Niewypały 2009. Konkurs z nagrodami

Niewypały 2009. Konkurs z nagrodami

Dodano:   /  Zmieniono: 16
Miało być lepiej, wyszło... jak zwykle. Oto przegląd tegorocznych dobrych pomysłów rządu i parlamentu, które przy bliższym poznaniu okazały się… niewypałami. Zapraszamy do zabawy internautów: zgłaszajcie swoje własne propozycje, z uzasadnieniem, dlaczego uważacie je za niewypały. Czekamy na nie do 25 grudnia. Autorów najciekawszych niewypałów nagrodzimy 6 zestawami kawy Tchibo oraz 4 książkami Zbigniewa Wojtasińskiego „101 mitów o zdrowiu” wydawnictwa Trio – książki są opatrzone dedykacją autora. Propozycje należy zgłaszać mejlem na adres: online@wprost.pl w tytule wpisując „Niewypały 2009”. W mejlu proszę też podać swoje imię i nazwisko i adres wraz z kodem pocztowym.
1. "Jedno okienko"

Rejestracja firm w jednym okienku miała ulżyć biznesmenom zmęczonym bieganiem od instytucji do instytucji. Tymczasem procedura stała  się... bardziej skomplikowana.  A może przedsiębiorcy niepotrzebnie  zasugerowali się nazwą i uwierzyli, że wszystko załatwią w 5 minut? I rację mają ci, którzy mówią, że jedno okienko działa: jedno w  gminie, jedno w ZUS, jedno w Urzędzie Skarbowym. Na dodatek dokumenty między urzędami przesyłane są pocztą, co oczywiście wydłuża czas oczekiwania na założenie działalności gospodarczej. -  To metoda jak za króla Ćwieczka -  komentuje Katarzyna Urbańska z PKPP Lewiatan. - Póki nie będzie pełnego systemu elektronicznego w sądach i gminach, zakładanie firmy będzie czasochłonne i kosztowne.
Korespondencja za pośrednictwem poczty powoduje bowiem, że zwłoka może
być długa, liczona w tygodniach, a nawet miesiącach.  Były już wiceminister gospodarki Adam Szejnfeld pocieszał: - Życie przedsiębiorcy na pewno się odmieni od roku 2011. Wtedy uruchomimy "zerowe okienko". Firmę będzie można rejestrować przez internet. Trwają pracę nad tym projektem. Czas się bać?

2. Sześciolatki do szkół

Dawno już nie było takiego zamieszania w systemie edukacji. Przypomnijmy. Zgodnie z założeniami reformy od 2009 r. obowiązkowo do szkoły miały iść sześciolatki.  Im bliżej września, tym większy podnosił się krzyk rodziców. Dlaczego? Według przeciwników polskie szkoły nie są na to przygotowane, niektóre są w złym stanie technicznym, brakuje sal, panuje przepełnienie, brak podziału na strefy dla młodszych i starszych, co naraża maluchy na stres, agresję i przemoc. Na reformę zaplanowano 347 mln złotych. Z powodu kryzysu finansowego i konieczność cięć budżetowych z tej kwoty zostało... 40 mln zł. Dano więc rodzicom wybór: przez 3 lata można posyłać 6-latki do szkoły, ale nie trzeba. Jeśli jednak zostawi się malucha w przedszkolu, 6-latek będzie miał taki sam program jak... 5 latek; bez nauki czytania i pisania - poniżej swoich możliwości. A najdziwniejsze w tym całym
zamieszaniu jest to, że w zasadzie wszyscy są zgodni, że dzieci powinny iść do szkoły w wieku 6 lat... Diabeł jak zawsze tkwi w szczegółach.

