Jemeńczycy mają smutek w oczach. „Zapomniana wojna w zapomnianym kraju”

Jemeńczycy mają smutek w oczach. „Zapomniana wojna w zapomnianym kraju”

Zdjęcia z Jemenu
Zdjęcia z Jemenu / Źródło: Rafał Grzelewski / PAH
– Wojna w Jemenie nie toczy się w całym kraju, ale wszędzie odciska swoje piętno – powiedział Rafał Grzelewski. O balansowaniu mieszkańców tego kraju na granicy życia i śmierci w wywiadzie dla Wprost.pl opowiada rzecznik prasowy Polskiej Akcji Humanitarnej.

Magdalena Frindt, Wprost.pl: Wojna domowa w Jemenie rozpoczęła się w 2015 roku. Czy uważa Pan, że reakcja świata na ten problem jest wystarczająca?

Rafał Grzelewski, rzecznik prasowy PAH: Jemen znalazł się w bardzo trudnym punkcie swojej historii. Stał się de facto areną starć różnych sił regionalnych, które toczą na nim okrutną wojnę. Takie zagmatwanie nie służy szybkiemu zakończeniu konfliktu. Świat zaczyna się w tym gubić, a z czasem po prostu zapomina. Jemeńczycy mi mówili często, że to jest zapomniana wojna, w zapomnianym kraju. Jemen ma wielkie tradycje i kulturę, ale wyniszczający długotrwały konflikt sprawia, że widzimy tylko migawki wojenne gdzieś na peryferiach świata. A tam żyją ludzie z krwi i kości, zupełnie tacy jak my, marzący tylko, żeby w ich kraju było bezpiecznie.

„W Jemenie od czterech lat trwa wyniszczający konflikt, na skutek którego najbardziej cierpią najsłabsi: dzieci, osoby starsze, kobiety. Potrzeby są ogromne, pomocy humanitarnej potrzebuje aż 24 z 29 milionów mieszkańców Jemenu. To jedna z największych katastrof humanitarnych na świecie” – czytamy na stronie PAH. Z jakimi problemami na co dzień muszą zmagać się mieszkańcy Jemenu?

Wojna w Jemenie nie toczy się w całym kraju, ale wszędzie odciska swoje piętno. W najgorszym położeniu są oczywiście ludzie, którzy mieszkają w okolicy frontu. Ich życie jest bezpośrednio zagrożone, ale też jest tam największy problem z głodem i niedożywieniem. Przez zniszczone drogi nie dojeżdżają tam zapasy wody i jedzenia. Na własne oczy widziałem jak ludzie, żeby oszukać głód jedzą papkę z gotowanych liści krzewów, które w normalnych warunkach są niejadalne i nie mają żadnych wartości odżywczych. Ci którym udało się uciec od wojny, stali się uchodźcami we własnym kraju. Jednak niewielu z nich mieszka w prawdziwych obozach dla uchodźców. Większość musiała sama sobie znaleźć miejsce i zbudować schronienia z tego, co było dostępne w okolicy.

W jakich warunkach mieszkają Jemeńczycy?

Czasami są to szałasy kryte zeschniętymi liśćmi bananowców, które w dzień nagrzewają się do ekstremalnie wysokich temperatur. Nie da się tam żyć. Wszędzie są roje much i komarów malarycznych, panują bardzo złe warunki sanitarne, co chwilę wybuchają epidemie cholery. Pustynny pył sprawia, że dzieci ciągle kaszlą.

Jak wygląda sytuacja w miastach?

Tam nie jest wiele lepiej, bo gołym okiem widać jak załamały się usługi publiczne – śmieci zalegają na ulicach, bo wiele śmieciarek w czasie wojny zostało zagarniętych na potrzeby bojowe. W wielu miejscach ścieki wylewają się na ulice przez zatkaną kanalizację. Rury nie wytrzymują takiego obciążenia w dzielnicach, do których wprowadziły się setki tysięcy uchodźców. To wielkie zagrożenie epidemiologiczne.

