Europa Greków

Europa Greków

Grecja została mistrzem Europy w piłce nożnej! W finale Euro-2004, rozegranym na stadionie Da Luz w Lizbonie, Grecy wygrali z Portugalią 1:0.
Bramkę w 57. minucie strzelił Angelos Charisteas.

Portugalia - Grecja 0:1 (0:0)

Bramka - Angelos Charisteas (57). Żółte kartki: Francisco Costinha, Nuno Valente (Portugalia), Angelos Basinas, Takis Fyssas, Dimitrios Papadopoulos, Yourkas Seitaridis (Grecja). Sędziował Markus Merk (Niemcy). Widzów 62 865.

Składy:

Portugalia: Ricardo; Miguel (43-Paulo Ferreira), Ricardo Carvalho, Jorge Andrade, Nuno Valente; Costinha (60-Rui Costa), Maniche, Deco, Luis Figo, Cristiano Ronaldo; Pauleta (74-Nuno Gomes);

Grecja: Antonis Nikopolidis; Yourkas Seitaridis, Michalis Kapsis, Traianos Dellas, Takis Fyssas; Stelios Giannakopoulos (76- Stelios Venetidis), Theodoros Zagorakis, Angelos Basinas, Costas Katsouranis; Zisis Vryzas (81-Dimitrios Papadopoulos), Angelos Charisteas.

Na stadionie Da Luz w Lizbonie stała się rzecz, której przed mistrzostwami Europy nikt się nie spodziewał. Mistrzem Europy została Grecja, która w finale wygrała z Portugalią 1:0. Bramkę na  wagę mistrzowskiego tytułu strzelił Angelos Charisteas. Finał Euro- 2004 to także bezprecedensowe wydarzenie z innego powodu - był powtórką meczu otwarcia tego turnieju. 12 czerwca w Porto lepsza okazała się także Grecja, która wygrała 2:1. Wówczas jednak zwycięstwo dało Grekom trzy punkty, teraz przyniosło im tytuł najlepszej drużyny w Europie.

Początek finału zaprzeczał wszystkim przewidywaniom, że  piłkarze Portugalii rzucą się do frontalnych ataków, a Grecy będą się tylko bronili i przeszkadzali rywalom w konstruowaniu akcji. Defensywnie ustawieni Portugalczycy, z wysuniętym do przodu napastnikiem Pauletą, natknęli się na bardzo bojowe nastawionych Greków, którzy całkiem realnie myśleli o mistrzowskim tytule.

W pierwszych dwudziestu minutach częściej atakowali gospodarze turnieju. Greckiej bramce próbowali zagrozić m.in. Pauleta i  Cristiano Ronaldo, a bramkarz Antonis Nikopolidis co najmniej dwukrotnie uchronił swój zespół od straty bramki. W największych opałach był w 14. minucie przy strzale Miguela, jednak udanie wyszedł z opresji. Po drugiej stronie boiska na brak zajęcia nie  mógł także narzekać Ricardo, który musiał interweniować po groźnym strzale Angelosa Charisteasa.

Kolejne dwadzieścia minut to boiskowa przepychanka obu drużyn. Piłka gościła to na jednej połowie placu gry, to na drugiej, ale  bardzo rzadko docierała w okolice pola karnego. Akcje ofensywne były skutecznie powstrzymywane przez szyki obronne obu zespołów i  pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym wynikiem.

Początkowe minuty drugiej części przekonały, że ten mecz nie  będzie obfitował w gole. Wprawdzie inicjatywę na dobre przejęli Portugalczycy, ale wykończenie ich akcji nie mogło zrobić krzywdy Grekom. Natomiast piłkarze z Półwyspu Bałkańskiego uwierzyli, że  wcale nie są skazani na porażkę i przeszli do skomasowanej obrony, która przynosiła im powodzenie.

Broniąc się Grecy nie zrezygnowali również z kontrataków. Właśnie po jednej z takich akcji w 57. minucie wywalczyli rzut rożny, który wykonywał Traianos Dellas. Górne dośrodkowanie dotarło dokładnie na środek pola karnego, gdzie czekał na piłkę Angelos Charisteas. Grek wyskoczył najwyżej i strzałem głową pokonał portugalskiego bramkarza.

