W porę puknęłam się w czoło

W porę puknęłam się w czoło

Show-biznes mnie troszkę rozczarował. W dupie mam, co o mnie powiedzą, jestem za stara, żeby kokietować – mówi Ilona Łepkowska, nazywana królową polskich seriali.

Podobno Ilona Łepkowska porzuca seriale. Znowu. Ile razy można?

Ilona Łepkowska: Odchodzę z posady producenta „Barw szczęścia”. Tym razem definitywnie, choć nie jest to łatwe. Próbowano mnie zatrzymać, bo odejście współproducenta i głównego pomysłodawcy fabuły to zawsze dla serialu ryzyko.

Dlaczego teraz?

To przyszło z zewnątrz. Szykowałam się do atrakcyjnego urlopu, kiedy nagle się okazało, że przez potworny ból nie mogę się ruszyć. Nawalił kręgosłup. Miesiąc nie wstawałam z łóżka, ale mimo to na silnych lekach przeciwbólowych musiałam sprawdzać materiały literackie i zatwierdzać odcinki serialu przed montażem. Miałam też sen, w którym jakaś serialowa postać pomieszała mi się z prawdziwymi ludźmi. Wtedy powiedziałam sobie: „Łepkowska, zaczyna ci odbijać szajba, czas z tym kończyć!”. Po prostu mam dość. Każdy normalny człowiek ma czasem prawo, żeby zachorować, odpocząć.

A pani sobie takiego prawa nie dawała.

Bo zawsze mi się wydawało, że muszę dawać sobie radę ze wszystkim. Trzy lata temu miałam poważną operację barku. Zamiast dochodzić do siebie, nauczyłam się używać myszki lewą ręką i poprawiałam tak na komputerze odcinki. Po takiej operacji lekarze dają trzy miesiące zwolnienia. Ja wzięłam trzy dni. Tylko na pobyt w szpitalu.

Może trudno się pani pogodzić z tym, że polska branża filmowa się bez pani nie zawali.

Nie zawali się na pewno. Mój tata mawiał, że cmentarze są pełne ludzi niezastąpionych. Ale z drugiej strony to on zaszczepił we mnie to – chwilami nadmierne – poczucie odpowiedzialności. Wie pani, ja nie potrafię się po prostu wyłączyć. Proponowano mi na przykład, żebym jednak nie zostawiała całkowicie „Barw szczęścia”, żebym trochę je nadal doglądała. Tylko że ja tak nie umiem. Nie potrafię przeczytać źle napisanego odcinka i machnąć ręką. Albo coś się robi porządnie…

Albo wcale. Podobno często mówi to pani swoim aktorom.

Tak mówię? Być może. Bywam szczera i apodyktyczna.

Stawia im też pani brutalne ultimatum: „Albo grasz u mnie, albo wcale”.

Takie podpisujemy z nimi umowy. Odpowiadam za produkcję serialu, za jego poziom, za to, co dostaną widzowie. Na ogół jestem bardzo konkretna, więc sprawiam wrażenie ostrej. Jednak moim zdaniem w głębi duszy jestem aniołem, tylko nikt tego nie widzi.

I anioł właśnie się zmęczył?

Anioł zaczął się uczyć, jak być dobrą dla siebie samej. Od dłuższego czasu, siadając do laptopa, miałam odruch wymiotny. Stwierdziłam, że to bez sensu, i swojej decyzji jestem dziś absolutnie pewna.

Złośliwi mówią, że to pani odchodzenie to tak naprawdę podbijanie stawki…

Bzdura. Pieniądze w pracy to ważny motyw. Ale w tej chwili żadne argumenty, także natury finansowej, nie są w stanie mnie zatrzymać.

Przyzna pani jednak, że serialowa produkcja to komfort finansowy. Za taśmową produkcją idą taśmowe przelewy.

Oczywiście. Tylko komfort przestaje być komfortem, jeżeli człowiek dobrze zarabia, a nie ma kiedy z przyjemnością wydać tej kasy.

Jakoś trudno mi współczuć…

Żeby było jasne: nie narzekam. Jestem szczęśliwa, że praca, którą wykonuję i w której odniosłam sukces, daje mi dochody pozwalające spokojnie żyć. Tylko co z tego, że mam pieniądze na to, żeby pojechać na drugi koniec świata, jeżeli nie mam możliwości, żeby urwać się z pracy na dłużej niż tydzień? Tymczasem czas pędzi nieubłaganie. Niedługo kończę sześćdziesiątkę, mam prawo zwolnić tempo. Powoli dochodzę do wniosku, że nic nie muszę. Że mogę sobie po prostu pójść wieczorem spacerkiem z mężem i psem na lody. Mam też ogródek przy mieszkaniu i wielki ogród przy domu na wsi, w których ciągle jest coś do zrobienia. Mam też nowe projekty.