Wszędzie wzrosły też bardzo ceny, zwłaszcza jedzenia, więc dla wielu ludzi zakup produktów żywnościowych jest nieosiągalny.

Co Panem najbardziej wstrząsnęło na miejscu? Czy jest taki obraz, który zapamięta Pan na zawsze?

Odwiedziłem jeden ze szpitali na prowincji, który kiedyś był zwykłym szpitalem powiatowym, a teraz stał się frontowym, bo walki toczą się bardzo blisko. Codziennie do szpitala przywożonych jest kilkudziesięciu ciężko rannych ludzi, także cywili, którzy znaleźli się na linii strzału. W oddziale ratunkowym szpitala jest tylko dwóch lekarzy w ciągu dnia, a jeden w nocy. Wszyscy pracują tam z wielkim poświęceniem, na granicy ludzkiej wytrzymałości, ale przy tylu pacjentach nie są w stanie zająć się wszystkimi. Więc bardzo wielu ludzi umiera. W tym samym szpitalu, znajduje się oddział leczenia niedożywienia u dzieci. Leczone są tam maluchy, które z braku jedzenia znalazły się na granicy życia i śmierci. Tylko od początku roku trafiło tam 500 małych pacjentów. Szef oddziału mówił mi, że wielu z nich nie udało się już uratować, bo zostały przywiezione w ciężkim stadium niedożywienia, już z komplikacjami. W tym szpitalu, jak w soczewce, widać dwa najstraszliwsze skutki wojny – zranienia wojenne i głód. Co chwila słychać tam też odgłosy wybuchających rakiet i bomb. To bardzo przygnębiające miejsce.

Kiedy Polska Akcja Humanitarna zaangażowała się w pomoc Jemeńczykom?

Od dłuższego czasu spływały do nas raporty o wielkiej skali tego kryzysu, ale musieliśmy czekać na formalne zgody, więc zaczęliśmy w grudniu ubiegłego roku udzielać pomocy tym Jemeńczykom, którzy uciekli do pobliskiego afrykańskiego państwa Dżibuti. W końcu też dostaliśmy pozwolenie na działanie w samym Jemenie i założyliśmy tam niedawno naszą kolejną stałą misję, ponieważ Jemen będzie wymagał pomocy nawet wiele lat po zakończeniu wojny.

Czego dotyczą prowadzone przez Państwa działania?

W dużej szkole na prowincji kończymy właśnie teraz budowę toalet, ponieważ placówka była do tej pory zupełnie pozbawiona sanitariatów i dzieci załatwiały się pod szkołą. W efekcie powstało duże zagrożenie epidemiologiczne, uczniowie chorowali na biegunki, zdarzały się przypadki cholery. Z kolei wiele uczennic rezygnowało z lekcji, bo nie mogły w ogóle skorzystać z toalety. Doprowadziliśmy tam też wodę i będziemy prowadzić szkolenia z higieny.

Wraz z Caritas Polska i przy wsparciu finansowym polskiego MSZ lada moment zaczniemy wymieniać rury kanalizacyjne w jednej z dzielnic Aden, o której wcześniej wspominałem, gdzie ścieki wylewają się na ulicę. Znaleźliśmy też małą wiejską przychodnię, która została zniszczona w czasie wojny i brakowało tam naprawdę wszystkiego włącznie z wodą i lekami. Niedawno skończył się w niej remont, kupiliśmy leki, sprzęt laboratoryjny, zatrudniliśmy personel medyczny. Ludzie, którzy od lat nie byli u lekarza w końcu mają opiekę medyczną. Nasza misja tam dopiero się rozwija, przed nami dużo innych działań humanitarnych.

Jak Jemeńczycy reagują na niesioną pomoc? Jakby Pan ich scharakteryzował – czy są to osoby nieufne pogrążone w smutku, czy chociaż znajdują się w wyjątkowo trudnej sytuacji, potrafią cieszyć się momentami, w których ktoś wyciąga do nich pomocną dłoń?

