Zamach, którego nie było. Celem prezydent Polski

Zamach, którego nie było. Celem prezydent Polski

Dodano:   /  Zmieniono: 12
Stanisław Wojciechowski (fot. By nieznany. Autor cyfrowej koloryzacji: Piotr Margas [Public domain], via Wikimedia Commons)
5 września 1924 roku, we Lwowie niedaleko wylotu ulicy Kopernika i Legionów, nieznany sprawca rzucił bombę w stronę powozu prezydenta Stanisława Wojciechowskiego. Ładunek upadł za pojazdem, a szczęśliwie dla prezydenta, bomba nie wybuchła. Władze II RP tak skutecznie zatuszowały sprawę, że do teraz ciężko znaleźć jakiekolwiek materiały na ten temat.

Wysłanie tego wydarzenia w zapomnienie przez władze II RP było stosunkowo łatwe – bomba ostatecznie nie wybuchła, nikomu nic się nie stało, nie było ofiar. Skąd chęć zatuszowania tej sprawy? Prawdopodobnie polskie władze chciały zachować prestiż na arenie międzynarodowej. Nie chciały, by świat dowiedział się, że Rzeczpospolita ma problemy z Ukraińcami na Kresach Wschodnich. Bo jak się później okazało – zamachowcem był 19-letni Ukrainiec Teofil Olszewski.

Prof. Lech Wyszczelski, zapytany o więcej szczegółów na temat samego zamachu i jego przebiegu, powiedział, że oprócz kilku wzmianek o procesie w dokumentach Ministerstwa Sprawiedliwości, nie spotkał się ze źródłami, które dokładnie opisałyby tamte wydarzenia. Jak pisze Eugeniusz Guz, w swojej książce „Zagadki i tajemnice kampanii wrześniowej”, po całym incydencie, warszawski „Tygodnik Ilustrowany” umieścił relację z wizyty prezydenta we Lwowie, w publikacji nie wspomniano jednak ani słowem o próbie zamachu.

Dzień później polskie gazety pisały tylko o tym, że na Kresach działają „dywersyjne bandy”. Co więcej, sam Henryk Comte, adiutant Wojciechowskiego nie wspomniał o próbie zamachu w swojej książce, mimo, że niezwykle szczegółowo opisuje w niej własną służbę u boku prezydenta.

Bardzo krótko i głównie w kontekście procesu Stanisława Steigera, o zamachu na prezydenta Wojciechowskiego wspomina Jan Kocznur w swoim artykule dla czasopisma „Palestra” z 1963 r. W jego opisie, o dokonanie zamachu oskarżono niesłusznie Stanisława Steigera, który miał żydowskie pochodzenie. Młodego studenta prawa wskazała funkcjonariuszom Maria Pasternakówna, która przez całe śledztwo „twierdziła stanowczo, że to on rzucił bombę”. 15 i 16 września toczyła się sprawa przeciwko Steigerowi, którego bronił adwokat Michał Grek, oskarżającym był prokurator Alfred Laniewski. Na początku procesu Steigerowi groziła nawet kara śmierci.

Sąd przekazał sprawę dalej, trafiła do „postępowania zwyczajnego z udziałem sędziów przysięgłych”. Tym razem Steigera bronił Natan Loewenstein, który 16 grudnia 1925 r. wygłosił mowę obrończą, wydaną potem drukiem: „O sprawie Steigera”. Dzień później, 17 grudnia, Steigera uniewinniono – przez cały czas trwania procesów przebywał w areszcie. W tym samym czasie ustalono kto w rzeczywistości był sprawcą zamachu.

A okazał się nim Ukrainiec Teofil Olszewski, którego 3 października zatrzymano na granicy polsko-niemieckiej, gdy chciał ją nielegalnie przekroczyć. Przyznał się Niemcom do tego, że „dokonał zamachu na prezydenta Wojciechowskiego” oraz, że zrobił to na polecenie Ukraińskiej Organizacji Wojskowej. Udzielił również władzom niemieckim informacji na temat osób, które pomogły mu w ucieczce – otrzymał wtedy status „uchodźcy politycznego” i przeniósł się z Berlina do Malborka, tak by znajdować się bliżej polskiej granicy.

Niemiecki rząd wiedział więc, że Steiger jest niewinny – milczał jednak, ponieważ cała ta sytuacja działała niekorzyść Polski. Dopiero po wniosku jednego z posłów niemieckiego parlamentu, ujawniono stronie polskiej, że w Niemczech przebywa Teofil Olszewski, odpowiedzialny za próbę zamachu na prezydenta. Polskie MSZ zwróciło się więc do Niemiec o wydanie akt sprawy Ukraińca. W tym samym czasie prasa niemiecka podjęła temat, że w Polsce sądzony jest niewinny obywatel. Zaczęto mówić o międzynarodowym skandalu. Polskie władze jednak, w piśmie do Niemców wytknęły im błędy oraz fakt, że ukrywały one zamachowca – ostatecznie akta sprawy Teofila Olszewskiego trafiły do Polski. Jeszcze 4 grudnia 1925 prokurator we Lwowie podtrzymywał akt oskarżenia wobec Steigera pomimo tego, że Polska otrzymała już dokumenty obciążające Olszewskiego.

Jak wcześniej wspomniano - Stanisław Steiger spędził cały proces w areszcie, łącznie około 15 miesięcy. Co stało się z Teofilem Olszewskim? Prawdziwy sprawca zamachu został skazany za nielegalne przekroczenie granicy na 2 tygodnie więzienia.

Gdyby nie niemieckie dokumenty, które przetrwały II wojnę światową, z których korzystał Eugeniusz Guz i książka „O sprawie Steigera”, o zamachu praktycznie nikt by nie pamiętał. Jeśli bowiem myślimy o jakimkolwiek zamachu w kontekście prezydenta Wojciechowskiego - przeważnie myśli się o przewrocie majowym Józefa Piłsudskiego.

Źródła: Jan Kocznur, Z historii wymowy sądowej w b. zaborze austriackim, „Palestra”, 1963, nr. 7-9

Eugeniusz Guz, „Zagadki i tajemnice kampanii wrześniowej”

Ankieta: Czy historia II wojny światowej jest dobrze znana przez Polaków?
-
 12

Czytaj także