3. Upadłość konsumencka

Miało być tak: najbardziej zadłużeni mieli szukać ochrony przed wierzycielami i starać się o ogłoszenie prywatnej upadłości w sądzie. Z tej możliwości skorzystało… około 10 osób. Sądy wnioski odrzucają, bo ustawa ma bardzo ostre kryteria dla dłużników. Chodzi o zapis, który mówi, że mogą z niej skorzystać jedynie osoby, które popadły w długi nie z własnej winy, a na skutek nieprzewidzianych okoliczności. W dodatku z ustawy nie mogą skorzystać osoby prowadzące działalność gospodarczą oraz rolnicy. Dłużnik w zasadzie nie ma żadnych korzyści z tego, że stara się o upadłość, równie dobrze jego majątek mógłby zlicytować komornik. Praktyczne nie może liczyć na zmniejszenie długu (chyba, że zabraknie mu majątku i przyszłych dochodów). W dodatku to bankrut musi płacić za postępowanie upadłościowe (200 zł) i to z jego tzw. masy upadłościowej potrącane są koszty likwidacji majątku. Efekt – prawo jest w zasadzie martwe.

4. Pakiet antykryzysowy


Pod tą nazwą kryją się w zasadzie aż cztery programy: pakiet antykryzysowy Ministerstwa Pracy, osobny pakiet Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, rezerwa solidarności oraz dopłaty do kredytów hipotecznych dla osób tracących pracę.
Najszybciej wycofano się z wykorzystania środków z rezerwy. Mimo że od stycznia została podniesiona akcyza na ten cel, pieniądze nie trafiały do najuboższych, ale łatają budżet. Pozostała trójka? Z danych resortu pracy wynika, że tylko 631 bezrobotnych, którzy zaciągnęli kredyt hipoteczny, otrzymało wsparcie w jego spłacie. Mimo że w ostatnim czasie, tj. od grudnia 2008 r. do listopada 2009 r., przybyło 268,1 tys. bezrobotnych.

To może z pomocy korzystają choć przedsiębiorstwa, które kryzys przyparł do muru? Nic podobnego. Wnioski o pomoc w wypłatach dla pracowników złożyło jedynie 63 pracodawców (na kwotę ok. 12 mln zł). A rząd zarezerwował na ten cel… 960 mln zł, spodziewając się, że do końca 2011 roku skorzysta z niej 250 tys. pracowników.
Podobnie jak w przypadku upadłości konsumenckiej winne są wyśrubowane kryteria, jakie muszą spełniać pracodawcy (co najmniej 25-proc. spadek sprzedaży w ciągu trzech miesięcy po 1 lipca 2009 r., zobowiązanie, że nie będą zwalniać pracowników w okresie pobierania dopłat i przez sześć miesięcy po tym czasie). Nie zachęcają też skomplikowane procedury (firma musi m.in. zawrzeć porozumienie z pracownikami w sprawie obniżenia wymiaru czasu pracy czy opracować program naprawczy). Efekt? Z ankiety przeprowadzonej wśród firm przez PKPP Lewiatan wynika, że 80,5 proc. z nich nawet nie rozważa możliwości ubiegania się o taką pomoc.

Wsparcie dla osób podejmujących pracę poza miejscem zamieszkania, dotacje dla zakładających własne firmy oraz zwiększenie limitu pomocy publicznej dla przedsiębiorstw – to miały być najważniejsze działania antykryzysowe za środki z UE. Pomoc miała być dostępna jesienią tego roku. MRR przewidywało, że uruchomi w tym roku na ten cel dodatkowe 700 mln zł. Jednak do tej pory nie został wypłacony żaden dodatek relokacyjny (przysługujący osobie, która podjęła pracę w odległości powyżej 50 km od miejsca zamieszkania) ani motywacyjny (wypłacany osobie, która podjęła pracę za wynagrodzeniem niższym niż u byłego pracodawcy).

5. Dozór elektroniczny


To już ostatnie miejsce na naszej liście. Ostatnie, co nie znaczy, że najmniej efektowne. Początek prac nad elektronicznymi obrożami to rządy SLD. Koniec – rządy PO. Cel szczytny – rozładować tłok w więzieniach i… oszczędzić, bo osoby skazane za lżejsze przewinienia mogłyby pracować i zarabiać na swoje utrzymanie. Ustawa obowiązuje od trzech miesięcy, odtrąbiono wielki sukces. Tymczasem, jak ostatnio doniósł „Dziennik Gazeta Prawna", do sądów skierowano ponad 300 wniosków a obroże założono… 18-tu więźniom. Oszczędności? Koszt przygotowania systemu to bagatela 225 milionów zł.
 16

Czytaj także