rozgrzeje, czekając na mój powrót – podsuwa kubek. Zarzecki wypija jednym haustem i umiera w konwulsjach. Mazurkiewicz wyrzuca zwłoki do Wisły. Nigdy nie wypłyną. Jesień 1955 r. Kawiarnia Hotelu Bristol w Warszawie. Handlujący obcą walutą Stanisław Ł. spotyka się z poleconym mu krakowianinem, który przedstawia się jako inżynier Mazurkiewicz. Uzgadniają hurtowe kupno od pewnego marynarza przemyconych z zagranicy zegarków. Cena okazyjna, bo marynarz wkrótce wypływa w rejs. Dwa dni później Stanisław Ł. jest w Krakowie. Przywiózł 500 tys. zł (średnia pensja w 1955 r. wynosi tysiąc złotych). Inżynier załatwia gościowi miejsce w hotelu, zabiera gotówkę dla marynarza. Nazajutrz przychodzi bez pieniędzy i bez zegarków, gdyż pojawił się problem: marynarz chce tylko dolary. – Poczyniłem pewne kroki – Mazurkiewicz uspokaja warszawiaka – żeby wymienić złotówki na „zielone”, ale potrzebuję na to doby. Póki co zamówiłem na dzisiejszy wieczór stolik u Wierzynka. Rano skacowany Ł. dowiaduje się, że marynarz musiał odpłynąć, transakcję dokończy jego siostra. Chwilowo nie ma jej w Krakowie, będzie za dwa dni. – Skoczymy na ten czas moim samochodem do Zakopca – proponuje inżynier – ja płacę. Pod Giewontem bawią się dwa dni. Ł. wraca do Krakowa kompletnie pijany. Jest noc. Na wysokości Przełęczy Zbójnickiej budzi go silny ból głowy. Stoją na poboczu, inżynier przeciera szybę z przepraszającym uśmiechem. – Głupio mi, nastraszyłem pana żabką, bo coś mi mignęło na szosie, jakby zwierz. („Żabka” to własnoręcznie zrobiona petarda). Stanisław Ł. dotyka głowy, czuje lepkość krwi. W Krakowie od razu idzie na pogotowie. Lekarz stwierdza drobne zranienie, wystarczy założenie opatrunku. Ł. domaga się od wspólnika pieniędzy albo zegarków. Inżynier jest bardzo zakłopotany: siostrę marynarza aresztowało UB. On nie może zwrócić pieniędzy, ale odda jak najszybciej, na razie niech Ł. weźmie w zastaw jego opla olimpię oraz złotą omegę, którą ściąga z ręki.

Ł. wraca do Warszawy z ostrym bólem głowy. Od razu idzie do szpitala na ostry dyżur. Robią mu prześwietlenie – w czaszce tkwi pocisk. Lekarz zawiadamia MO. W czasie przesłuchania Ł. nie przyznaje się do handlu towarami przemycanymi z Zachodu. Mówi, że pojechał do Krakowa po samochód, który kupił z ogłoszenia w gazecie. Sprzedającym był niejaki Mazurkiewicz. Niestety, niewiele o nim wie poza tym, że ma garaż blisko Cmentarza Rakowickiego. Milicjanci pukają do mieszkania Władysława Mazurkiewicza w Krakowie. Chcą go przesłuchać, ale słyszą od żony, że mąż gdzieś przepadł. Od kilku dni nie daje znaków życia. – Panią to nie martwi? – pyta funkcjonariusz. – Co ma mnie martwić – odpowiada kobieta. – Jesteśmy po rozwodzie, a ludzie czasem znikają, odnajdują się w więzieniach. Albo i nie. W tej kamienicy już zaginęli: sąsiad z naprzeciwka i potem jego żona, i jej siostra. Za Mazurkiewiczem zostaje wysłany list gończy. Jest podejrzany o próbę zabicia Stanisława Ł. Niespodziewanie na Mazurkiewicza natyka się pod Sukiennicami mecenas Henryk W. Inżynier wyznaje, że jest zdruzgotany niesłusznym posądzeniem o morderstwo. Czy mecenas mógłby mu jeszcze raz jakoś pomóc? Adwokat jedzie do Warszawy na rozmowę ze Stanisławem Ł. – Niech pan wycofa zeznania – radzi handlarzowi dolarami – pan rzuca podejrzenie na niewinnego człowieka. Ta sprawa również dla pana może mieć przykre konsekwencje. Ł. odmawia. Wtedy mecenas pisze do prokuratora, aby zainteresował się, skąd rzekomo pokrzywdzony ma pieniądze na prowadzenie rozrzutnego trybu życia. I jeszcze prosi, aby jego klienta Mazurkiewicza nie zamykać w areszcie, kiedy sam się zgłosi. Prokuratorowi się spieszy. Mazurkiewicz zostaje namierzony w zakopiańskiej kawiarni. Do Krakowa wraca w kajdankach.

