Superman ma dosyć

Superman ma dosyć

Straciłem dawną pewność sądów. Częściej mówię „nie wiem” niż „być może” i dużo częściej niż „wiem” – mówi reżyser Jan jakub Kolski.

Ciągle pan ćwiczy?

Tyle, ile mogę, ale dużo mniej, niż bym chciał. Wrócę na siłownię jesienią, po paru korektach organizmu, które są konieczne.

Atletyczna sylwetka zawsze była pana wizytówką. Ale od niedawna podobno pozwolił pan sobie w życiu na słabość.

No tak, odkryłem wygodę słabości. Dzięki niej można dłużej spać, więcej jeść. A mówiąc serio, umocowałem kiedyś poprzeczkę wymagań wobec siebie bardzo wysoko. Kiedy przestałem jej dosięgać, niektórzy zaczęli na mnie patrzeć jak na kalekę. Moja perfekcyjność wzięła się ze strachu. Bałem się, że ktoś mi ukradnie film – operator, aktor albo, nie daj Boże, montażysta. Stąd wzięła się potrzeba autoryzowania każdego drobiazgu. Nikt poza mną nie mógł decydować o miejscu ustawienia kamery, wysokości, długości ogniskowej obiektywu. No i w ten sposób w drodze do niezależności uzależniłem się od innych.

Dlaczego?


Bo stworzyłem fałszywy obraz supermana, który ze wszystkim sobie poradzi. Więc ludzie zaczęli u mnie zamawiać rozwiązania rozmaitych problemów. To się przeniosło poza plan filmowy. Przestałem odczytywać własne potrzeby. Organizm odmówił mi posłuszeństwa. Dał sygnał, że nie chce tak dalej. Wyrazem tego sprzeciwu jest „Zabić bobra”. Wszystko tam wynika z niezgody na „zamówienie” na Kolskiego. Stąd bierze się w tym filmie niepoprawność, szorstkość, rozpulsowanie, mrok. Główny bohater Eryk jest bardzo podszyty mną.

To opowieść o silnym mężczyźnie, który nie radzi sobie z bagażem wspomnień i skrywanych tajemnic. Wyczerpał się pewien wzorzec mężczyzny?

Wizerunek macho z nieustającym wysiewem adrenaliny już zaczyna śmieszyć. Obraz rzeczywistości proponowany przez prawdziwych mężczyzn jest pokraczny i staroświecki. To widać w polityce, w filmie. Mężczyźni ze sfery publicznej z ich samczą retoryką są dość żałośni. Na to już trudno się nabrać. Mam nadzieję, że się nie mylę. W każdym razie we mnie ten męski ton cichnie. Straciłem dawną pewność sądów. Częściej mówię „nie wiem” niż „być może” i dużo częściej niż „wiem”.

Podsumował pan swoje życie?

Ależ skąd! Nie zajmuję się tym wcale. Z determinacją uczę się nie patrzeć wstecz, żyć tu i teraz. Próbuję się uwolnić od zapisów na siebie, ale też nie dokonuję zuchwałych wypadów wyobraźnią w przyszłość.

Skąd się ta zmiana wzięła?

Cezurą była śmierć mojej mamy. Straszne, czteromiesięczne umieranie, które postawiło mnie przed ciągiem egzaminów. I wie pan, prawie żadnego z nich nie zdałem. Moja kochana matka widziała we mnie bohatera, a ja nie umiałem wypowiedzieć właściwych zdań, nie umiałem uspokoić, odjąć strachu czy choćby mocniej trzymać za rękę.

Jednocześnie kończył pan film.

Bo mama nie pozwoliła mi przerwać roboty. Dlatego ten film jest jej dedykowany. Raz tylko nie sprostałem. Nie wyszedłem na plan, choć wszyscy na mnie czekali. Pierwszy i jedyny dotąd raz w życiu. Ale wtedy nie miałem nic do zaoferowania ani innym, ani sobie poza obrazem kompletnie załamanego człowieka. Teraz myślę, że może powinienem im się wtedy taki pokazać; w całej bezwstydności i prawdzie.

