Jak powiedział po powrocie do kraju trener kadry Edward Kujawa, zamieszanie rozpoczęło się w momencie zdobycia przez Polskę bramki, która dawała im prowadzenie.
"W tym momencie jeden z zawodników kubańskich wymierzył pięć ciosów nad powierzchnią wody Mariuszowi Szelesiowi. Wyglądało to, jak brutalny mecz bokserski. Od tego zaczęła się regularna bijatyka. Kubański bramkarz przepłynął przez cały basen, by uderzyć naszego zawodnika" - poinformował Kujawa.
Według szkoleniowca, walka zawodników przeniosła się na brzeg pływalni. "Razem z trenerem Kubańczyków wkroczyliśmy do akcji i próbowaliśmy rozdzielać bijących się zawodników. Wszystko na szczęście dobrze się skończyło, choć musiałem przyjąć kilka ciosów" - dodał Kujawa.
Z powodu kłótni na pływalni, po polskich waterpolistów nie przyjechał kubański autokar, którym mieli pojechać na lotnisko. W efekcie drużyna spóźniła się na samolot, którym miała wrócić do Polski.
"Mieliśmy mały obóz przetrwania, ale wylecieliśmy z Kuby z kilkugodzinnym opóźnieniem innym samolotem i szczęśliwie wylądowaliśmy w Warszawie" - mówił Kujawa.
Reprezentacja przygotowywała się na Kubie do turnieju eliminacyjnego mistrzostw Europy grupy A, który odbędzie się w pierwszej połowie kwietnia w Bratysławie.
"Choć do bijatyki na pływalni nie powinno dojść, to jednak też wtedy przekonałem się, że drużyna tworzy monolit. Zespół nie odpuszcza, tylko walczy jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. To mnie cieszy przed ważnymi eliminacjami" - powiedział Kujawa.
Polscy waterpoliści przebywali na Kubie przez 10 dni. W tym czasie mieli cztery mecze z Kubą, z których dwa wygrali. Ponadto zwyciężyli w turnieju towarzyskim.
sg, pap