A więc jednak. Jakieś szczegóły?

Na pewno nie będę już producentem i głównym scenarzystą jakiegoś serialu jednocześnie. Na pewno nie wezmę na siebie żadnego „tasiemca”, bo to obowiązek, który przez lata nie pozwala odejść. Jeśli będę wymyślać jakiś serial, to nie sama, tylko z kimś, żebym nie miała wszystkiego na głowie. I najwyżej jakieś 13 odcinków w sezonie, raz w tygodniu. Chcę też robić zupełnie nowe rzeczy. Zdecydowałam się zainwestować swoje prywatne pieniądze w artystyczny projekt fabularny mojej koleżanki Natalii Korynckiej-Gruz. Z pełną świadomością, że mogę na tym stracić. Ale pomyślałam – dlaczego nie? Zrobiłam w życiu tyle komercji, że może czas zrobić coś dla przyjemności i „honoru domu”. Wyszedł dobry film z bardzo dobrą obsadą. Podoba się tym, którzy go już widzieli w wersji roboczej.

Pani ogląda swoje produkcje?

W telewizji? Nie, tylko na montażu. Nie oglądam też swoich dawnych seriali.

A cudze?

Chętnie, najchętniej longiem, na DVD. Ale seriale, nie opery mydlane. Teraz na przykład „Dynastię Tudorów”, już trzeci sezon. Na te, które pokazuje na bieżąco telewizja, nie mam czasu. Nie jestem osobą, która przychodzi do domu o 16.30, bo o 16.10 ma autobus spod biura, a potem szybko obiera kartofle, żeby zdążyć z obiadem na „Klan”. Ciężko pracuję, w różnych godzinach, poza tym prowadzę dość intensywne życie towarzyskie, staram się bywać w teatrze i w kinie. Więc nie oglądam. Najwyżej przypadkiem zerknę na kawałek jakiejś dawnej produkcji.

Na przykład?

„M jak miłość”. Niedawno stwierdziłam, że trzech czwartych postaci w ogóle nie znam. To po co mam oglądać?

I pomyślała pani sobie: „Kurczę, co oni zrobili z takim fajnym serialem”, tak?

Miałam tak. I przy „Na dobre i na złe”, i przy „emce”. Ale na szczęście w porę puknęłam się w głowę. Oddałam, więc to nie jest już moje i nic mi do tego.

Wyobrażam sobie, że pani następczyni nie miała łatwo.

Oj, nie miała. Próbowałam ją na początku nakierowywać, poprawiać. Ona się stroszyła, ja byłam zła. Wszyscy, którzy pracują po mnie, są w trudnej sytuacji. Zresztą wiele osób uważa, że nadal robię „Na dobre i na złe”, choć przestałam jakieś 12 lat temu, podobnie jest z „M jak miłość”, przy którym też już nie pracuję dobrych kilka lat. To wkurza moich następców, ale czasem też mnie, bo czuję się przez to odpowiedzialna za zjawisko, które nie zawsze mi się podoba.

Czyli?

Kiedy zaczynałam „Klan”, to był pierwszy z tak długich polskich seriali telewizyjnych. Staraliśmy się z Wojtkiem Niżyńskim robić go najlepiej, jak potrafiiśmy. Po czym nagle się okazało, że każdy kolejny serial to kura znosząca złote jajka. Więc tych seriali zaczęło być coraz więcej, w tym samym czasie na rynek weszły tabloidy, pojawili się celebryci. Seriale stały się liczniejsze i w większości bardzo powierzchowne, a kryzys sprawił, że w dodatku muszą być coraz tańsze. Coś, co było przed dziesięciu laty przyzwoitą rozrywką z głębszym sensem, staje się coraz częściej papką. Przykre.

Ale dochodowe. Wzięła pani kiedyś jakiś serial, żeby spłacić kredyt?

Nie musiałam, bo nigdy niczego na kredyt nie kupiłam. I nie dlatego, że dostałam mieszkanie od rodziców, odziedziczyłam majątek po babci czy cioci. Po prostu zawsze starałam się żyć na miarę swoich dochodów. Nie wydawałam nawet w myślach pieniędzy, których nie miałam na koncie.

