Szakal, brat Lenina

Szakal, brat Lenina

Dodano:   /  Zmieniono: 2
Francuskie źródła policyjne doliczyły się 83 ofiar, które Szakal miał zabić osobiście
Miana arcyterrorysty pozbawił go bin Laden. Dziś, po śmierci szefa Al-Kaidy, Iljicz Ramirez Sanchez chętnie odzyskałby prestiżowy tytuł. Zza murów francuskiego więzienia dba o swoją legendę. O mit Carlosa, szlachetnego rewolucjonisty, niesłusznie zwanego Szakalem.
Nie wiadomo, ile osób Szakal zabił osobiście (francuskie źródła policyjne wymieniają 83 ofiary). W napadach i zamachach grup, którymi dowodził w latach 70. i 80., mogło zginąć – według jego nonszalanckich rachub – „może półtora tysiąca ludzi, na pewno jednak nie więcej niż dwa tysiące". Rozmaite akcje, przeprowadzane albo pod szyldem Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny, albo na zlecenie służb bloku wschodniego, albo traktowane jak wyroki „rewolucyjnej sprawiedliwości”, nosiły wspólny znak firmowy. Były na swój sposób stylizowane czy wręcz inscenizowane. Przypadkowe ofiary („straty uboczne”) Szakal miał w pogardzie. Cel i motyw niby były ważne, ale dalece ważniejsza wydawała się sława „guerrillero”.

Fantazja, rozmach, oryginalność. Strzelanie z ręcznego granatnika do samolotu izraelskich linii El Al z tarasu widokowego lotniska Orly. Albo ślubny prezent dla Magdaleny: wspólny atak na jedną z francuskich elektrowni atomowych. Dobrze brzmiało wojenne imię Carlos, zapożyczone ponoć od prezydenta ojczystej Wenezueli Pereza, który znacjonalizował przemysł naftowy. Szakala, drapieżcę nieuchwytnego, ale tchórzliwego, wymyślili dziennikarze brytyjskiego „Guardiana"; sto twarzy dorobili mu pisarze (Forsyth, Ludlum, Clancy) i filmowcy. Ramirez Sanchez nie przyznaje się do tego pseudonimu – inwektywy, na którą nie zasłużył.

Kim naprawdę jest Szakal? O tym dowiecie się czytając artykuł Grzegorza Dobieckiego w najnowszym wydaniu tygodnika "Wprost".


 2

Czytaj także