Barbarzyństwo małego miasta

Barbarzyństwo małego miasta

Dodano:   /  Zmieniono: 
Mateusz Kościukiewicz (fot. Newspix.pl) Źródło: Newspix.pl
Mateusz Kościukiewicz niechętnie mówi o sobie. Dla nas, na kilka dni przed premierą „Baczyńskiego”, świetny aktor zrobił wyjątek.
Ma 26 lat, nagrodę Cybulskiego dla najzdolniejszego aktora młodego pokolenia, laur na festiwalu w Karlowych Warach za rolę zabójcy w „Matce Teresie od kotów”, a dziennikarze porównują go do legend amerykańskiego kina. Mateusz Kościukiewicz przez ostatnie lata uchodził za buntownika, dzisiaj wyciszył się. Jest mężem, ojcem trzymiesięcznej córki. I intrygującym artystą. Na ekrany wchodzi właśnie film „Baczyński” Kordiana Piwowarskiego, w którym gra tytułową rolę.

W wywiadzie dla „Wprost” Kościukiewicz opowiada m.in.:

O swoim pokoleniu: Jest wyzbyte tożsamości. Brakuje nam wspólnego generacyjnego doświadczenia, lecz przede wszystkim wiedzy. Zafundowano nam dziurawą edukację. Próbujemy te luki zapełniać, ale wszystko pędzi w zawrotnym tempie.  Nasze młodzieńcze aspiracje zderzają się z nieprzyjazną rzeczywistością. Kształcisz się, zdobywasz doświadczenie, myślisz, że masz perspektywy i znajdziesz swoje miejsce. A trafiasz na mur. Musisz się przystosowywać do warunków rynku. Świat pozbawia cię marzeń. Bierzesz teczkę i idziesz do pracy, próbujesz zbudować jakiś związek, wszystko chrzani się w codziennej rutynie, bo potrzebujesz samochodu, mieszkania. Zapominasz o pasji, która miała być paliwem na życie.

O własnej drodze: Stale czuję się kimś, kto nie potrafi wyjść na scenę i zagrać Hamleta. A nawet jeśli, zrobiłby to po swojemu. W kinie jednak udaje mi się jakoś iść swoją drogą. Może miałem fart, może jestem cwany, może ktoś dostrzegł coś we mnie i mi pomógł, może sam na to zapracowałem, bo dałem sobie prawo niechodzenia na kompromisy. Nie ulegam pokusie gromadzenia, ciułania. Nie muszę grać w „Kac Wawie”.

Dlaczego wychowując się w Nowym Tomyślu postanowił zostać aktorem: Wiele osób wybiera ten zawód, żeby wyleczyć zadry wyniesione ze swoich małych światów. Z trudnej rodziny, z dzieciństwa bez ojca albo z ojcem, który jest, ale go nie ma. Z poczucia, że jest się gorszym. Mną też targały kompleksy. Biedy, małego miasta. Inni mieli przynajmniej markowe ciuchy, ja nie. Albo byli silni, a ja zawsze byłem drobny. Dlatego odgrywałem zabawiacza. I chciałem się wyrwać  z małomiasteczkowej świadomości, z tego „każdy z każdym o każdym”. Aktorstwo wydawało mi się najłatwiejszym sposobem ucieczki.

O realiach Nowego Tomyśla: Istnieją setki takich miasteczek. Barbarzyńskich, brutalnych. Nie fizycznie, chociaż bójki też nam się zdarzały. Najokrutniejsze są tam hierarchie, które tworzą się na najniższym szczeblu drabiny społecznej, tam gdzie prawie wszyscy żyją w biedzie. W mojej szkole dzieci z miasta mieszały się z wiejskimi. To było zderzenie bardzo biednych z tymi, którzy mają pieniądze, żeby swoją biedę ukryć. Kiedy ludzie są podobnie niedowartościowani, drobne różnice okazują się nie do przeskoczenia. Chociaż myślę, że ta tendencja się odwróci. Bo jednocześnie te małe wspólnoty są silne, mają to, czego tak nam brakuje – tożsamość.

Jak zmieniły się jego priorytety: Idąc na studia, nie miałem głodu wiedzy. Chciałem być legendarnym aktorem, wykreowałem samego siebie. To było infantylne, choć pewnie każdy tak robi, a mnie szło naprawdę przekonująco. Nakładałem maskę na maskę. Nie wytrzymywałem napięcia. Próbowałem koniecznie udowodnić sobie- i wszystkim, jaki jestem wyjątkowy. To częste u aktorów, chcą się dowartościować. Teraz wyluzowałem.

Dlaczego nie zagra w reklamie:  Nie nadaję się do czegoś takiego, nie zamierzam też uczestniczyć w całym śmietniku medialnym. Nie mam w sobie autodestrukcji. Nie odnalazłbym się w pustym showmaństwie. Konsekwencje byłyby dla mnie straszne. To moment. Daje pewnie pieniądze, sławę. Jednak to wszystko ulotne. A ja chciałbym być aktorem trochę dłużej.

Cały wywiad z Mateuszem Kościukiewiczem można przeczytać w najnowszym numerze tygodnika „Wprost”, który od niedzielnego wieczora będzie dostępny w formie e-wydania .


Najnowszy numer "Wprost" będzie także dostępny na Facebooku .