Tyle że raczej zawsze pani miała.

Wcale nie. Dziś powodzi mi się dobrze, ale nie zawsze tak było. Kiedyś byłam samotną matką, bez alimentów, bo znudziło mi się szarpanie po komornikach z byłym mężem. Utrzymywałam córkę sama i miałam dokładnie tyle, ile zarobiłam. Jedyne, co zawsze miałam w domu, to 100 zł w pudełku na prywatnego lekarza, bo córka często chorowała. Może dlatego do dziś uważam, że kupowanie torebki za 5 tys. zł czy sukienki za 15 tys. jest niemoralne i głupie. Wie pani, jak dzisiaj patrzę na przykład na Piotra Adamczyka, którego zresztą znam i cenię, i widzę go non stop w serialu albo w reklamach, to zastanawiam się, gdzie jest granica. I czy naprawdę tak trzeba.

Pani chyba też ceni komfort.

Bardzo lubię pojechać za granicę, ale nie mam problemu z lataniem tanimi liniami albo mieszkaniem w dwugwiazdkowym hotelu. Trzy to dla mnie maks.

Nie wierzę.

OK, zdarzyło mi się kiedyś nocować w pięciogwiazdkowym, ale nie było to dla mnie żadne przeżycie. Po prostu wiem już, jak to wygląda, i tyle. Nie że jestem kutwą, tylko myślę sobie: po co? Jeśli jadę do Toskanii, to przecież nie po to, żeby mieć łoże z baldachimem czy łazienkę z jacuzzi i w nim siedzieć, tylko żeby chłonąć piękno, które nas tam otacza. Wydawanie kasy na Ritza to dla mnie kompletnie bez sensu. Nie muszę zarabiać coraz więcej i więcej. Byłam jedyną osobą z kierownictwa „Barw szczęścia”, która protestowała przeciw zwiększeniu liczby odcinków do pięciu razy w tygodniu. Taka taśma produkcyjna mi nie odpowiada. Dla mnie zawsze bardziej będzie się liczyła jakość niż ilość. I to, o czym chcemy widzom opowiadać, a nie ile razy w tygodniu.

W „Barwach szczęścia” pojawił się wątek homoseksualny.

Nie tylko się pojawił, to nadal jest jeden z głównych wątków.

A serial jest emitowany w telewizji publicznej.

Wprowadziliśmy go, kiedy prezesem TVP był Piotr Farfał. No i co?

To, że dzięki pani obyczajowa rewolucja trafiła pod strzechy.

Nie mam takiego poczucia. Chociaż gdyby mi kazano tego geja z filmu usunąć, zagroziłabym, że odejdę.

Nie tylko pani nie usunęła, ale jeszcze wprowadziła w ten gejowski wątek dziecko.

Kiedy zaproponowałam to na naradzie scenariuszowej, zapadła na moment cisza. Fakt.

Sporo widzów też miało problem.

No bo ten Władek taki fajny i jeszcze świetny ojciec, tylko, cholera, czemu gej!? A ja od początku chciałam, żeby to był ktoś, kogo każdy chciałby mieć za syna czy zięcia. Jestem przekonana, że wielu pomogliśmy zrozumieć, że orientacja seksualna nie wiąże się z tym, czy ktoś jest dobry, czy zły.

Myśli pani, że wrócimy jeszcze do mądrych seriali?

Liczę na to, że doczekam takiego momentu. Może zrobi to telewizja publiczna, która ma przecież misję do spełniania? Podobno polskie HBO przymierza się do serialu o Jagiellonach. Byłoby świetnie, bo jeżeli oglądamy „Dynastię Tudorów” czy „Rodzinę Borgiów”, to dlaczego nie mamy się zająć naszą historią? Nie rozumiem na przykład, dlaczego nie zrobiliśmy jeszcze serialu o Marii Skłodowskiej-Curie. To nie tylko dwa Noble, ale i fascynujące życie osobiste.

Może pani powinna?

Bardzo chętnie, jeżeli tylko pojawi się propozycja. Człowiek ma jakieś obowiązki wobec własnego dziedzictwa. Źle się czuję z tym, że te nasze telewizje tłuką jeden show za drugim.

Widzowie to lubią.

Ja czasami też. Na przykład programy kulinarne. Ale nie może być tak, że kupujemy tylko zagraniczne formaty, a własne zarzynamy, jak to się stało z „Szansą na sukces”.

