Ważna wiadomość dla frankowiczów. Sąd Najwyższy uchylił rąbka tajemnicy

Ważna wiadomość dla frankowiczów. Sąd Najwyższy uchylił rąbka tajemnicy

Sąd Najwyższy
Sąd Najwyższy / Źródło: Newspix.pl / Konrad Koczywas/FOTONEWS
Z zapartym tchem czekamy na uchwałę składu całej Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, która ma zapaść 25 marca i zakończyć większość rozbieżności w orzeczeniach co do kredytów frankowych. Tymczasem na stronie internetowej Sądu Najwyższego ukazało się uzasadnienie uchwały z 16 lutego (sygn. akt III CZP 11/20), w której uchylono rąbka tajemnicy i rozstrzygnięto o jednym z pytań, na które ma odpowiedzieć SN 25 marca - strony po unieważnieniu umowy muszą się rozliczyć bez uwzględnienia przedawnienia żadnego z roszczeń. Bank zwróci kredytobiorcy wszystko, co ten wpłacił a kredytobiorca musi zwrócić wszystko, co od banku otrzymał.
Zamyka to spekulacje o możliwym przedawnieniu roszczeń banku z tytułu wypłaconego kapitału kredytu przy jednoczesnym braku przedawnienia roszczeń kredytobiorcy.

W czym rzecz?

Po stwierdzeniu nieważności umowy kredytu obie strony muszą sobie zwrócić to, co wzajemnie sobie świadczyły. Klient zwraca uzyskany kapitał, a bank spłacone raty i opłaty. Z tym że termin przedawnienia dla roszczeń banku wynosi 3 lata, a dla roszczeń klienta 10 lat.

Pojawiła się zatem teoria, zgodnie z którą klient może uzyskać wyrok nakazujący bankowi zwrócić mu wszystkie wpłacone w ciągu ostatnich 10 lat kwoty, a gdy bank pozwie klienta o zwrot kapitału, to sąd oddali powództwo, ponieważ od wypłaty kapitału minęło już 3 lata… i bank rozbity.

Między prawem a słusznością, czyli sędziowskie rozterki

Z oczywistych powodów taka możliwość wydała się wielu sędziom niesprawiedliwa. W obawie przed ziszczeniem się tego scenariusza sądy, szczególnie Sąd Okręgowy w Warszawie, zaczęły orzekać zgodnie z tzw. teorią salda – z urzędu rozliczając strony. Gdy klient pozywał bank o wszystkie wpłacone kwoty, to sąd zasądzał mu tylko nadwyżkę nad wypłacony przez bank kapitał, jeśli taka była, w innym wypadku – oddalał roszczenie klienta o zapłatę (tłumacząc, że ten nie spłacił jeszcze kapitału, który otrzymał od banku). Rozwiązanie wydaje się słuszne. Szkopuł w tym, że nijak nie wynika z przepisów polskiego prawa cywilnego, zgodnie z którym każda ze stron ma działać samodzielnie i niezależne dochodzić zwrotu swojego świadczenia, a sąd nie może nikogo w tym zakresie wyręczać. Tylko co z przedawnieniem? Z tą zagwozdką sprawnie uporał się Sąd Najwyższy.

Czytaj też:
Rzecznik Finansowy przestanie wspierać frankowiczów? „Likwidacja jeszcze w tym roku”

Sąd nie będzie samodzielnie potrącał roszczenia banku

Sąd Najwyższy nie zostawił suchej nitki na tzw. teorii salda. Przypomniał rzecz oczywistą dla każdego prawnika - polskie prawo przewiduje co powinien zrobić bank, gdy klient pozwał go o zwrot swoich świadczeń. Otóż powinien w procesie przedstawić do potrącenia swoje roszczenie o zwrot wypłaconego kapitału.

Warto w tym miejscu zauważyć, że na taki właśnie ruch czekałyby sądy w każdej sprawie prowadzonej między dwoma zwykłymi Kowalskimi. Nie ma żadnych podstaw prawnych do tego, żeby bank traktowany był inaczej.

Frankowicze nie rozbiją banku na przedawnieniu

Sąd Najwyższy jednocześnie podkreślił, że w tzw. sprawach frankowych nie może być mowy o przedawnieniu roszczeń banku i braku przedawnienia roszczeń klienta. Podczas gdy wszyscy skupiamy się na terminach 3 i 10-letnich, zapominamy, że fundamentalne znaczenie ma data początkowa, od której owe terminy mają być liczone. Sąd Najwyższy wskazał, że w sprawach frankowych nie będzie to termin wypłaty kapitału czy też spłaty konkretnej raty kredytu. Będzie to moment, w którym sytuacja prawna co do nieważności umowy stała się dla obu stron jasna. Taki stan następuje dopiero po uprawomocnieniu się orzeczenia o stwierdzeniu nieważności umowy.

Dlatego w momencie orzekania, żadne roszczenie, czy to banku czy klienta, nie będzie przedawnione.

Gdyby nie został wyznaczony termin, na którym ma zapaść uchwała składu całej Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, komentowane orzeczenie wywołałoby o wiele większe zainteresowanie.

Czytaj też:
Propozycja KNF dla frankowiczów. „Włos jeży się na głowie. To napuszczanie jednych na drugich”

Dzisiaj niknie ono w cieniu oczekiwanej uchwały z dnia 25 marca. Prawda jest taka, że decyzja Sądu zapadła 16 lutego nie ma żadnego wpływu na rozstrzygnięcie, które ma zapaść 25 marca. Termin komentowanej tu uchwały został wyznaczony wcześniej, niż termin uchwały całej Izby Cywilnej. Jest to czysty zbieg okoliczności, a nie zaplanowane działanie. Jednak wiemy już, że przynajmniej 3 sędziów Sądu Najwyższego wyraża pogląd, zgodnie z którym umowa jest nieważna, a rozliczenie powinno nastąpić bez uwzględnienia przedawnienia roszczenia żadnej ze stron. Dalej czekamy zatem z zapartym tchem na 25 marca…

Magdalena PLEDZIEWICZ: Radca prawny. Prawo na UMK w Toruniu ukończyła w roku 2011, od 2015 r. wpisana na listę radców prawnych przy Okręgowej Izbie Radców Prawnych w Toruniu pod nr Tr-1079. Od 2016 r. zajmuje się sprawami związanymi z rynkiem finansowym ze szczególnym uwzględnieniem ochrony praw konsumenta w sporach z instytucjami finansowymi. W latach 2019-2020 ekspert zewnętrzny w biurze Rzecznika Finansowego. Właścicielka Pledziewicz Kancelarii w Toruniu.
Artykuł został opublikowany w 10/2021 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0

Czytaj także