Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda idealnie – bajkowe kadry, przepych i nieograniczone możliwości. Jak mówią jednak Polki działające w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, rzeczywistość jawi się w znacznie ciemniejszych barwach.
Jedną z influencerek mieszkających w Dubaju – i konfrontujących się z trudną codziennością – jest Sylwia. W rozmowie z dziennikarzami Faktu prosi, by nie publikować jej relacji pod jej prawdziwym nazwiskiem, bo „może mieć problemy”. Jak wyjaśnia, do Dubaju przyciągnęły ją luksus i benefity, takie jak darmowe wejścia do klubów, prezenty w sklepach czy wycieczki. W przypadku największych twórców w grę wchodzą nawet opłacane mieszkania.
Sylwia jednocześnie podkreśla, że wolność słowa jest w ZEA bardzo ograniczona, a za publikowanie treści niezgodnych z zasadami mogą grozić poważne konsekwencje.
Różowa bańka pęka. Influencerzy z kłopotami
Coraz większa ilość użytkowników social mediów zaczęła zadawać sobie pytanie o prawdziwość publikowanych treści przez influencerów z ZEA. Internauci zwracają uwagę na to, że przez media społecznościowe przetacza się pewien powtarzalny trend – w wielu codziennychnagraniach pojawia się narracja o panującej beztrosce i bezpieczeństwie w Emiratach.
Często na pytanie właśnie o tę kwestię pada ta sama odpowiedź: „Czuję się bezpiecznie, bo wiem, kto nas chroni”. Nagrania bywają dodatkowo ilustrowane wizerunkami przywódców kraju. To dla wielu internautów jest już zbyt podejrzane, by było dziełem przypadku – influencerzy jednak zaprzeczają, podkreślając, że nie działają na zlecenie władz.
Uwagę na to zwróciła także stacja CNN, która zestawiła ze sobą powtarzające się materiały.
„Sama się na to pisałam”. Kulisy pracy influencerów
Nikola, która od roku tworzy treści na TikToku, przyznaje, że istnieją tematy, których lepiej nie poruszać. – Na początku bałam się trochę bardziej, teraz jest nieco spokojniej. Ale owszem, nie wolno nam publikować nic, co ma związek z irańskimi atakami. Tak naprawdę, nawet nie powinniśmy mówić o tym, że się boimy – mówi dziennikarzom Faktu.
Dodaje, że słyszała, że niektórzy influencerzy zostali zmuszeni do usuwania treści, a kogoś, kto opublikował lot irańskiego drona, czeka więzienie. -Nie wiem, czy to prawda, czy bardziej przekazywana plotka, ale wolę nie ryzykować – stwierdza.
Z kolei Sylwia zwraca uwagę na potencjalne konsekwencje. – Są kary, to prawda. Dodatkowo mówi się, że „zły PR” może skutkować problemami z kredytem, najmem, a nawet wyjazdem z Emiratów – wymienia influencerka. – Można powiedzieć, że sama się na to pisałam i pretensje mogę mieć do siebie. (…) Ale muszę teraz robić tak, jak mi każą. Mój wybór, więc nie mogę nikogo za to winić – przyznaje.
Chcesz publikować konkretne treści? Musisz uzyskać pozwolenie
W 2026 roku w ZEA wprowadzono nowe regulacje obejmujące media społecznościowe – influencerzy muszą uzyskać specjalne pozwolenia na publikowanie treści reklamowych. Zmiany weszły w życie jeszcze przed konfliktem z Iranem.
Oficjalnie mają zwiększyć przejrzystość i ograniczyć dezinformację, ale w praktyce oznaczają jeszcze większą kontrolę nad działalnością twórców.
Czytaj też:
Tak influencerzy sprzedają Polakom Dubaj. Na jaw wyszły szokujące faktyCzytaj też:
Polacy hejtują rodaków, którzy przebywają na Bliskim Wschodzie. „Wyjechaliśmy za pracą”