Czasem się jednak nam udaje. „Rodzinka” świetnie się przyjęła.

Podobnie jak „Niania”. Tyle że najpierw wkłada się ogromny wysiłek, żeby taki serial przystosować do lokalnego rynku, a potem przez cały czas ma ograniczenia i buli kasę zagranicznym twórcom i producentom. A nasi scenarzyści nie mają możliwości pokazać, na co ich stać. To bez sensu. Nie chodzi mi o to, żebym to ja zarabiała. Ale niech to robią młodzi. Niech się rozwijają, uczą. Nie bądźmy kolonią, do której się przywozi paciorki.

Kilka oryginalnych produkcji też mieliśmy. Np. doskonałą „Głęboką wodę”.

Serial, który dostał Prix Italia.

I zginął.

Bo był za smutny, za trudny, za ponury, w dodatku dotykał drastycznych problemów biedy i wykluczenia społecznego. Tymczasem my, polscy przeciętni widzowie, lubimy, żeby było ładnie i kolorowo, żebyśmy mogli podpatrzeć w serialowych dekoracjach jakąś ładną lampę, która właśnie by nam pasowała do salonu. Ja się czuję z tym bardzo źle. Najpierw zatrudniało się aktorów. Potem zaczęło się zatrudniać osoby, które nie są aktorami i które nawet nie mają talentu, ale za to regularnie ustawiają się na ściankach. A dalej? Dalej jest już tylko „Ekipa z Warszawy”, czy jak to się tam nazywa. Nie chcę w tym uczestniczyć.

Za późno. To pani też stworzyła tego potwora.

Rzeczywiście, mówiono mi, że moja popularność napędza serialom koniunkturę, więc też stawałam czasem na ściance. Aż pomyślałam: właściwie po co mam iść na jakąś imprezę, skoro nie mam kompletnie ochoty? Czy mam kupować nową sukienkę tylko dlatego, żeby na Pudelku nie napisali, że byłam dwa razy w tej samej? Normalni ludzie chodzą trzy, dziesięć czy nawet trzydzieści razy w tej samej, bo albo mają ulubioną, albo nie stać ich na nową. Nasz światek celebrycki na to nie pozwala. To wszystko jest strasznie śmieszne. Nam się wydaje, że jesteśmy jakąś Kalifornią, sęk w tym, że nie jesteśmy, pod żadnym względem. A nasze panie przyjeżdżają w środku zimy na galę w bucikach z odkrytymi palcami i gołymi nogami, tyle że po wyjściu z limuzyny nie ma czerwonego dywanu, ale błoto pośniegowe. Co najwyżej czerwona wykładzina dywanowa namoknięta breją.

Pani te szpilki w brei się znudziły?

Ja się po prostu nie godzę na takie bzdury. Mam kłopoty z nerkami i gówno mnie, za przeproszeniem, interesuje, że ktoś potem napisze komentarz, że przyszłam na premierę w rajstopach i zimowych butach. Albo że za te pieniądze, które zarabiam, powinnam sobie zrobić operację plastyczną. Otóż mogłabym, ale na pewno nie powinnam i nie zamierzam.

I nie wytnie pani tego w autoryzacji?

Nie wytnę. Dwa razy zdarzyło mi się odbierać Telekamerę w tej samej sukni, bo mi było szkoda wydawać na nową. Stwierdziłam, że zmienię tylko szal i będzie gites. I było, nikt nie zauważył.

Rozczarowała się pani światem show-biznesu?

Troszkę tak, chociaż ciągle jedną nogą w nim jestem. Widzę jednak, że nasze życie celebryckie to coraz bardziej totalny plastik. W programach śniadaniowych najpierw jest przepis na krupnik, potem materiał o zakonnicy, która gwałciła dzieci, potem ewentualnie coś o nowym trendzie w malowaniu paznokci i o jakimś nowym zjawisku w kulturze. A między tymi materiałami jeszcze pani, która przychodzi do studia i opowiada, jak to była wieczorem na bankiecie i zadawała gwiazdom pytanie, czy pamiętają swoją maturę. O uroczystości rozdania poważnych nagród filmowych pisze się w kontekście tego, jaką sukienkę miała na gali Joanna Kulig.

Pani za to też odpowiada, bo pani te gwiazdy promowała.

OK, biorę część winy na siebie. Myślę, że rzeczywiście, bezwiednie się do tego przyczyniłam.