Mimo toczącej się wojny, Jemeńczycy są w ogóle bardzo przyjaznymi ludźmi. Gdziekolwiek się nie pojawialiśmy, bardzo serdecznie nas witali i dzielili się swoimi historiami. Widzą w nas wielką nadzieję na poprawę swojego losu, bo wiedzą, że państwo przeżywające taki kryzys nie będzie mogło im pomóc. Chcą też bardzo, żeby ktoś ich usłyszał, żeby ich głos przebił się do świata. Jednocześnie, nawet jeśli mają bardzo złe warunki życiowe to są szczęśliwi, że udało im się uciec w bezpieczne rejony i przynajmniej nic im nie zagraża, są z rodzinami.

A dzieci?

Dzieciaki jak to dzieciaki, zwykle się śmieją, nie do końca rozumieją co się wokół nich dzieje. W oczach rodziców widać wielki smutek. Nie mają wielkich marzeń, zwykle liczą tylko, żeby chociaż dzieci miały lepszy los.

Może się to wydać nieco błahe, ale wszyscy też narzekają na ekstremalnie wysokie temperatury, bo mieszkają w schronieniach, w których nie można nawet włączyć wentylatora. Narzekamy czasami na upały, ale w Jemenie takie temperatury są tylko zimą. W okresie letnim z nieba leje się żar, który nie pozwala swobodnie oddychać, myśleć, poruszać się i spać. Z kolei dostęp do wody jest bardzo utrudniony.

Gdy wspomina Pan swój pobyt w Jemenie, co Panu najbardziej utkwiło w pamięci?

Wciąż mam przed oczami rannych cywiliów w szpitalu niedaleko linii frontu. Rozmawiałem z jedną z pacjentek, która wypasała swoje kozy, gdy niedaleko wybuchła rakieta. W wyniku eksplozji jej ciało zostało poparzone w 70% procentach. Teraz powinno czekać ją kilka operacji, ale nie ma na to szans, bo lekarze cały czas zajmują się rannymi przywiezionymi z frontu. Kobieta więc tylko leży w szpitalu na jednym boku, tym najmniej poparzonym, bo sprawia to najmniejszy ból. Mówi też z trudem, bo ma poparzone usta. Życie jakie znała, skończyło się. Brak specjalistycznego leczenia sprawi, że skóra pacjentki pokryje się bardzo bolesnymi bliznami. A jest młodą kobietą, która przed wypadkiem była bardzo aktywna.

Polska Akcja Humanitarna przekonuje, że nastał „krytyczny moment dla milionów Jemeńczyków”. Jak konkretnie Polacy mogą się zaangażować w pomoc?

Kiedy słyszymy, że gdzieś jest kryzys humanitarny, to zwykle w odruchu serca chcemy z Polski wysyłać pomoc, dostarczać tam coś materialnego. Nie jest to skuteczne, bo często lepiej jest kupić dla tych ludzi coś na miejscu i jednocześnie wesprzeć lokalny rynek. Dlatego my apelujemy o wpłaty na nasze konto, bo dzięki tym pieniądzom będziemy mogli szybko pomóc tym, którzy najbardziej tej pomocy potrzebują. Liczy się naprawdę każda złotówka. W zeszłym roku w ten sposób nasze wsparcie trafiło do około miliona osób na całym świecie.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Pomóż Jemeńczykom, wpłacając pieniądze:

Czytaj też:
Tragiczny wypadek autobusu. Co najmniej 24 osoby nie żyją

Galeria:
Tak wygląda sytuacja w Jemenie. „Zapomniana wojna w zapomnianym kraju”
Źródło: WPROST.pl
 1
  • Zapomnianą wojnę w zapomnianym kraju prowadzą najlepsi "przyjaciele" USA, których obywatele zawalili WTC w NY. Bracia w duchu, godni siebie. Wszelkie, byle obce, ofiary są tej "przyjaźni" warte. In pursuit of happiness and prey.

    Czytaj także