Siedząc na beczce prochu. Czy grozi nam wojna nuklearna?

Siedząc na beczce prochu. Czy grozi nam wojna nuklearna?

Dodano:   /  Zmieniono: 24
Zdjęcie ilustracyjne (fot. sxc.hu) / Źródło: FreeImages.com
Ludzkość zapomniała o zagrożeniu wojną jądrową, ale ryzyko takiego konfliktu wciąż jest realne.

Ostatni na świecie grzyb eksplozji nuklearnej wzniósł się nad zachodniochińską pustynią w październiku 1980 r. Od tego czasu przeprowadzano tylko próby podziemne, a od końca zimnej wojny także i one stały się rzadkością. Świat żyjący od lat 50. ubiegłego wieku w cieniu potencjalnej wojny nuklearnej odetchnął z ulgą. O kilka minut cofnięto sławetny „zegar zagłady”, od czasów Projektu Manhattan (budowy pierwszej amerykańskiej bomby atomowej) symbolicznie pokazujący, jak blisko ludzkość jest ryzyka atomowej wojny.

Arsenał mniejszy, ale groźniejszy

Najbardziej optymistycznie spoglądaliśmy w przyszłość w roku 1991, kiedy po podpisaniu układu START i rozpadzie ZSRR zegar zagłady cofnięto o 17 minut. Tymczasem mimo spektakularnych gestów wydatki na zbrojenia, zwłaszcza strategiczne, wcale się nie zmniejszyły. To prawda, że Amerykanie i Rosjanie zredukowali swoje arsenały nuklearne, ale dotyczy to przede wszystkim broni starszego typu. Jest ona zastępowana przez nowsze generacje, które zapewniają podobną siłę rażenia przy użyciu mniejszej liczby środków przenoszenia.

Przykładem są rosyjskie rakiety Buława, Topol-M i Jars zastępujące stare pociski oraz całkowicie nowa konstrukcja – pocisk Sarmata, największa rakieta balistyczna, jaką kiedykolwiek zaprojektowano (przenosząca 9-tonowy ładunek konstrukcja ma zostać przekazana armii w 2020 r.). Dowódca Strategicznych Wojsk Rakietowych gen. Siergiej Karakajew zapowiedział dwa lata temu, że do 2021 r. Rosja wycofa wszystkie najstarsze, instalowane w czasach ZSRR rakiety balistyczne. Zachodni stratedzy przypuszczali, że problemy finansowe rosyjskiego budżetu opóźnią te plany, jednak nic na to nie wskazuje. Rosyjscy przywódcy oszczędzają na wydatkach cywilnych, ale nie na broni.

W odpowiedzi na rosyjskie programy nad modernizacją własnych sił jądrowych pracują też Amerykanie, którzy w ciągu najbliższej dekady planują przeznaczenie na ten cel ponad 330 mld dolarów. Prezydent Obama jeszcze w 2010 r. obiecał republikanom rozpoczęcie prac nad zastąpieniem przestarzałych, zainstalowanych w latach 70. i 80. XX w. rakiet. Po nieudanym „resecie” z Rosją sam również stracił zainteresowanie dalszym samoograniczaniem zdolności bojowych amerykańskich sił jądrowych.

Cały artykuł ukazał się w najnowszym numerze tygodnika "Wprost", który trafił do kiosków w poniedziałek, 28 grudnia 2015 r. "Wprost" można zakupić także  w wersji do słuchaniaoraz na  AppleStore GooglePlay.

 24

Czytaj także