A pani tym plastikiem nie przesiąkła? Nie było pokusy?

Na szczęście zawsze, kiedy zaczynałam podnosić głowę, moje otoczenie ściągało mnie na ziemię. Jeszcze w PRL, kiedy zrobiłam komedię „Och, Karol”, a przed kasami kin ustawiały się długie kolejki, tata uważał, że zajmuję się czymś niepoważnym. Do końca życia miał zresztą takie wrażenie. Był naukowcem, siostra została nauczycielką, brat adwokatem, a ja? Robię w jakiejś mało ambitnej rozrywce. Mama pod koniec życia reagowała niby inaczej, czytała na przykład wywiady ze mną, ale przesadnej ekscytacji moimi dokonaniami też nie przejawiała. Więc rodzina zawsze mnie stawiała do pionu.

A mąż?

W ogóle nie ogląda moich seriali, nie kojarzy nawet zbyt dobrze ich tytułów.

Bo jest politykiem, znanym działaczem opozycji demokratycznej w PRL. W dodatku prawicowym.

Kiedyś pisali o mnie, że jestem grubą, wstrętną ropuchą. Po tym jak się związałam ze Sławkiem [Czesławem Bieleckim – red.], piszą, że jestem grubą, wstrętną, żydowską i PiS-owską ropuchą.

Czyli czyta pani komentarze w internecie na swój temat.

Był taki okres, kiedy na forach czytałam niesłychanie inteligentne i zabawne wpisy. W tej chwili tylko to, że ktoś jest gruby, chudy albo źle ubrany. Po materiale, w którym pokazywane były domy gwiazd, ktoś napisał, że na wieżyczce domu Sławka, w którym mieszkam, powinna być flaga z gwiazdą Dawida. Wtedy pomyślałam, że przejmowanie się ludźmi, którzy piszą takie rzeczy, jest poniżej mojej godności.

Niektórzy piszą jednak o pani dobrze. Ostatnio nazwisko Łepkowska pojawiło się na liście nominowanych w plebiscycie 25-lecia „Ludzie Wolności”.

Jak zobaczyłam swoje zdjęcie i nazwisko w gazecie, poczułam się beznadziejnie.

Dlaczego?

Bo to mi się wydaje strasznie na wyrost. Ja odniosłam sukces w dziedzinie kompletnie komercyjnej. Owszem, w tym, co robię, jestem dobra, ale też miałam farta. Trafiłam na moment, w którym seriale zaczęły być szalenie popularne. Wie pani, oglądałam gazetową informację o tej nominacji z moim mężem, człowiekiem, który za tę wolność siedział w więzieniu, 11 miesięcy głodował. I pomyślałam: „Boże, świat chyba oszalał”.

A on?

Żartował, że byłam królową seriali, a teraz jestem nawet cesarzową. Wiem, że powinnam za tę nominację podziękować, więc z grzeczności to robię. Ale dla mnie to sprowadzenie słowa „wolność” do tego plastikowego świata. Podobne uczucie miałam przy swoim pierwszym filmie, „Och, Karol”.

Który okazał się nieprawdopodobnym hitem.

A ja się poryczałam. To była komedia, którą napisałam w dziesięć wieczorów, a mówiono, że to film, który jest nadzieją podupadającej polskiej kinematografii. Teraz czułam podobnie: reklamując plebiscyt „Ludzie Wolności”, w telewizji pokazują między innymi przemawiającego w Kongresie USA Wałęsę. Co ja robię w tym towarzystwie, jakaś pani od seriali? Scenarzystka, która tylko ma w miarę sprawne pióro i żelazny tyłek, żeby siąść na dziesięć godzin i poskładać puzzle wątków w odcinek numer 1245...

Ludzie powiedzą, że pani kokietuje.