Apetyt mi dopisuje

Śledczy mają do aresztowanego Mazurkiewicza wiele pytań. Dotarli do akt z 1945 r., kiedy to nazwisko podejrzanego przewijało się w sprawie zastrzelenia Tomaszewskiego. Wychodzi na jaw, że na przesłuchanie świadków w Brodach Mazurkiewicz woził prokuratora swoim samochodem. A zeznania odbierano w karczmie. Spisywał podejrzany, a prokurator siedział obok i pił wódkę. Milicja wie, z jakiej broni został zastrzelony Tomaszewski. Funkcjonariusze gruntownie przeszukują garaż, w którym pomieszkuje Mazurkiewicz. Kują betonową posadzkę. Pod łóżkiem odkrywają dół, w którym leżą zwłoki dwóch kobiet w stanie daleko posuniętego rozkładu. To szczątki Jadwigi de Laveaux i jej siostry Zofii Suchowej. Po zaginięciu męża Jadwigi mieszkały razem. Mazurkiewicz przyznaje się, że zabił kobiety. Najpierw Jadwigę – przyszła do garażu wieczorem, była w nim zakochana, a poza tym chciała odebrać dolary, które kiedyś dała mu na przechowanie. Powiedział jej, że aby wydobyć pakunek z „zielonymi”, muszą przesunąć samochód, niech naciśnie na pedał gazowy. Siadła za kierownicą i wtedy strzelił jej w tył głowy. Przed włożeniem ciała do wnęki – posadzkę miał już rozkutą – zdjął jej z ręki obrączkę, pierścionek i złoty zegarek omega. Potem czekał na zapowiedzianą wizytę siostry ofiary. Musiał ją zabić, bo wiedziała o dolarach w garażu. Po zniknięciu Jadwigi na pewno poszłaby na MO. – Czy te dwie kobiety to wszystkie pana ofiary? – pyta Mazurkiewicza śledczy po uzyskaniu informacji, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat w Krakowie zginęło bez śladu kilku znajomych podejrzanego. – Tak, wszystkie – pada odpowiedź. Mimo to w „Dzienniku Polskim” ukazuje się zdjęcie charakterystycznego samochodu opla Mazurkiewicza. Może ktoś widział w nim coś podejrzanego? Nie ma odzewu, aresztantowi dopisuje apetyt, o czym pisze do ojca, domagając się przysłania mu paczki. Niespodziewanie pewnego ranka prosi o arkusz papieru. Opisuje szczegółowo kolejne morderstwa, które popełnił. Wymienia nazwiska ofiar: Józef Tomaszewski, Wiktor Zarzecki, Jan Brylski, Jerzy de Laveaux. I tych, których chciał zabić, ale się nie udało: Tadeusza Bombera i Stanisława Ł. Wyjaśnia, jak typował ofiary, drobiazgowo obmyślając plan działania. Zawsze wybierał osoby z dużymi pieniędzmi, zdobytymi w sposób nielegalny. To mu dawało pewność, że nikt z rodziny nie będzie zbytnio dociekał, dlaczego ci ludzie zniknęli. Mogli ich sprzątnąć milicja, UB albo konkurenci z podziemia waluciarskiego.

