Chór, HIV i pedofilskie wideo

Chór, HIV i pedofilskie wideo

Gdy atmosfera wokół niego zaczęła tężeć, Wojciech Krolopp spotkał się z rodzicami chłopców z chóru. Powiedział im, że oskarżenia są bzdurne, bo on jest "do absurdu uczulony na sprawy pedofilskie". Parę dni później został aresztowany. Za pedofilię właśnie.
Decyzję o aresztowaniu Wojciecha Kroloppa sąd podjął 16 czerwca 2003 r. po zaledwie godzinnej rozprawie. Uznał, że przedstawione przez prokuraturę dowody przeciw powszechnie znanemu i szanowanemu dyrektorowi Polskich Słowików były wystarczająco mocne. Nie wszystkich zdziwiło oskarżenie Kroloppa o seksualne wykorzystanie dzieci. 

Pierwsze informacje o seksualnym wykorzystywaniu chłopców przez Kroloppa docierały do ludzi nadzorujących życie kulturalne Poznania już w latach 80. zeszłego wieku. Trafiły do kosza, bo rodzice śpiewających w chórze dzieci nie potwierdzili tych podejrzeń. Stali murem za dyrektorem, a władzy kompromitacja znanego i koncertującego na całym świecie chóru byłaby bardzo nie na rękę. W artykule "Słowiki ? la carte" (nr 27/2003) "Wprost" pisał: "już na przełomie lat 1982 i 1983 do wydziału kultury i sztuki Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu, któremu podlegał chór Polskie Słowiki, docierały skargi rodziców chórzystów, którzy zarzucali Wojciechowi Kroloppowi praktyki pedofilskie. Wtedy postanowiono, że sprawa nie może nabrać rozgłosu, bo wszyscy na tym stracą. KW PZPR w Poznaniu miał przekazać do urzędu wojewódzkiego pismo nakazujące zatuszowanie sprawy. Broniono dyrygenta Polskich Słowików, bo ten chór był traktowany jako przeciwwaga dla uważanych za prokościelne Poznańskich Słowików Stefana Stuligrosza. Poza tym z Polskimi Słowikami na zagraniczne wojaże za darmo wyjeżdżali pracownicy wydziałów kultury urzędów wojewódzkiego oraz miejskiego, a także pracownicy podobnego wydziału w KW PZPR". Sprawę rzeczywiście zatuszowano. O homoseksualizmie Kroloppa wiedzieli wszyscy, ale nikt nie chciał uwierzyć, że molestował oddane mu pod opiekę dzieci. W śledztwie wypłynęły wstrząsające historie seksualnego wykorzystywania chłopców także w latach 70. I 80. Sprawy dwóch z nich, wtedy już ponad 30- i 40 letnich, uległy przedawnieniu. Trzech – stały się podstawą do sformułowania aktu oskarżenia.

Także po upadku komuny,  doniesienia o skłonnościach pedofilskich Kroloppa lekceważono. W roku 2001, czyli na dwa lata przed wybuchem afery, na jeden z wrocławskich komisariatów zgłosiła się kobieta. Twierdziła, że ma podstawy, by złożyć doniesienie o seksualnym wykorzystywaniu nieletnich przez Kroloppa. Policjanci jej zeznań nie przyjęli. Uznali, że oskarżenie wybitnego człowieka o tak brzydkie praktyki zostało podyktowane tylko chęcią zemsty. Zeznania postanowiła złożyć bowiem organizatorka jednego z dużych koncertów Polskich Słowików. Kobieta za występ chóru Kroloppowi nie zapłaciła, za co ten miał do niej pretensje i należnych mu pieniędzy zaczął się domagać. 

Ostatecznie policja wpadła na trop pedofilskiej afery z udziałem Kroloppa przez przypadek. Gdy w wiosną 2003 na jeden z poznańskich komisariatów zgłosiła się matka kilkunastoletniego chłopca. Bała się o syna, bo jak sądziła, "utrzymywał podejrzane kontakty" z dwoma mieszkającymi w pobliżu młodymi mężczyznami. Nie wiedziała, co ma z tymi podejrzeniami zrobić. W końcu przyszła z tym na policję. Tym razem śledczy sprawę potraktowali poważnie i 27 maja 2003 r zatrzymali 22-letniego Wiesława M. i 23-letniego Rafała P. Jak informował rzecznik poznańskiej policji, zarzucono im popełnienie czynów lubieżnych wobec nieletnich. Ze śledztwa wynikało, że molestowanych chłopców było wielu, ale żaden z nich nie miał nic wspólnego z chórem Kroloppa. Wiesław M. jak i Rafał P. byli z nim za to związani zawodowo: pracowali przez jakiś czas w należącej do chóru bibliotece. Po ich aresztowaniu na policję zgłosiła się matka jednego z chórzystów. Zeznała, że Rafał P. molestował jej syna. Właśnie w bibliotece, w której był zatrudniony. Pokazywał mu pisma pornograficzne i dotykał genitaliów. Przesłuchano również chłopca, który potwierdził, że Rafał P. molestował seksualnie jego i jego kolegów. Zaczęły się przesłuchania kolejnych chłopców. Jeden z nich zeznał, że nie był seksualnie wykorzystywany przez żadnego z bibliotekarzy, tylko przez  dyrektora Kroloppa. W tym samym czasie do prokuratury zgłosił się wtedy już 20-letni mężczyzna. On też oskarżył Kroloppa o molestowanie seksualne. Ruszyła lawina. Prokuratura wzywała na przesłuchania kolejne, potencjalne ofiary dyrektora Polskich Słowików. Wina Kroloppa była bezsprzeczna. W jego mieszkaniu podczas przeszukania znaleziono też mnóstwo filmów i zdjęć pornograficznych z materiałami o treściach pedofilskich.

Więcej można przeczytać w najnowszym numerze tygodnika "Wprost", który od niedzielnego wieczora jest dostępny w formie e-wydania .

Najnowszy "Wprost" jest także dostępny na Facebooku .


Czytaj także

 0