Sorry, ale w dupie mam, co o mnie powiedzą. Ja mówię o sobie prawdę. Jestem za stara, żeby kokietować. ■

Okładka tygodnika WPROST: 19/2014
Więcej możesz przeczytać w 19/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Spis treści tygodnika Wprost nr 19/2014 (1627)

  • Odszedł ojciec polskiego kapitalizmu 4 maj 2014, 20:00 Nie ma poglądów politycznych, ma tylko ekonomiczne – pamiętam, że takimi słowami mój ojciec podsumował wręczenie Nagrody Kisiela Mieczysławowi Wilczkowi. Był rok 1990. Poznałem go właśnie wtedy, kiedy do późnej nocy... 4
  • Skaner 4 maj 2014, 20:00 RPO przeciw „ustawie o Trynkiewiczu” Rzecznik praw obywatelskich prof. Irena Lipowicz chce zaskarżyć do Trybunału Konstytucyjnego ustawę o izolacji niebezpiecznych przestępców – dowiedział się nieoficjalnie... 6
  • Między wami. Liberałami 4 maj 2014, 20:00 Chcesz uchodzić za arbitra elegancji i dobrych manier, a tu ktoś ci przypomina, że sam chodziłeś po domu w brudnych butach i plułeś na parkiet. Tak właśnie jest z Donaldem Tuskiem i wspomnieniami Pawła Piskorskiego. Nie dziwi, że Tusk... 8
  • Wielka przesiadka 4 maj 2014, 20:00 W dniu, w którym Jan Paweł II „przesiadł się z klasy ekonomicznej do biznes” i zaczął „tańczyć ze św. Faustyną”, moja wiara w resztki zdrowego rozsądku wielu publicznych osób rozpadła się na kawałki. W studio... 8
  • Rachunek dla państwa 4 maj 2014, 20:00 Za nami majowy długi weekend. Jak twierdzą ekonomiści, nie stać nas na taki luksus. Padają zastraszające liczby, mówi się o miliardach złotych, jakie na wielkiej majówce straciła gospodarka. Pewnie tak jest, ale czy większym problemem... 9
  • Wojna czy pokój 4 maj 2014, 20:00 W konflikcie na Ukrainie niemal wszystko zostaje sprowadzone do porównań. Majdanowcy są równi separatystom z Doniecka. Niepodległość Krymu jest jak niepodległość Kosowa. Na Ukrainie może i działają rosyjscy agenci, ale działają też... 10
  • Grande familia 4 maj 2014, 20:00 Nic nie zmieniać, robić swoje – z tą dewizą Pałac Prezydencki chce dojechać do kolejnej kadencji. Do wyborów został rok. 12
  • Król, gubernator i policja 4 maj 2014, 20:00 Oddajcie nam króla bursztynu – apeluje rosyjska prokuratura. Jeśli mnie odeślecie, to mnie tam zabiją – odpowiada zainteresowany. 16
  • Dwa konie, jeden wóz 4 maj 2014, 20:00 We dwoje możemy więcej – mówią Dorota Wellman i Marcin Prokop, gwiazdy TVN. 20
  • Pożyczaj bezpiecznie – masz prawo! 4 maj 2014, 20:00 Czy niskie oprocentowanie jest równoznaczne z niskimi kosztami pożyczki? Na co należy zwrócić uwagę, wybierając ofertę pożyczkową? Wielu z nas nie potrafi odpowiedzieć na te pytania. A bez tego łatwo o katastrofę dla domowego budżetu. 27
  • Klątwa nad ministrem 4 maj 2014, 20:00 To był proces za wstrzymanie prywatyzacji PZU. Były minister skarbu Andrzej Chronowski nie ma w tej sprawie wątpliwości. 28
  • W porę puknęłam się w czoło 4 maj 2014, 20:00 Show-biznes mnie troszkę rozczarował. W dupie mam, co o mnie powiedzą, jestem za stara, żeby kokietować – mówi Ilona Łepkowska, nazywana królową polskich seriali. 31
  • Coś tu śmierdzi 4 maj 2014, 20:00 Kolejne polskie miasta wprowadzają zakazy korzystania z komunikacji miejskiej dla osób, które śmierdzą. Ale jak ocenić, kiedy kończy się nieprzyjemny zapach, a zaczyna smród? 36
  • Ciąża bez brzucha 4 maj 2014, 20:00 Maniaczki odchudzania w trosce o szczupłą sylwetkę nawet w ciąży stosują drakońskie diety i wyczerpujące ćwiczenia. 40