Nie pierwszy raz przeżył pan śmierć bliskiej osoby. Stracił pan siostrę.

Robi się nam rozmowa o sprawach ostatecznych, ale niech tak będzie. Wtedy miałem się kim opiekować. Zajmowałem się rodzicami, synem Ewy – tak długo, aż zadebiutował w fabule jako autor zdjęć do „Zabić bobra”. Z kolei gdy zmarł ojciec, stworzyłem system opieki wokół mamy. I dopiero kiedy trzeba było zaopiekować się sobą, okazało się, że nie umiem.

Urodziła się panu córka.

O, wreszcie coś o życiu. W książce „Egzamin z oddychania” jest taka scena: 55-letni mężczyzna, doktor habilitowany od filmu, świeżo odznaczony krzyżem oficerskim przez prezydenta, wchodzi do apteki. Kupuje największe pampersy dla odchodzącej matki i najmniejsze dla córki, która właśnie się urodziła. Ta scena się zdarzyła, a jej bohater musiał po prostu wypełniać swoje obowiązki. Gdybym ją przeczytał w scenariuszu, uznałbym scenarzystę za idiotę. Jak można tak słabo pisać?! Podpowiem, że imię tego scenarzysty zaczyna się na B.

W nakręconej w 1984 r. szkolnej etiudzie „Umieranko” opisał pan umieranie na wsi, tradycyjne, wpisane w naturalny cykl. Dzisiaj odchodzi się inaczej.

Pamiętam z dzieciństwa domy, gdzie odbywały się śpiewy przy otwartej trumnie. To były zadziwiające spektakle: po jednej stronie pokój z dymem gromnicznym, z zawodzącymi płaczkami, po drugiej pokój z dymem papierosowym, rozmawiającymi i śmiejącymi się mężczyznami. Granicą tych światów stawały się otwarte drzwi między izbami. Wtedy odkryłem, jak silnie zachodzą na siebie sacrum i profanum. W tych pożegnaniach było coś podniosłego, ale też po ludzku zwyczajnego. Starzy ludzie odchodzili, dzieci patrzyły na trumnę, na nieboszczyka, na wosk zastygły na dłoniach. To było w jakiejś sferze nawet uwodzicielskie. Może dlatego, zainfekowany wspomnieniem dzieciństwa, tak bardzo nie potrafiłem przystać na obraz matki „wszczepionej” w tę pajęczynę z rurek, rur, przewodów, maszyn ssąco-tłoczących, pikających i świecących różnymi kolorami. Ta cała nowoczesna maszyneria nie pozwalała jej odejść z godnością. Sam nigdy nie przystanę na taki koniec. Coś wymyślę, a pan wie, że umiem wymyślać rozmaite wynalazki.

Bliskich ratuje się do końca.

No tak, ale nowoczesna medycyna odarła odchodzenie z podniosłości. Umieranie, które widziałem w szpitalu, było trywialne, pozbawione śladu sacrum. Zawierało się w wizgotach, szumach, przelewaniu się płynów, pikaniach, nawoływaniu pielęgniarek. W czymś całkowicie mechanicznym i bezdusznym. W „Zabić bobra” to wrażenie się odcisnęło. Mój mrok, niezgoda, złość, gniew. Pospolite wkurwienie. Dlatego ten film może budzić kontrowersje. Niektórzy go mocno odczują, inni wezmą za dziwactwo.

Mówi pan o rytuale odchodzenia. Ale świat Jańciów Wodników, który pan opisywał, zniknął.

Tak. Nie widzę go już ani w sobie, ani na zewnątrz. Chodzę po wsi, rozmawiam z ludźmi, przyglądam się światu o tych samych współrzędnych geograficznych. Ale tam już nie ma tradycyjnej, ludowej duchowości, życia w zgodzie z rytmem natury. Jest zhomogenizowana, popkulturowa papka.

