Silne wiatry i wzburzone morze utrudniają akcję, mającą zapobiec rozszerzaniu się plamy ropy. Praktycznie nie ma już też nadziei na ocalenie sześciu marynarzy, którzy podczas akcji ratunkowej w nocy ze środy na czwartek wypadli ze śmigłowca do Morza Barentsa.
Według gazety "Anchorage Daily News", zawiesisty dywan ropy zagraża niedostępnemu regionowi wyspy Unalaska na Aleutach, który stanowi naturalne środowisko życiowe wielu morskich ssaków, ryb i ptaków.
Miejscowi eksperci obawiają się, że wyciek setek tysięcy ton ropy z rozbitego frachtowca może spowodować największą katastrofę ekologiczną od czasu dramatu tankowca "Exxon Valdez", który w 1989 roku wpadł na skały u wybrzeży Alaski. W wyniku katastrofy do morza wyciekło wówczas 40 mln litrów ropy naftowej. Rozlane paliwo utworzyło plamę o powierzchni 1300 km2. Wyciek zabił niezliczoną liczbę ryb, 30 tys. ptaków oraz tysiące fok i innych ssaków morskich. Zanieczyszczeniu uległo ponad 3800 km linii brzegowej, której oczyszczanie trwało trzy lata i kosztowało ponad 2 mld dolarów.
em, pap