Rzeź dzikich ptaków w czasie lęgów. Eksperci biją na alarm

Rzeź dzikich ptaków w czasie lęgów. Eksperci biją na alarm

Gołąb grzywacz z pisklęciem, zdjęcie ilustracyjne
Gołąb grzywacz z pisklęciem, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Shutterstock
Gdy bezbronne pisklęta w gniazdach wciąż czekają na rodziców, w polskich lasach lada moment rozlegnie się huk strzałów. Prawo na to pozwala, ale jego konsekwencje są dramatyczne w skutkach – młode gołębie grzywacze skazane są na powolne, bolesne umieranie. Obrońcy zwierząt biją na alarm.

W Polsce wciąż wolno polować na ptaki w okresie, gdy w ich gniazdach rosną bezbronne pisklęta. Prozwierzęcy działacze nie kryją oburzenia – choć głośno zrobiło się o przypadku Koszalina, to problem, który dotyka całego kraju.

Gołąb grzywacz pod ostrzałem

Na 15 sierpnia w Koszalinie zaplanowano polowanie na gołębie grzywacze. W odpowiedzi pojawiła się petycja o jego odwołanie. „Gatunek ten w tym czasie wciąż wysiaduje jaja i karmi młode. To przykład problemu, który dotyczy całej Polski” – informuje Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków (OTOP).

Choć media podały, że w samym Koszalinie polowania nie będzie, sprawa okazała się bardziej skomplikowana.

Zoolog Robert Maślak ujawnił, że łowy przeniesiono do pobliskiej gminy Manowo. Zwrócił uwagę na możliwe złamanie procedur – brak wymaganego obwieszczenia w Biuletynie Informacji Publicznej gminy. „Moim zdaniem potrzebne jest obwieszczenie gminy, tak jak zrobił to Urząd Miasta Koszalina, a nie wywieszenie korespondencji koła łowieckiego do gminy” – napisał.

facebook

„Tymczasem rząd gminy nie wydał takiego obwieszczenia, a jedynie opublikował korespondencję z koła łowieckiego »Bekas« w Koszalinie, które to polowanie organizuje. Można zatem uznać, że mieszkańcy nie zostali skutecznie poinformowani o tym polowaniu, z czym wiążą się zagrożenia i ryzyko dla osób, które nieświadomie znajdą się na terenie polowania” – wskazał na swoim profilu na Facebooku Robert Maślak.

Prawo mówi jedno. Praktyka – drugie

W rozmowie z redakcją Wprost.pl, fundacja „Niech Żyją” przypomina, że koło łowieckie musi zgłosić polowanie co najmniej 14 dni wcześniej, a wójt w ciągu 5 dni ma obowiązek podać informację do publicznej wiadomości – również w formie obwieszczenia. W przypadku Manowa dokumentu takiego nie opublikowano, co oznacza, że polowanie mogłoby być niezgodne z prawem.

Sierpień to dla grzywaczy czas intensywnego karmienia młodych. Zabicie dorosłych w tym momencie skazuje pisklęta na powolną śmierć z głodu. Jak wskazuje Izabela Kadłucka, prezeska „Niech Żyją”, to jeden z najbardziej okrutnych sposobów, w jaki może umierać zwierzę. – To powolne, rozciągnięte w czasie cierpienie – podkreśla.

Maluchy czeka śmierć z głodu

W sprzyjającym klimacie grzywacze mają lęgi aż do października. – W połowie sierpnia gołębie grzywacza mają w gniazdach młode, które są wciąż karmione przez rodziców. Jeśli myśliwi zabiją rodziców podczas polowania, małe gołębie będą umierały w gnieździe z głodu – wskazuje Izabela Kadłucka i zaznacza, że jeśli myśliwi dbają o przyrodę tak, jak to deklarują, powinni zaprzestać polowań na gołębie w połowie sierpnia, mimo, że prawo na to pozwala.

Eksperci apelują, by pilnie zmienić prawo i wykluczyć okresy lęgowe z sezonu polowań. Bo za każdą taką decyzją kryją się nie tylko statystyki, ale i dramaty żywych, czujących istot.

facebookCzytaj też:
Myśliwi mają powód do świętowania? Chodzi o ochronę wilków
Czytaj też:
Myśliwi poza kontrolą? „To wbrew interesom Polek i Polaków”

Źródło: WPROST.pl