W Popielawach nie odnajduje już pan realiów, w których pan dorastał?

Czasem odgłos z przeszłości wrzuci mnie w prześwit do dzieciństwa. Ale już panu mówiłem – próbuję się karmić dzisiejszym nastrojem, potrzebami, obowiązkami. Głównym elementem pejzażu popielawskiego jest stary dom, w którym mieszkałem z dziadkami. Odkupiłem ten kawałek ziemi od gminy. Opatrzony graffiti, stoi z boku, niszczeje. A ja nie będę go odnawiał. Niech odchodzi w przeszłość. Buduję nowy, głównie z drewna. Podoba mi się to zajęcie. Ile mogę, robię sam. Nie spieszę się. Kiedy brakuje mi pieniędzy, zatrzymuję prace. Budynek będzie się składał głównie z podcieni. Zawsze marzyłem, żeby otulony cieniem z ukrycia patrzeć na świat.

Zostawił pan za sobą realizm magiczny. Kolejny film „Serce, serduszko i koniec świata”, który właśnie pan kończy, ma być bliski rzeczywistości.

Kiedyś potrzebowałem kina, żeby zbudować świat lepszy niż ten, który mi się zdarzał. Szukałem w nim rekompensaty, odpowiedzi na deficyty z życia. „Serce...” oddaje mnie dzisiejszego, pokazuje, ile w tej drodze do „tu i teraz” mam sukcesów. Nie bardzo dużo, ale trochę już mam. To słodko-gorzki film. Jasny i wzruszający, ale wierny prawdzie o małych, bieszczadzkich osadach. Kreuję, ale też pokazuję świat. On po prostu jest. I są ludzie. Chodzą, oddychają, mają swoje historie.

Jaka jest wieś, kiedy patrzy pan na nią bez filtra wyobraźni?

Ta bieszczadzka? Zadziwiająca. W Bieszczadach spotkałem ludzi, na których nie da się patrzeć z góry. Tam dzisiaj mieszkają obok siebie zakapiorzy, którzy pouciekali za marzeniami z miast, rdzenni mieszkańcy, dezerterzy z korporacji, potomkowie Łemków. Ale tworzą organizm funkcjonujący w równowadze.

Patrząc na Polskę z dystansu, co pan widzi?

Jestem przestraszony stopniem spolaryzowania społecznego. To jeden z powodów, dla których coraz mniej łaknę komunikacji ze światem. Dzieje się coś obrzydliwego. Nie powiem niezrozumiałego, bo potencjał kłótni polsko-polskiej można było odczytać już wcześniej. On nie narodził się razem z okrągłym stołem czy katastrofą smoleńską.

A kiedy?

Wie pan, bardzo dawno temu. Pamięta pan mój film „Pogrzeb kartofla”? Przywołałem tam prawdziwy los mojego dziadka Jakuba Szewczyka, legionisty, szefa obwodu AK, kawalera dwóch Krzyży Walecznych. Po wojnie Popielawy przywitały dziadka wracającego z obozu koncentracyjnego w Auschwitz splunięciem i oskarżeniem, że był „albo Żydem, albo złodziejem”. Jedno i drugie było na równi dyskwalifikujące. I dziadek musiał oszczercy wybić zęby, żeby otworzyć sobie drogę do normalnego życia. My, Polacy, musimy mieć wroga; Żyda, Ruska, Niemca, komunistę. Wtedy czujemy się dobrze; świat jest czytelny, my lepsi niż oni. Każda ze stron dzisiejszego podziału odwołuje się do tej polskiej starej, nieprzemijającej potrzeby.

Wspomina pan dorastanie w latach 50. i 60. Nie zazdrości pan czasem córce, że wychowa się w innym kraju?

Nie. Filmy się zmieniły, internet jest coraz szybszy. Ale pytania zadawane przez dziecko są te same. Może tylko jak Pola dorośnie, będzie miała na przykład 12 lat, znajdzie się w lepszym położeniu niż ja w jej wieku. Ja wtedy wyjechałem z Wrocławia do Popielaw, do dziadków.

