Marcinkiewicz przedawkował

Marcinkiewicz przedawkował

Dodano:   /  Zmieniono: 
Fot. A. Jagielak/Wprost 
Dla polityków obecność na łamach tabloidów jest jak narkotyk: w umiarkowanych dawkach działa korzystnie, poprawiając samopoczucie. Ale tak jak każdy narkotyk uzależnia. Boleśnie przekonał się o tym były premier Kazimierz Marcinkiewicz, któremu gra z tabloidem wymknęła się spod kontroli.
Gdy „Super Express" napisał o jego rozwodzie, były premier postanowił rozbroić bombę i przedstawić swoją wersję wydarzeń. Liczył, że dzięki temu uda mu się nie tylko nie stracić przychylności opinii publicznej, ale nawet zyskać kilka punktów. Udzielił zaskakująco szczerego wywiadu, a na prośbę o opisanie swojej nowej narzeczonej, przysłał jej zdjęcie. Plan rozegrania romansu na swoją korzyść upadł, gdy „Super Express" opublikował rozmowę z matką Marcinkiewicza, która ostro skrytykowała syna. Zdruzgotany zażądał wówczas wycofania swojego wywiadu. „Super Express” nie tylko tego nie zrobił, ale na dodatek promował rozmowę na pierwszej stronie tytułem „Za rozpad małżeństwa oskarża rodzinę”.

Mimo że Marcinkiewicz z wykorzystywania bulwarówek do lansowania własnej osoby uczynił swój znak firmowy, padł ofiarą próżności i zadufania. Było to tym prostsze, że wcześniej chętnie zapraszał dziennikarzy tabloidów do swojego mieszkania, by pokazać, jak radzi sobie bez żony, czy pląsał na parkiecie z licealistkami podczas ich studniówek, żeby udowodnić, że wciąż jest młody.

Więcej o Marcinkiewicza uzależnieniu od miłości i sławy w poniedziałkowym wydaniu „Wprost"

Pitbul: pies na polityków. Nowy portal rozrywkowy zaprasza!