A dlaczego Agnieszka R. dała mu alibi w sprawie Tomaszewskiego? Bo poprosiła ją o to jego żona, tłumacząc, że tamtego dnia mąż wiózł pieniądze dla podziemnej organizacji, czego nie mógł powiedzieć milicji. R., która walczyła w powstaniu warszawskim, uwierzyła. W imię wyższych racji namówiła zakonnika do kłamstwa, sama również zeznała przed prokuratorem nieprawdę.

Podeptana godność ludzi pracy

Wieść o przyznaniu się Mazurkiewicza do zbrodni wstrząsa Krakowem. Wiele osób znało go osobiście. Inżynier (tak naprawdę nie miał prawa do tego tytułu) był stałym bywalcem podwawelskich lokali rozrywkowych. Zawsze miał pełny portfel pieniędzy. Już w czasie okupacji handlował złotem rekwirowanym w krakowskim getcie. Zaraz po wyzwoleniu szabrował na dużą skalę na ziemiach zachodnich. Namiętnie, choć z różnym szczęściem, grał w kasynach. Bardzo przystojny, świetnie ubrany, wypielęgnowany (przy kierownicy zawsze w irchowych rękawiczkach) lubił otaczać się pięknymi kobietami. Adorował je jak w przedwojennych romansach. Wybrance wysyłał codziennie bukiet czerwonych róż, obwoził swoim zagranicznym autem po Krakowie. Jak przystało na króla życia, szybko się nudził. Panie z zacnego towarzystwa dawnej arystokracji ceniły sobie jego maniery i uczynność. Ludzie interesu z podziemia gospodarczego liczyli się z Mazurkiewiczem, bo dawał im do zrozumienia, że jest pod parasolem UB. Obrońcą Mazurkiewicza zostaje mec. Zygmunt Hofmokl-Ostrowski, oryginał (kiedyś przyszedł na rozprawę z pistoletem, aby samemu wymierzyć wyrok), legenda jeszcze przedwojennej krakowskiej palestry.

Ostatni dzień rozprawy

Prokurator mówi, że Mazurkiewicz jest wytworem dekadenckiej moralności burżuazyjnej. Jego klęska jest klęską tej warstwy społecznej. Podnosi głos, aby mocno zabrzmiał w transmisji radiowej: „Niech krwawe widmo Mazurkiewicza opuści raz na zawsze nasze miasto, przejdzie do niesławnej pamięci jako najbardziej zwyrodniały twór tego środowiska, które podeptało godność i cześć ludzi pracy”. Mecenas zaczyna mowę obrończą od słów: „Oskarżony w zaraniu życia stracił matkę. Stracił matkę! – słyszycie obywatele sędziowie? Gdy rankiem czteroletnie dziecko uśpione kołysanką z jej ust, budząc się, wyciągnęło rączęta, zawisły w próżni. Ta pierwsza łza serdecznego bólu przysłoniła Władysławowi Mazurkiewiczowi świat”. Następnie adwokat stwierdził, że Mazurkiewicz owszem, mordował, ale kogo? Szkodników socjalistycznego państwa. Oskarżony słuchał z pokerową twarzą. W ostatnim słowie powiedział, że jest niewinny, a proces interesował go o tyle, że był ciekaw, „jak to wszystko zostanie przeprowadzone”. W chwili ogłoszenia wyroku – kara śmierci – pod gmachem sądu, gdzie zgromadził się tłum, rozległy się gromkie oklaski. Obecny na procesie Marek Hłasko napisał w wydanych w 1966 r. w Paryżu „Pięknych dwudziestoletnich”, że „proces był pośmiewiskiem z prawa, bo oskarżony tak zręcznie kolportował informacje o swej współpracy z UB, że świadkowie bali się otworzyć mordę na procesie. Wszyscy wiedzieli, że pan Władzio jest mordercą, ale wszyscy myśleli, że wykonuje wyroki swych mocodawców z UB”. Dziennikarka „Prawa i Życia” Maria Osiadacz sprawdziła w MSW – Mazurkiewicz nie był zarejestrowany jako tajny informator. Niedługo po procesie wyrok został wykonany. Zaraz też na krakowskich podwórkach studniach zaśpiewano balladę: „Posłuchajcie że ludzie o tem draniu okrutnem/. Co niewinne swe zgładził kochankie /A jej siostrę zastrzelił/ Trupy zalał betonem/ W Krakowie jednym letnim porankiem./ Mazurkiewicz mu było/ A Władysław na imię / Dolarami handlował w kawiarni/ Piękną miał lemuzyne, życie lekko mu płynie/ W Zakopanem czy innej Jastarni/. Kobiet pełno jest przy niem/ W każdym mieście ma lube/ On je kocha, a potem morduje/ I nie czepia się jego prokurator czy UB/ Za sędziego on nawet pracuje”.

