Podczas obrad z udziałem lekarzy, biologów i reprezentantów innych dziedzin nauki pojawiają się scenariusze wydarzeń, przypominające filmy katastroficzne: terrorysta-samobójca, który zainfekował się genetycznie zmodyfikowanym wirusem, rzuca się w tłum ludzi.
"Obawiamy się, że wcześniej czy później do tego dojdzie" - powiedział szef Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych Terence Taylor. Podkreślił, że do wywołania epidemii na niespotykaną dotąd skalę wystarczyłby zmodyfikowany wirus grypy, powodujący krwotoki wewnętrzne. Brak objawów zewnętrznych sprawiłby, że identyfikacja i izolacja terrorysty-nosiciela wirusa byłaby niemożliwa i miałby on dużo czasu na niezakłócone działanie.
Inaczej jest w przypadku najpoważniejszego nadal zagrożenia, jakim jest ospa, której objawów nie da się ukryć. "Nasz strach przed ospą wynika z tego, że w ostatnich latach choroba ta została pokonana na całym świecie i dlatego nie jesteśmy na nią przygotowani" - tłumaczył w Erice Terence Taylor.
Naukowcy zdają sobie sprawę z tego, że terroryści mają do dyspozycji ogromnie niebezpieczny dla ludzkości arsenał: jad kiełbasiany, rycyna, wąglik, dżuma, ebola.
Uczestnicy seminarium na Sycylii uznali, że konieczne jest powołanie międzynarodowej organizacji, która koordynowałaby wszystkie działania zapobiegające ewentualnym atakom biologicznym i chemicznym. Wybrali nawet już jej nazwę: Międzynarodowa Rada Nauk o Życiu (International Council for Life Sciences).
ss, pap