  • Żonie przywalam słowem 4 maj 2014, 20:00 Boksowanie to straszny stres, po zakończeniu kariery jeszcze długo mi się śniło, że będę musiał walczyć, w łóżku tarłem nogami, budziłem się w nerwach. Dopiero po kilku latach mi odpuściło – mówi Dariusz Michalczewski. 44
  • Szkoły bez gender 4 maj 2014, 20:00 Coraz więcej szkół publicznych przyłącza się do antygenderowego ruchu edukacyjnego. Jak ustalił „Wprost”, ministerstwo zastanawia się, czy nie postawić temu tamy. 48
  • Ceprom dogodzić 4 maj 2014, 20:00 Jak to się stało, że z tego miasta zrobił się nowy Bangladesz – pytają Paulina Młynarska i Beata Sabała-Zielińska, autorki książki „Zakopane. Nie ma przebacz!”. 51
  • Odzyskać historię 4 maj 2014, 20:00 Musimy szybko zmienić program wycieczek młodych Żydów do Polski, póki jeszcze żyją ostatni ocaleni. 54
  • Hitler na innej planecie 4 maj 2014, 20:00 O tym, że Ewa Braun mogła być w ciąży i przeżyć wojnę, a także o spiskowych teoriach na temat powojennych losów Adolfa Hitlera w 69. rocznicę jego śmierci, mówi Bogusław Wołoszański, historyk i pisarz. 56
  • PRL bez majtek 4 maj 2014, 20:00 W Polsce Ludowej naturyści pojawili się jako echo rewolucji obyczajowej na Zachodzie. Ich największym wrogiem okazała się jednak nie władza, lecz seks - pisze Grzegorz Sieczkowski w swojej książce „Skandale PRL-u”. 58
  • Mobbing, kasa i czekoladki 4 maj 2014, 20:00 Warszawski onkolog oskarżony o żerowanie na umierających pacjentach. 62
  • Baby z jajami 4 maj 2014, 20:00 Przyszłość Ameryki należy do pań. Rządzą w biznesie i w polityce. Możliwie, że za dwa lata w wyborach prezydenckich staną w szranki same kobiety. 66
  • Miasto fuszerka 4 maj 2014, 20:00 Przyciąga turystów klimatem wolności. Ale miejscowi mają Berlina dość. Niedokończone lotnisko to tylko jedna z wielu porażek niemieckiej stolicy. 69
  • Durow bez kontaktu 4 maj 2014, 20:00 Twórca rosyjskiego „Facebooka”, legendarny Paweł Durow, traci kontrolę nad firmą i ucieka za granicę. To gwóźdź do trumny wolności słowa w Rosji. 72
  • Zbankrutowani po polsku 4 maj 2014, 20:00 Przedsiębiorcy poszkodowani przez państwo nie palą opon. Na razie, bo powoli zaczynają im puszczać nerwy. 74
  • Wzrost na papierze 4 maj 2014, 20:00 Po włączeniu do PKB dochodów z prostytucji i przemytu może się okazać, że nie warto zwalczać przestępczości, bo poprawia budżet. 78
  • Gołe ściany Europy 4 maj 2014, 20:00 Kryzys sprawił, że w UE stoi 11 mln pustych domów, podczas gdy już ponad 4 mln Europejczyków jest bez dachu nad głową. 80
  • Rewolucja w ubezpieczeniach 4 maj 2014, 20:00 PZU nie będzie już uczestniczył w wojnie cenowej na polisy OC. Chce przyciągnąć klientów jakością i szybkością obsługi. 82
  • Polisa od nerwów 4 maj 2014, 20:00 Gdy wyjeżdżamy na wyczekiwany urlop, powinniśmy zadbać nie tylko o przygotowanie samochodu, lecz także o odpowiednią polisę ubezpieczeniową. Nikomu nie życzymy kolizji na wakacjach, ale niestety może ona się przydarzyć. A wtedy dobrze być na nią przygotowanym. 85
  • Technofobia. To się leczy? 4 maj 2014, 20:00 Lady Gaga boi się telefonów, a Elton John chce wyłączyć internet. Strach przed techniką rodzi nerwice, prowadzi do samobójstw i zamieszek. 86
  • Dramat non fiction 4 maj 2014, 20:00 Pierwszy na świecie fabularyzowany dokument „Powstanie warszawskie” wchodzi do kin 9 maja. Niezwykły, mocny film. 88
  • Siwy jak Clooney 4 maj 2014, 20:00 Nie szukam w kinie splendoru, nie zawróciły mi w głowie pieniądze. Mam inną słabość. Pragnienie wrażeń – mówi aktor Matt Damon. 92
  • Kalejdoskop kulturalny 4 maj 2014, 20:00 Vivian odnaleziona Była skrytą osobą – to zdanie powtarzają wszyscy znajomi zmarłej artystki. Jest rok 2009. Na aukcji staroci historyk John Maloof kupuje pudło z negatywami. Szuka zdjęć dawnego Chicago. Jednak klisze przerastają... 94