Korzystałam z relacji o procesie zamieszczonych w: „Prawie i życiu”, „Przekroju”, „Świecie”, „Sztandarze młodych” i „Życiu Warszawy”. Ponadto z książek Cezarego Łazarewicza „Elegancki morderca” i Jacka Wołowskiego „Walter nr 45771”.

Okładka tygodnika WPROST: 34/2016
Artykuł został opublikowany w 34/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 34/2016 (1750)

  • 21 sie 2016, 20:00 Więzienie za kłamstwa czy historyczne herezje zawsze będzie się nam źle kojarzyć. Nawet jeżeli już mamy precedens kar za negowanie Holocaustu, to właściwą instancją ochrony dobrego imienia Polski powinny być sądy cywilne, a nie karne. 3
  • 21 sie 2016, 20:00 Okazuje się, że najbardziej produktywne kraje to te, gdzie pracuje się najkrócej. Brytyjczycy z Expert Market postanowili przeanalizować dane dotyczące zarobków i godzin pracy zebrane przez OECD (Organization for Economic and Development).... 8
  • 21 sie 2016, 20:00 Lis kretem, kaczka dziobem, koń z Loch Ness i krwawy Kura, czyli ogórkowe zezwierzęcenie. 14
  • 21 sie 2016, 20:00 Zbigniew Ziobro ma silną pozycję w rządzie. Chce taką odzyskać też w PiS, ale prezes nie zgadza się na jego powrót. 16
  • 21 sie 2016, 20:00 Upewnił mnie w tym Jean-Louis Michel Debré. Będąc w latach 2007-2016 przewodniczącym francuskiej Rady Konstytucyjnej, prowadził dziennik, wydany niedawno pod tytułem „To, o czym nie mogłem powiedzieć”. Autor, syn Michela Debrégo,... 19
  • 21 sie 2016, 20:00 Porównaliśmy majątki ministrów obecnego i poprzedniego rządu. Czy ich sytuacja majątkowa może nam coś powiedzieć o stylu rządzenia? 20
  • 21 sie 2016, 20:00 Ucz się, dziecko, ucz... to zostaniesz singielką. Badania pokazują, że wykształcone kobiety nie są atrakcyjne dla mężczyzn. A może to mężczyźni nie są atrakcyjni dla nich? 24
  • 21 sie 2016, 20:00 Najnowsze wydanie tego miesięcznika miało wyjść w ubiegły czwartek. Do kiosków trafi kilka dni później. Najprawdopodobniej to efekt zamieszania z pojawieniem się w redakcji Bartłomieja Sienkiewicza. 28
  • 21 sie 2016, 20:00 Są ludzie, którzy wierzą, że istnieje świat wiecznego postępu, choćby stałej koniunktury w gospodarce. Są tacy, którzy sądzą, że mogą być tylko bogatsi i piękniejsi. Mniej więcej tak samo przenikliwi są ci, którzy uważają, że życie społeczne to jedno wielkie pasmo postępu... 29
  • 21 sie 2016, 20:00 Prokuratura oskarża Mariana Edwarda Haliżaka, wieloletniego szefa Instytutu Stosunków Międzynarodowych UW, o uporczywe naruszanie praw pracowniczych. Równolegle sąd pracy prowadzi inną sprawę, w której ma orzec, czy Haliżak mobbingował pracowników. 30
  • 21 sie 2016, 20:00 Psychologowie przestrzegają: jeśli po powrocie z urlopu przesadnie rzucisz się w wir pracy, szybko poczujesz się tak, jakbyś w ogóle nie wypoczywał. Radzimy, jak temu zapobiec. 31
  • 21 sie 2016, 20:00 Na mistrzostwach olimpijskich w Rio de Janeiro odbył się pogrzeb polskiego podnoszenia ciężarów. Paradoksalnie może to jednak oznaczać dla tej dyscypliny powrót do normalności. 32
