Wędkarz Mateusz Kuształa zgłosił swój połów do rubryki „Rekordy na plan”. Pochwalił się złowieniem klenia, który mierzył aż 61 centymetrów. Jego relację opublikował portal wiadomosciwedkarskie.com.pl.
Wędkarz opisywał rekordowy połów. Zaczął od samego początku
Swoją opowieść o wyjątkowej rybie pan Mateusz zaczął od dużego kroku w przeszłość. Opowiedział o tym, jak w dzieciństwie wujek Janek wprowadzał go w świat wędkarzy. Wspomniał doping taty Michała i podkreślił, że w tym pierwszym okresie łowił głównie liny, karasie i płocie.
Jak w wielu podobnych przypadkach, z czasem wędkarstwo odeszło na dalszy plan, ale nie zostało porzucone przez pana Mateusza. Pasja wróciła z podwójną siłą, kiedy kupił sobie łódkę. „Zawładnęły mną wyprawy na szczupaki i okonie ze spinningiem w garści, nęcenie oczek w grążelach w nadziei na pięknego lina, a przede wszystkim wypady nad moją ukochaną rzekę Łynę” – wspominał.
Jak zapewniał, „w tej rzece nie sposób się nie zakochać”. „Piękna, tajemnicza, wymaga ogromnych pokładów cierpliwości, potrafi jednak wszystkie trudy wynagrodzić pięknymi okazami” – wymieniał zalety swojego ulubionego łowiska. To właśnie tam wybrał się w środę 19 lutego, kiedy udało mu się pobić rekord.
Złowił ogromnego klenia. Opisał swoją technikę
„Dzień był na zmianę słoneczny i pochmurny. Wybrałem odcinek na wysokości Dobrego Miasta. Przygotowałem zestaw gruntowy bez koszyka, tak zwany picker, a jako przynętę zamierzałem zastosować miękisz świeżego chleba wraz ze skórką, który kupiłem tego samego dnia w dobromiejskiej piekarni” – relacjonował.
Pan Mateusz zwrócił uwagę, że o tej porze roku chleb jest najlepszą przynętą na klenie. Zaczął bez nęcenia i wybrał „najprostszy z możliwych zestawów”, czyli ciężarka przelotowego 25 g oraz krętlika z dowiązanym ok. 80-cm przyponie z haczykiem nr 4.
„W przypadku brania kleni liczą się dosłownie ułamki sekund, bo choć są to mocne, gwałtowne uderzenia, to nie wolno się spóźnić, bo z ryby nici” – dzielił się swoim doświadczenie. Na rybę nie czekał dług, po kwadransie szczytówka gwałtownie się ugięła. Skupiony wędkarz zareagował odpowiednio.
Jak opisywał pan Mateusz, ryba od początku walczyła niezwykle zaciekle. „Czułem, że to może być ryba życia. Zaczęła odchodzić na boki, a potem odbiła do brzegu i weszła w trawy” – opisywał. „To był moment krytyczny. Bałem się, że ją stracę, ale postanowiłem, że nie poddam się bez walki” – zaznaczał.
Nieznacznie skrócił dystans i zaczął manewrować wędziskiem, żeby wypłoszyć klenia z zaczepu. „Uff, udało się! Jeszcze kilka minut zaciętej walki i miałem rybę na brzegu. Z emocji cały się trząsłem! Tak dużego klenia jeszcze na oczy nie widziałem” – podkreślał.
„Gdy miarka pokazała 61 cm nie mogłem uwierzyć, że mam rybę na złoty medal! Po szybkiej sesji pan kleń wrócił w dobrej kondycji do swojego królestwa, a mi pozostaną piękne wspomnienia do końca życia” – podsumował mężczyzna.
Czytaj też:
Gdy mierzyli rybę, aż drżały im ręce. Padłby rekord Polski, gdyby nie jeden szczegółCzytaj też:
Ubolewał nad wynikiem, okazało się, że pobił rekord świata. „Polowałem na nią prawie 2,5 roku”