To był potwornie burzliwy i niespokojny 1968 r., a pan opowiada o nim wyłącznie z prywatnej perspektywy.

Bo taki był mój cały świat. Dość trudny. Chodziłem cztery kilometry na piechotę do szkoły, o rowerze mogłem pomarzyć. Brak miejsca do nauki, spanie w małej izbie razem z dziadkami, bieda, tęsknota. Miejscowi dla żartu wysyłali mnie z teczką po prąd. A ja byłem łatwowiernym dzieciakiem i biegłem, prosząc o niego prababcię. Ale ta bieda przemieniła się w bogactwo. Poszedłem w świat z niepodległą popielawską wyobraźnią. Nie mogłem wtedy zobaczyć praskiej wiosny, bo miałem za małe oczy. I Marca ’68 też nie mogłem zobaczyć. Dla mnie oznaczał on jedynie błoto na butach.

Wciąż mówi pan o zmianach w swoim życiu. Ma pan również inną hierarchię wartości?

Nie. Lojalność ciągle cenię najbardziej. To się sprawdza w życiu i w kinie. Jeszcze szczerość, życzliwość, przyzwoitość, punktualność, dotrzymywanie słowa. To także fundamenty istnienia w kinie, inaczej jest ono niewiele warte. Dopiero później są scenariusz, zdjęcia, prowadzenie aktorów.

A samo kino? Zawiódł się pan na nim?

Za bardzo w nie uwierzyłem. Na Piotrkowskiej 15 w Łodzi było kino mojego pradziadka, 13 stycznia 2007 r. minęło 100 lat od jego założenia. Filmem zajmowali się również dziadek Kolski, ojciec, siostra. Teraz bratanek i siostrzeniec. Pełno tego było w moim życiu. Jako chłopiec, jeszcze we Wrocławiu, nie bardzo wiedziałem, czy człowiek, który jest u nas na obiedzie, to jeszcze Gustlik, czy już Franek Pieczka, a rosół je Olgierd czy Roman Wilhelmi. Kiedy wracałem z postsynchronów do „Czterech pancernych i psa” w hełmofonie, który dostałem od Janusza Gajosa, byłem przekonany, że dostałem go od Janka. Trudno się przed tym obronić, nie pomylić życia z kinem.

Zawsze opowiadał pan w filmach o losach swoich bliskich i własnych przeżyciach.

Jeszcze niedawno zapytałbym pana: „A jak można inaczej?”. Bo jeśli reżyser jest autorem, to film musi być świadectwem. Dzisiaj się nad tym nie zastanawiam. Tak po prostu jest.

Wyobraża pan sobie siebie za dziesięć lat?

Nawet nie próbuję się tym obciążać. Pewnie będę robił jakieś filmy. Może nawet usiądę na krześle z napisem „Reżyser”. Do tej pory zwykle biegałem po planie, zaglądałem w każdą dziurę, wszystko kontrolowałem. I nigdy nie użyłem słowa „akcja”. Kiedyś przy reklamie, w której grały dzieci, zaproponowano mi drugiego reżysera, który miał bardzo donośny głos. Gdy wrzasnął „akcja!”, jedno z dzieci zsikało się ze strachu. Ja zawsze mówię: „Proszę”. Może więc za dziesięć lat usiądę w fotelu, zapalę cygaro i krzyknę „akcja!”? A później przeproszę za ten idiotyczny pomysł. ■

Okładka tygodnika WPROST: 11/2014
Więcej możesz przeczytać w 11/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 11/2014 (1619)