  • 21 sie 2016, 20:00 W pogoni za coraz szybszym, bardziej skocznym i wytrzymałym człowiekiem naukowcy majstrują przy genach i szukają pomocy w elektronice. Kiedy porównujemy sprawność i możliwości fizyczne olimpijczyków dziś i 20 lat temu, to trudno nam uwierzyć, że laboratoria nie miały tu... 35
  • 21 sie 2016, 20:00 Sztuka kulinarna przemawia do wszystkich pięciu ludzkich zmysłów. W wakacyjnym przewodniku „Wprost” polecamy dziesięć miejsc, po wizycie w których życie nabierze smaku. 38
  • 21 sie 2016, 20:00 Wyjazd samochodem na wakacje to spore wyzwanie, zwłaszcza gdy każdy z uczestników wyprawy chce zabrać mnóstwo – jego zdaniem niezbędnych – rzeczy. 44
  • 21 sie 2016, 20:00 Perfekcyjna pieczeń to kruche i wilgotne jednocześnie mięso. Uzyskanie takiego efektu przy tradycyjnym sposobie pieczenia, czyli w temperaturze 180, a nawet 200 st. C, wcale nie jest łatwe. Ale wystarczy zastosować pewien trik i pieczona szynka, schab czy karkówka będą... 45
  • 21 sie 2016, 20:00 Przeniósł firmę na Słowację – rocznie oszczędza 300 tys. zł. Kupił w Czechach nowe porsche – zapłacił 150 tys. zł mniej. Polscy przedsiębiorcy uciekają z biznesem już nie na egzotyczne Seszele czy Wyspy Marshalla. Tuż za naszą granicą mają niższe podatki, stabilne prawo i... 46
  • 21 sie 2016, 20:00 Polska dorobiła się kadry zawodowych pokerzystów. Wszyscy grają i zarabiają miliony za granicą. Czy nowa ustawa stworzy warunki do rozwoju branży w Polsce? 50
  • 21 sie 2016, 20:00 Wzrost PKB będzie niższy. W dół poszły też produkcja przemysłowa i wzrost inwestycji. Ministerstwo Rozwoju tnie prognozy gospodarcze dla Polski, a my pytamy ekonomistów, czy dalsze cięcia są możliwe. 52
  • 21 sie 2016, 20:00 Harowanie na mieszkanie 8 lat musi pracować statystyczny Polak, żeby pozwolić sobie na zakup 70-metrowego mieszkania. Takie samo lokum Niemiec kupi sobie już po 39 miesiącach pracy. Nasz wynik jest 5. najgorszym w raporcie „Property Index... 54
  • 21 sie 2016, 20:00 Rosja wytoczyła swoje najcięższe, ostateczne działa – blef totalny. Zachowuje się tak, jakby w każdej chwili miała wybuchnąć wojna. Wojna, której nie ma zamiaru toczyć. Liczy na to, że Zachód jeszcze bardziej nie chce jej toczyć i zgodzi się w ramach ustępstw znieść sankcje... 56
  • 21 sie 2016, 20:00 W tegorocznej kampanii prezydenckiej liberalne media są wyjątkowo stronnicze, ale Donald Trump nie jest bez winy, bo sam dostarcza im amunicji do ataków. 59
  • 21 sie 2016, 20:00 W Dubaju zakazana przez islam swoboda obyczajowa kryje się za przyciemnionymi szybami luksusowych samochodów. Co z tego wynika dla kobiet, opowiada Aleksandra Chrobak, autorka książki „Beduinki na Instagramie”. 62
  • 21 sie 2016, 20:00 Nie mają już realnej władzy, ale uchodzą za ostoję tradycji. Coraz częściej jednak rody królewskie stają się źródłem plotek i skandali. 65
  • 21 sie 2016, 20:00 Polskie książki dla młodszych czytelników mają się świetnie. I maluchy, i nastolatki znajdują w księgarniach mnóstwo świetnych lektur rodzimych autorów. I kupują je. 70