  • Bomba tygodnia 4 maj 2014, 20:00 Dziennikarstwo bardzo śledcze Niech schowają się skłonni do zwierzeń mafiosi. Tropiciele afer gospodarczych. Nielegalnych zegarków na przegubach polityków. Nadszedł czas dziennikarstwa śledczego w szołbizie. W ciągu ostatnich dni bowiem... 98
  • Sposób na pirata 4 maj 2014, 20:00 W polskim biznesie filmowym wszyscy są w okopach. Twórcy, producenci, dystrybutorzy twardo grają pod siebie i nikt nie chce ustąpić. A piractwo kwitnie, sądząc z gorących dyskusji toczących wokół seriali, które w Polsce nie były... 102
  • To, co najważniejsze 4 maj 2014, 20:00 Kto zarobił na majówce? branży piwnej wiadomo W nie od dziś, że to słońce jest najlepszym sprzedawcą złotego trunku. W browarze w Żywcu obliczono, że wzrost lub spadek średniej temperatury miesięcznej o 1 stopień Celsjusza oznacza od... 103
  • Gra o wszystko 4 maj 2014, 20:00 Polska jest filmowym pirackim zagłębiem Europy, mimo że coraz więcej widzów chce płacić za legalne oglądanie filmów w internecie. Tyle że jak na razie nikt im tego nie proponuje. 106
  • Rewolucja jest nieuchronna 4 maj 2014, 20:00 Zaproponowaliśmy właścicielom kin i dystrybutorom, by filmy polskie znacznie szybciej trafiały do internetu. Niestety okazało się, że jest na to za wcześnie – mówi w rozmowie z „Wprost Biznes” Agnieszka Odorowicz, dyrektor generalna Państwowego Instytutu... 107
  • Złodziej ma przewagę 4 maj 2014, 20:00 Jeżeli nie zlikwiduje się piractwa, rozpowszechnianie treści, nie tylko w internecie, będzie nieopłacalne – mówi Mariusz Łukomski, prezes Monolith Films, dystrybutora filmowego. 110
  • Reformatorska odwaga 4 maj 2014, 20:00 Wyzwolona energia Beata Szydło, wiceprezes PiS Staliśmy się częścią wolnego, demokratycznego świata. Truizmem jest dziś mówienie o tym, że największym osiągnięciem była zmiana systemu i wprowadzenie zasad wolnorynkowych, ale z... 112
  • Bez szans na Avans 4 maj 2014, 20:00 Upadek sieci Avans może zatrząść całym rynkiem elektromarketów w Polsce. 116
  • Rządcy na folwarkach 4 maj 2014, 20:00 – Armia prokuratorów, urzędników i sędziów pilnuje, by w Polsce do żadnych zmian nie dopuścić – mówi „Wprost Biznes” Marcin Kołodziejczyk, jeden z założycieli ruchu społecznego Niepokonani. 118
  • Biznes i technologie 4 maj 2014, 20:00 Kosmiczne klocki Twoje dziecko interesuje się kosmosem. Firma Littlebits razem z inżynierami z NASA wypuściła właśnie na rynek (na razie amerykański) zestaw zabawek, które pozwolą na domową eksplorację kosmosu. Zestaw składa się z 12... 120
  • W środku wakacji 4 maj 2014, 20:00 Piotr Dziura, wiceprezes zarządu GERDA BROKER Inflacja w strefie euro okazała się zaskakująco niska. Nie oczekuję jednak, że na przyszłotygodniowym posiedzeniu, ECB ogłosi najbardziej wyczekiwaną informację - o skupie obligacji. Mimo to... 121
  • Hossa wynikająca z anomalii 4 maj 2014, 20:00 Podczas gdy większość indeksów akcji traci, na rynkach surowcowych mamy hossę. Wszystko przez pogodę. 122
  • Jak być smart 4 maj 2014, 20:00 Jak osiągać cele, które sobie postawiliśmy? Najważniejsze to jak najszybciej wykonać pierwszy krok. 123
  • Dwie książki 4 maj 2014, 20:00 Słodkie rady profesora Bliklego „Doktryna jakości. Rzecz o skutecznym zarządzaniu”, Andrzej Jacek Blikle, Wyd. Helion, 2014 W jego cukierniach pracuje już piąte pokolenie rodziny i 240 pracowników. Jak zmotywować taką rzeszę... 124

ZKDP - Nakład kontrolowany