  • Polityka falliczna 9 mar 2014, 20:00 Nie ma jasności, na czym będzie polegała Putinowska wojna, ale wiadomo już, że rosyjski autokrata obudził sporo uśpionych demonów. Różnie je można nazywać: militarnym zapałem, niepohamowaną żądzą bohaterstwa lub polityką... 4
  • Skaner 9 mar 2014, 20:00 SPORT Paraolimpiada w cieniu wojny Ruszyła paraolimpiada w Soczi. Zawody potrwają do 16 marca. I choć igrzyska odbywają się w cieniu tlącej się na Krymie wojny, to żadna z drużyn nie wycofała się z zawodów. Podczas ceremonii otwarcia w... 6
  • Ukraina jak Majdan 9 mar 2014, 20:00 Specjalnie dla „Wprost”: Arsenij Jaceniuk, Ołeh Tiahnybok i Andrij Parubij – mężczyźni po czterdziestce, którzy niedawno stali na czele ukraińskiego protestu, a dziś przejęli odpowiedzialność za kraj. 14
  • Prezydent Tusk 9 mar 2014, 20:00 Donald Tusk niespodziewanie wszedł w buty prezydenta. I niespodziewanie wygrał. 20
  • Wojna polsko-ruska pod flagą amerykańską 9 mar 2014, 20:00 Po kilku dniach walki zostałaby nam TYLKO LEŚNA PARTYZANTKA – tak o konfrontacji naszej armii z Rosją mówią doświadczeni dowódcy. 22
  • Zawiodłem, jest mi wstyd 9 mar 2014, 20:00 Premier powiedział mi, że tego po mnie się nie spodziewał. O dwie buteleczki za daleko – mówi JACEK PROTASIEWICZ, europoseł i niedawny szef kampanii PO do europarlamentu. 26
  • Jeden test na całe życie 9 mar 2014, 20:00 Geny są najrzetelniejszym źródłem informacji o tym, jak możemy się uchronić przed chorobami – mówi dr inż. Katarzyna Okręglicka, fizjolog żywienia. 29
  • Poszukując świętego 9 mar 2014, 20:00 Karol Wojtyła to żaden landrynkowy ani botoksowy święty – mówi ks. Sławomir Oder, postulator w procesie kanonizacyjnym Jana Pawła II i dysponent papieskich relikwii. 30
  • Mężowie swoich żon 9 mar 2014, 20:00 Spełnione Żony są wdzięczne swoim mężom, że im to umożliwili. 34
  • Tatarzy nie chcą uciekać 9 mar 2014, 20:00 Tatarzy krymscy mieszkający w Polsce z niepokojem śledzą informacje z Krymu. Wiedzą, że gdyby ich bliscy dali się sprowokować, skutki byłyby tragiczne. 38
  • Bal wiedeński, bal brukselski 9 mar 2014, 20:00 Mam nadzieję, że Francis Fukuyama – piewca końca historii – przewraca się w grobie. Tak, wiem, że żyje, chodzi mi o grób jego konceptów. Historia ma się dziś bowiem nadzwyczaj dobrze i znów tańczy na balu, który... 41
  • Celebryci XL 9 mar 2014, 20:00 Polskie gwiazdy skutecznie udowadniają, że kilka kilogramów więcej to nie tragedia. Ich bunt przeciwko dyktaturze chudzielców zaczyna przynosić efekty. 42
  • Bez własnej woli 9 mar 2014, 20:00 Zwolennicy ubezwłasnowolnienia uważają, że to często jedyna możliwość ochrony chorych. Przeciwnicy mówią, że to przestarzały przepis, godzący w prawa obywatelskie. 46
  • Nestorzy będą coraz aktywniejsi 9 mar 2014, 20:00 Umiejętnie skonstruowane, uczciwe, specjalne oferty skierowane do seniorów mogą pomóc ich przekonać do optymalnego korzystania na co dzień z różnych, także tych najnowocześniejszych instrumentów finansowych. 48
  • Przeprowadzka na drugą stronę 9 mar 2014, 20:00 Często cierpienie duszy człowieka umierającego jest równie silne jak ciała. Moim zadaniem jest temu cierpieniu ulżyć – mówi Agnieszka Kaluga, pisarka i wolontariuszka w hospicjum. 52