Jak zwykle w takich sytuacjach bywa, po golu mecz stał się o  wiele bardziej emocjonujący. Po zdobyciu bramki greccy piłkarze stali się bardziej pewni siebie i nabrali przekonania, że stać ich na sprawienie ogromnej niespodzianki. Wiedzieli, że w miarę upływu czasu mistrzowski tytuł przybliża się w ich kierunku wielkimi krokami. Niemal zupełnie opanowali sytuację na boisku, tworząc w  kolejnych dziesięciu minutach dwie groźne sytuacje. Portugalia mogła mówić o sporym szczęściu, że nie straciła drugiej bramki. Natomiast najlepszą okazję do wyrównania miał Luis Figo, jednak jego strzał obronił grecki bramkarz.

Piłkarze portugalscy zdawali sobie sprawę, że muszą bardziej zdecydowanie zaatakować, jeśli chcą jeszcze myśleć o zwycięstwie. Gdy mijała 70. minuta gry, z powrotem przejęli inicjatywę i  praktycznie nie wypuszczali rywali z ich połowy. Jednak ich ataki cały czas rozbijały się o defensywę Grecji. Nawet sytuacji sam na  sam z greckim bramkarzem nie potrafił wykorzystać Ronaldo.

Czas uciekał, a gospodarze turnieju nadal byli bezsilni. Złych humorów Portugalczyków nie był w stanie poprawić nawet incydent, który miał miejsce w 85. minucie. Na boisko wtargnął kibic z  szalikiem klubu FC Barcelona. Goniony przez służby porządkowe intruz zdołał przebiec przez pół boiska i wbiegł do greckiej bramki. Tam pościg się zakończył.

Końcówka spotkania należała do Portugalczyków. Piłka nie  chciała jednak wpaść do greckiej bramki nawet po mocnym strzale po  ziemi Luisa Figo. I mimo że niemiecki arbiter Markus Merk przedłużył mecz o pięć minut, nie zmieniło to faktu, że mistrzem Europy została Grecja, drużyna pokonana przez Polskę 1:0 w meczu towarzyskim 28 maja tego roku w Szczecinie.

Po meczu powiedzieli:

Luiz Felipe Scolari (trener Portugalii): "To bardzo trudne do  zaakceptowania, ale trzeba to zrobić. Oni byli po prostu lepsi. Jedna chwila nieuwagi spowodowała przegraną w całym spotkaniu. Chcę prosić o wybaczenie wszystkich Portugalczyków, ponieważ nie  udało nam się dać takiej radości, na jaką czekali. Ale nie można załamywać się jedną porażką, możemy jeszcze wiele zrobić dla  Portugalii".

Otto Rehhagel (trener Grecji): "To fantastyczny dzień dla futbolu greckiego i w ogóle piłki nożnej w Europie. Reprezentacja Grecji dopisała dzisiaj wspaniały rozdział do historii sportu w swoim kraju. Na ulicach w Atenach będą się działy niewyobrażalne rzeczy, kiedy wrócimy w poniedziałek do domu. Angelos Charisteas był jedną z największych gwiazd tego turnieju".

Angelos Charisteas (Grecja): "Jestem bardzo szczęśliwy. Jesteśmy najlepszą drużyną w Europie. Myślę, że jest to chwila wyjątkowa, być może już jej nigdy nie przeżyjemy, ale zasłużyliśmy na nią. Doszliśmy do takiego poziomu po zwycięstwach nad wielkimi drużynami; dzisiaj stawiliśmy czoła bardzo dobrej ekipie portugalskiej. To największa chwila w mojej karierze. Kiedy strzeliłem dziś bramkę, wiedziałem, że nie wypuścimy już pucharu z  rąk".

Jorge Sampaio (prezydent Portugalii): "Przegraliśmy ostatni mecz, ale trzeba docenić to, dokąd udało nam się zajść. Pierwszy raz zagraliśmy w finale takiej imprezy. Myślę, że nie musimy niszczyć świątecznej atmosfery. Przegraliśmy, to mogło się zdarzyć, ale  graliśmy tu z dużą klasą. Mistrzostwa nie zakończyły się do końca po naszej myśli, ale nie ma powodów, by być tak smutnym".

sg, pap

Czytaj także

 0