Był ostatnim krytykiem z powołania. Fenomen Henryka Berezy

Był ostatnim krytykiem z powołania. Fenomen Henryka Berezy

Henryk Bereza
Henryk Bereza / Źródło: Newspix.pl / Marcin Lobaczewski
Henryk Bereza był fenomenem naszego życia literackiego. I prawdziwą jego instytucją. Był krytykiem z powołania i miłości do literatury.

Bereza był ostatnim, a w każdym razie jednym z ostatnich krytyków „czystych”, to znaczy takich, którzy byli tylko krytykami i niczym więcej – nie prowadził zajęć na uniwersytecie, nie szukał zarobku w jakiejś pobocznej działalności, np. dziennikarskiej.

„Po prostu dla mnie nie ma życia bez czytania, całe moje życie jest w swoich istotnych treściach tylko czytaniem” – mówił niedługo przed śmiercią w „Krótkim filmie o czytaniu”. I taka jest prawda o nim. Zmarł w 2012 roku, ale nadal jest obecny w polskim życiu literackim – właśnie ukazały się w dwóch tomach jego „Wypiski ostatnie”, końcowy fragment jego zdumiewającej aktywności pisarskiej.

Berezę poznałem w pierwszej połowie lat 70., gdy był czterdziestokilkuletnim krytykiem w najbardziej twórczym okresie życia – redagował dział krytyki literackiej w prestiżowym miesięczniku „Twórczość”, publikował w innych czasopismach, współpracował z wydawnictwami, był jurorem w literackich konkursach i zasiadał w kapitułach nagród.

Był znany i ceniony, był świetnym kumplem, ale w tym łagodnym w obyciu facecie musiała narastać jakaś głęboko ukrywana frustracja – tak podejrzewam. Co było jej powodem?
Artykuł został opublikowany w 7/2021 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0

Czytaj także