  • Akcja pod Caritasem 9 mar 2014, 20:00 Ksiądz dyrektor ełckiego Caritasu malwersuje pieniądze – twierdzi biznesmen, który ofiarował tej organizacji charytatywnej milion euro. 56
  • Jaki ojciec, taki syn 9 mar 2014, 20:00 SYNOWIE SŁAWNYCH OJCÓW nie szukają własnej drogi. Czują, że będzie im łatwiej, gdy pójdą przetartą ścieżką kariery. 60
  • W szponach Esmeraldy 9 mar 2014, 20:00 Oszukańcza loteria szczęścia kręciła się według wzorców z Zachodu, ale mechanizmu pilnowali rodzimi specjaliści od psychologii. 64
  • Biedni przeciw bogatym 9 mar 2014, 20:00 Po drugiej stronie Atlantyku też trwa rewolucja. Jednocześnie do ukraińskiej podobna i zupełnie od niej różna. 68
  • Profilaktyka i rehabilitacja 9 mar 2014, 20:00 Właściwa higiena zębów i prawidłowo prowadzona rehabilitacja zwarcia mogą uchronić przed utratą zębów – mówi dr Agnieszka Sicińska, dyrektor medyczny Centrum Stomatologicznego Eurodental. 71
  • Szwedzi, którzy nienawidzą kobiet 9 mar 2014, 20:00 Szwedzki feminizm osiągnął niemal wszystko. Poza zmianą społecznej mentalności. Fala nienawiści do kobiet zalewa dziś szwedzki internet, przemoc wobec nich rośnie. 72
  • Złoto dyktatorów 9 mar 2014, 20:00 Skarby, które zostawił po sobie Wiktor Janukowycz, pokazują jego bezguście i manię wielkości. Nie różnił się w tej kwestii od innych satrapów. 74
  • Drużyna sponsora 9 mar 2014, 20:00 Nieważne, czy przegrywają, czy wracają z medalem. Sportowcy stali się dla biznesu MASZYNKAMI DO ZARABIANIA pieniędzy. 78
  • Mała bitkatastrofa 9 mar 2014, 20:00 Gwałtowne załamanie BITCOINA nie osłabiło apetytu na wirtualne waluty. Coraz więcej specjalistów twierdzi, że przyszłość należy do bitpieniądza. 82
  • Prawie dorosła gospodarka 9 mar 2014, 20:00 W oczach światowych finansistów Polska nie jest już jednym z rynków wschodzących, ale odrębnym bytem. Dla nas to oznacza więcej stabilności i niższe koszty. 84
  • Rajd w komórkach 9 mar 2014, 20:00 Naukowcy potrafią sterować pojazdami wprowadzonymi do żywej ludzkiej komórki. Już niedługo roboty naprawcze zalęgną się w twoich żyłach i mózgu. 86
  • Superman ma dosyć 9 mar 2014, 20:00 Straciłem dawną pewność sądów. Częściej mówię „nie wiem” niż „być może” i dużo częściej niż „wiem” – mówi reżyser Jan jakub Kolski. 88
  • Nienasycony apetyt 9 mar 2014, 20:00 Niby wydał już u nas sześć kryminałów, ale wciąż czeka na odkrycie – Leif GW Persson, szwedzki specjalista od spisków na szczytach władzy i ciężkiego życia policji. 92
  • Kalejdoskop kulturalny 9 mar 2014, 20:00 MUZYKA Muzyka szczęścia Przez ostatnie osiem lat Pharrell Williams pracował na sukcesy wielu gwiazd popu, produkując ich płyty i pojawiając się na nich gościnnie. Teraz przypomina o sobie nowym solowym albumem „Girl”. Tej... 94
  • Bomba tygodnia 9 mar 2014, 20:00 Ich trzech Jest dym. Znowu. Odbyła się premiera filmu „Kamienie na szaniec”, lektury szkolnej, na której wychowali się niemal wszyscy mieszkający nad Wisłą. W związku z tym tradycyjnie, jak to w naszym pięknym kraju,... 98

ZKDP - Nakład kontrolowany