Siemoniak: Ośmiorniczki nie były najgorsze

Siemoniak: Ośmiorniczki nie były najgorsze

Dodano:   /  Zmieniono: 13
Tomasz Siemoniak (fot. AREK MARKOWICZ)
Afera taśmowa pokazała cynizm polityków w podejściu do spraw państwowych - twierdzi Tomasz Siemoniak, wicepremier i minister obrony narodowej. Dodaje, że wiele niezałatwionych problemów obecny rząd odziedziczył po Donaldzie Tusku.

Ponoć długie sprawowanie władzy demoralizuje. Zdemoralizowało was?

Obywatele i media mogą tak to oceniać. Samemu powinno się podejść z pokorą do opinii, czy się działa dobrze, czy źle. Ale wydaje mi się, że nie ma takiej reguły. Jedni ludzie się demoralizują przy władzy, drudzy nie. Ważne, czy się utrzymuje kontakt z rzeczywistością, czy rozmawia się ze zwykłymi ludźmi, kupuje w normalnych sklepach, jest się wśród normalnych problemów.

Liczba osób, które odwołano, pokazuje, że ludzi, którzy byli zdemoralizowani, jest więcej niż mniej.

Ministrów jest w tym momencie 18, do dymisji podało się trzech.

Plus wiceministrowie.

To bardzo przykra sprawa. Mija prawie rok od momentu, gdy afera podsłuchowa wyszła na światło dzienne. Jest to ogromna nauczka dla wszystkich zajmujących się polityką, że służbę publiczną pełni się 24 godziny na dobę. Najgorsze w aferze podsłuchowej jest to, że ludzie mogą pomyśleć, że co innego mówi się tak naprawdę, a co innego mówi się do ludzi. Musi nastąpić mocne sprofilowanie polityków, by w przyszłości się tak nie zachowywali. Zgadzam się, że problem polega nie tylko na tym, że nielegalnie podsłuchano najważniejsze osoby w państwie, ale na tym, co ci ludzie mówili. Tego się nie da wymazać.

Mija rok, a premier Ewa Kopacz przeprasza wyborców Platformy za to, czego słuchali, a nie za to, co zostało powiedziane.

Wielu ludzi właśnie zaszokował sam język. Moja mama, emerytowana polonistka, nie rozumie niuansów między bankiem centralnym a Ministerstwem Finansów. Zwróciła uwagę na styl, wulgaryzmy. Ja sam nie przeklinam. Moja mama była przerażona, że obcuję z ludźmi, którzy tak mówią. Dla jej kręgu emerytowanych nauczycielek w Wałbrzychu to było jedno z najgorszych potknięć. Nawet te słynne ośmiorniczki ich tak nie wzburzyły.

Ludzie byli wstrząśnięci tym, że u władzy są osoby, które z karty menu wybierają najdroższe pozycje, kiedy płacą państwową kartą kredytową.

Źle się czuję w roli recenzenta, bo sam nie chodziłem do tych restauracji. Do restauracji służbowo wychodzę na spotkania z ministrami obrony, których oficjalnie zapraszam do Polski, i nie wybieram żadnych dań. To, co będzie jedzone, ustala wojskowy protokół. Uważam, że to, czego dopuściły się osoby nagrane na taśmach, jest złe. Prywatne biesiadowanie za państwowe pieniądze jest nie do zaakceptowania. Złe w aferze podsłuchowej było to, że operowano na różnych poziomach języka, płacono państwowymi pieniędzmi za luksusowe rzeczy, których ceny były rzędu większości pensji w Polsce. Naganne było też podejście rozmówców do spraw państwowych. Pokazywało ich cynizm.

Cały wywiad Tomasza Wróblewskiego i Joanny Miziołek z szefem MON Tomaszem Siemoniakiem przeczytasz w najnowszym wydaniu tygodnika "Wprost", który dostępny jest w formie e-wydania na www.ewydanie.wprost.pl i w kioskach oraz salonach prasowych na terenie całego kraju.

"Wprost" jest dostępny również w wersji do słuchania.
Tygodnik "Wprost" można zakupić także za pośrednictwem E-kiosku
Oraz na  AppleStore GooglePlay

+
 13

Czytaj także