Chcieli zrobić z teatru agencję towarzyską. Emilian Kamiński: Do tej pory ciągają mnie po sądach

Chcieli zrobić z teatru agencję towarzyską. Emilian Kamiński: Do tej pory ciągają mnie po sądach

Emilian Kamiński
Emilian Kamiński / Źródło: Newspix.pl / TEDi
Widmo utraty teatru to była straszna rzecz. Pewnego dnia przyszła grupa osób o bardzo dziwnych powiązaniach i zażądała opuszczenia kamienicy. Do tej pory ciągają mnie po sądach – mówi w rozmowie z Moniką Zamachowską Emilian Kamiński, dyrektor Teatru Kamienica.

Wprost: Emilianie, jak mają się sprawy Twojego teatru i Twojej kariery aktorskiej?

Emilian Kamiński: Takiego zjawiska, jak „moja kariera” nie ma. Wszystko poświęciłem Teatrowi Kamienica i w ogóle nie widzę siebie w oderwaniu od mojego ukochanego miejsca. Prowadzę ten teatr i reżyseruję w nim. Gram tylko w dwóch tytułach. Jest tak, ponieważ prowadzenie prywatnego teatru w naszym kraju jest zadaniem karkołomnym i na nic innego nie może być czasu.

Tak było przed pandemią, a teraz to jest chyba w ogóle zadanie niemożliwe…

Owszem. Trzeba bardzo kochać życie, żeby nie popaść w depresję… Ale wiesz, udało mi się zgromadzić bardzo rzetelny, zawodowy zespół pracowników. Mam prawie 40 osób na etacie. Jest Jagoda, nasz dyrektor zarządzający i główna księgowa w jednej osobie, jest Patrycja, manager PR, są ludzie od sprzedaży biletów, zawodowi. Od 16 lat jest ze mną Andrzej, moja prawa ręka od strony prawnej i literackiej, jest nasz wyśmienity akustyk, Maciek. Mamy własne studio nagrań, nagraliśmy nawet duże słuchowisko w trakcie pandemii. Nawet Zosia, Waldek i Ania, moja ekipa sprzątająca, jest w porządku. Wszyscy pracownicy są wspaniali, to są ludzie, którym patrzysz prosto w oczy, dlatego tak muszę o nich walczyć. Każdy z nich ma dom. Ja też, ale ja już nic więcej nie potrzebuję, mam gdzie mieszkać, co jeść, w co się ubrać. To mi wystarczy. Na moich pracowników mogę polegać, ale oni też polegają na mnie. W pracy są samosterowni. Szukają pomysłów, a teraz głównie pieniędzy, kombinują, robią wszystko, co jest możliwe, żebyśmy uchronili się przed klęską.

Od marca mieliśmy kilka trudnych momentów, trzeba było wziąć kredyty, rozstać się z paroma osobami.

Jestem kapitanem, więc moja odpowiedzialność była od początku największa. Miałem takie chwile, gdy bałem się, że zespół się rozpadnie, ludzie się rozejdą. Wiem, że w takim wypadku byłoby mi bardzo trudno wrócić do tego momentu, w którym byliśmy na początku pandemii. A musisz wiedzieć, że przed pandemią to był nasz najlepszy sezon, mieliśmy sześć premier i otwarcie naszej Szkoły Rzemiosł Artystycznych KamArti. Ale nieważne. Udało nam się dostać pieniądze z tarczy antykryzysowej od Ministerstwa Kultury. Pospłacaliśmy długi i w Nowy Rok weszliśmy z nadzieją, że przetrwamy.

Artykuł został opublikowany w 5/2021 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 1

Czytaj także