  • 21 sie 2016, 20:00 Dziecko jest bezwzględne i nie będzie się męczyć tym, co mu się nie podoba – mówi Rafał Skarżycki, autor cyklu powieściowego „Hej, Jędrek!”, współtwórca komiksów „Jeż Jerzy” oraz „Tymek i Mistrz”. 73
  • 21 sie 2016, 20:00 Neil Young twardo nie wyraża zgody na to, by muzyka rockowa zgłupiała do reszty. Jest chyba ostatnim rockmanem, który trwa w przeświadczeniu, że muzyka jest sposobem wyrażania swoich poglądów i zmieniania świata na lepszy. 74
  • 21 sie 2016, 20:00 Adwokat mordercy Mazurkiewicza bagatelizował śmierć sześciu ofiar jako że były szkodnikami socjalistycznego państwa. 77
  • 21 sie 2016, 20:00 Naukowcy szukają leku na starość w ludzkiej krwi. Zainspirował ich głośny dwa lata temu eksperyment „odmładzania” mózgu starych myszy krwią młodszych osobników. 80
  • 21 sie 2016, 20:00 80 lat temu Polska zrobiła interes dwudziestolecia na wojnie domowej w Hiszpanii. 82
  • 21 sie 2016, 20:00 Książki Johna le Carrégo, mistrza szpiegowskiego thrillera, są pasjonujące, ale jego biografia jest równie ciekawa. David Cornwell, bo tak naprawdę się nazywa, to prawdziwy gigant, pisarz, który przekroczył granice literatury gatunkowej... 85
  • 21 sie 2016, 20:00 Niepublikowane wcześ niej nagranie White Stripes – „City Lights” – to jest oczywiście ozdoba tej antologii, ale całoś ć układa się w coś wię cej niż tylko kolejną retrospektywną składankę . W przypadku White’a i jego... 86
  • 21 sie 2016, 20:00 Są filmy, które zdają się całkowicie niepotrzebne. I to jeden z tych przypadków. Nowa wersja „Ben-Hura” tej klasycznej – nagrodzonej w 1960 r. 11 Oscarami – nie dorasta nawet do pięt (w sandałach, które noszą bohaterowie).... 87
  • 21 sie 2016, 20:00 Jeśli chodzi o samochody, to zawsze najważniejsze są dwa uczucia – pierwsze wejrzenie i sentyment. Z tym drugim nikt nie wygra. Ktoś za młodu jeździł jeepem, alfą czy fiatem i do końca życia będzie pamiętał, jak wówczas było... 88
  • 21 sie 2016, 20:00 DO GRONA PRODUCENTÓW GOGLI do wirtualnej rzeczywistości dołączył właśnie Intel. Projekt Intela nazywa się Alloy i już w założeniu ma być rewolucyjny, ich gogle nie będą bowiem potrzebowały żadnych kabli. Urządzenie będzie... 89
  • 21 sie 2016, 20:00 Z lewicą, nie tylko polską, ale też tą europejską, jest trochę jak z poszukiwaczami złotego pociągu. 90
  • 21 sie 2016, 20:00 Inteligentna sieć energetyczna oplata coraz większe obszary Europy. Pytanie tylko, czy w instalacji nie dojdzie do zwarcia, bo nie wszystkie kraje UE zdecydowały się na wdrożenie podstawowych części sieci, jakimi są nowoczesne liczniki prądu. 92
  • 21 sie 2016, 20:00 Klienci PGE Dystrybucji jeszcze w tym roku przekonają się, jak działają inteligentne liczniki energii elektrycznej. Pilotaż rozpoczął się w Białymstoku i Łodzi. 96
  • 21 sie 2016, 20:00 Piąte miejsce na świecie wśród lotnisk pod względem liczby śledzących na Twitterze i jeden z najwyższych wskaźników interaktywności na Facebooku – Lotnisko Chopina w Warszawie może być wzorem dla innych firm, jak komunikować się z klientami w erze mediów społecznościowych. 98

ZKDP - Nakład kontrolowany